Joanna Senyszyn: Biskupi mówią, że nie wiedzieli o pedofilii, bo nie chcą płacić odszkodowań

Joanna Senyszyn krytykuje polski Kościół za reakcję na doniesieniach o pedofilii.
Joanna Senyszyn krytykuje polski Kościół za reakcję na doniesieniach o pedofilii. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Joanna Senyszyn przekonuje, że Janusz Palikot stracił przez zmianę nazwy to, co ma najcenniejsze – rozpoznawalność. Ostro krytykuje też biskupów za ukrywanie aborcji w Kościele. – Polscy biskupi, musieli wiedzieć o pedofilii w polskim Kościele. A jeżeli nie wiedzieli, to dowodzi tylko ich ignorancji i braku zainteresowania – mówi w "Bez autoryzacji".


Zazdrości pani energii nowej partii Palikota? Było ją wczoraj widać na kongresie założycielskim.

Niczego nie zazdroszczę Januszowi Palikotowi. Do Sojuszu Lewicy Demokratycznej także przychodzi coraz więcej młodych działaczy i nie zazdrościmy nikomu energii. I nie musimy zmieniać nazwy, jesteśmy z niej dumni.

Jak ocenia pani powrót Wandy Nowickiej do partii Janusza Palikota? Nie próbowaliście jej przyciągnąć do siebie?

Wanda Nowicka po wykluczeniu z Ruchu Palikota postanowiła iść własną drogą i teraz zapowiedziała współpracę z nową partią Palikota. Nie mogę określić na jakich zasadach będzie się odbywała ta współpraca. Ale przy niektórych projektach także my współpracujemy z Ruchem Palikota, tak to już w Sejmie jest. Jeżeli ma się podobne projekty – a przecież takie składaliśmy, prawie o tej samej treści – odnośnie związków partnerskich, zapłodnienia in vitro czy ustawy aborcyjnej, to na tym się pracuje wspólnie.


Czy wie pani o próbach przyciągnięcia Wandy Nowickiej do SLD?

Nie, Wanda Nowicka w ogóle nie brała pod uwagę wstępowania do jakiejkolwiek partii, ponieważ wszystkie partie, które są w Sejmie mają swoich wicemarszałków, więc tylko jako niezależna miała szansę zachować stanowisko. Gdyby wstąpiła do jakiegoś klubu, do partii, to wtedy byłoby to niemożliwe.


Duchowni mówią, że są zaskoczeni skalą doniesień o pedofilii w polskim Kościele. To udawane czy prawdziwe zaskoczenie?

To zaskoczenie zdecydowanie udawane. Polscy duchowni, to znaczy polscy biskupi, musieli wiedzieć o pedofilii w polskim Kościele. A jeżeli nie wiedzieli, to dowodzi tylko ich ignorancji i braku zainteresowania. Ponieważ, kiedy wybuchły afery w amerykańskim Kościele, irlandzkim Kościele, to ich obowiązkiem było zainteresować się jak wygląda sytuacja w polskim Kościele. W tej chwili oczywiście mówią, że nie wiedzieli, bo nie chcą płacić odszkodowań ofiarom księży pedofilów. To bardzo perfidna i bezczelna polityka ze strony hierarchów Kościoła.


Pani mówi o braku zainteresowania i ignorancji. To rzeczywiście ignorancja czy chęć ukrycia prawdziwej skali zjawiska, o której już wcześniej biskupi wiedzieli?

To niewątpliwie chęć ukrycia skali zjawiska. Biskupi wyrażali brak zainteresowania, twierdzili wręcz, że to nie dotyczy polskich księży. Tak wypowiadał się między innymi nieżyjący już arcybiskup lubelski, abp Życiński. On wręcz mówił, że to dotyczy innych krajów, że to odległe sprawy. Biskup Pieronek mówił wręcz, że polski Kościół ma ważniejsze sprawy, niż zajmowanie się pedofilami.

Widać było tę butę, arogancję, bezczelność. Oni udawali, że ten problem w ogóle nie występuje, a doskonale o tym wiedzieli. To, co jest już absolutnym skandalem, to to, że nawet księża, którzy mają na koncie wyroki za pedofilię także nie byli odsuwani od kontaktów z młodzieżą, z dziećmi. I właśnie dlatego Kościół będzie musiał płacić odszkodowania.

Zaczęła się medialna nagonka na polski Kościół, na księży? Prawicowe media o niej piszą, mówią też o "nabitej medialnej strzelbie wymierzonej w Kościół".

Nie ma żadnej nagonki. O nieprawidłowościach w Kościele i tak pisze się mniej, niż powinno się pisać, ponieważ Kościół ciągle jest pod swoistą ochroną. Także ja takiej nagonki nie widzę. Ale kiedy obserwuję to, co się dzieje, to dochodzę do wniosku, że byłam prekursorem.

Powiedziałam, bodajże w 2004 roku na konferencji w Senacie, że Kościół jest pięć razy "b". Bezczelny, bogaty, bezkarny, bezideowy i bezduszny. Wtedy to wywołało konsternację, oburzenie. Ale teraz już wszyscy widzą, że jest nie tylko pięć razy "b", ale dużo razy więcej "b".

Co myślała pani słuchając wystąpienia działaczki młodzieżówki SLD na konferencji o przemocy wobec kobiet zorganizowanej w Sejmie? To jest przyszłość pani partii?

Justyna Klimsara użyła retoryki Janusza Palikota, zadała pytanie analogicznego do tego, jakie Palikot wystosował wobec prezydenta Kaczyńskiego. Dzięki temu Palikot mógł poczuć się jak jego ofiary. Kto mieczem wojuje od miecz ginie.

Z tego co pamiętam zawsze chlubiliście się tym, że nie musicie uciekać się do retoryki Janusza Palikota. Coś się zmieniło? Teraz postanowiliście przyjąć ten sposób narracji?

Nie, absolutnie nie. To było takie jedno wystąpienie podczas konferencji dotyczącej języka przemocy w polityce. Występowało tam pięć panelistek, natomiast jedna z naszych młodych działaczek była na tej konferencji. W ramach wystąpień słuchaczek zadała takie pytanie Palikotowi.

Ale to dobrze, że je zadała?

Nie widzę w tym nic sensacyjnego. Dużo bardziej sensacyjne jest dla mnie to, że Janusz Palikot zmienił nazwę swojego ugrupowania, że pozbył się największej wartości, jaką jest rozpoznawalność. W tej chwili ma taką markę, jak młodzieżowa prawicowa fundacja założona na początku 2013 roku. Ona też ma nazwę Twój Ruch, więc niewykluczone, że na tym tle będą jeszcze nieporozumienia.

Nazwę Twój Ruch uważam za niefortunną, jest wyśmiewana w internecie. Wiceprezesem nowej partii został Marek Siwiec, więc wbrew deklaracjom o parytecie nie ma żadnych parytetów – jest dwóch panów.