"Cen złota nikt nie rozumie". Szef jednej z największych instytucji finansowych świata nie wie, co dzieje się na rynku

[url=http://shutr.bz/1aiLC9i]Złoto[/url] ostatnio mocno straciło na wartości, a szef FED Ben Bernanke przyznał, że nie rozumie cen złota
Złoto ostatnio mocno straciło na wartości, a szef FED Ben Bernanke przyznał, że nie rozumie cen złota Fot. shutterstock.com
Chcesz sztabkę? W internecie można znaleźć licznie powtarzaną radę, że jeśli chce się zabezpieczyć swój majątek, trzeba inwestować w złoto. Problem w tym, że dziś to wcale nie takie proste. - Nikt tak naprawdę nie rozumie cen złota. Ja też nie chcę udawać, że wiem o co w tym chodzi – stwierdził Ben Bernanke, szef FED – amerykańskiego banku centralnego. Bo złoto od jakiegoś czasu tanieje i nawet najwięksi mędrcy nie wiedzą, o co chodzi.


Ben Bernanke przyznał przed senacką komisją bankową, że nie wie co się dzieje na rynku złota. – Złoto to dziwny zasób. Ludzie trzymają go jako rodzaj zabezpieczenia w przypadku katastrofy – wyjaśniał szef FED. I miał rację: wielu inwestorów poleca, by w czasach kryzysu kupować złoto jako w miarę pewny zasób, który nawet jeśli dziś stanieje, to za kilka miesięcy wróci do poprzedniej ceny.


To pierwszy raz, kiedy szef tak potężnej instytucji finansowej – a bank centralny USA niewątpliwie należy do czołówki najważniejszych instytucji tego typu – wprost stwierdził, że nie wie i nie rozumie, co dzieje się na rynkach. Bernanke kończył słynną uczelnię MIT (Massachusetts Institute of Technology) i Harvard, a do tego jest szefem FED od kilku lat. Wreszcie ktoś z tego środowiska przyznał, że nawet ekonomiści, jawiący się zwykłym ludziom niemal jako szamani gospodarki, nie zawsze rozumieją, jak ta gospodarka działa. Co w gruncie rzeczy nie powinno nas cieszyć, bo jeśli nie oni, to kto?


Niestety, Bernanke powiedział prawdę. Rynki nie zawsze zachowują się logicznie i zrozumiale. Kto chociaż raz widział panikę i wyprzedawanie akcji na giełdzie, ten wie o co chodzi. Inwestorami bowiem, co nie jest żadną tajemnicą, rządzą strach i chciwość i niewiele to ma wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.


Nie wszystko złoto, co kupujesz
O co jednak w całej aferze chodzi? W skrócie – o to, że złoto na rynkach tanieje i jeśli ta tendencja się utrzyma, to będzie najtańsze od 1981 roku. Nikt nie spodziewał się tak silnych przecen surowca. Tym bardziej, że jeszcze dwa lata temu inwestorów ogarnęła prawdziwa gorączka złota – i uncja kosztowała prawie 2 tysiące dolarów. Dzisiaj jest to "zaledwie" 1300 USD.

Warto przy tym zaznaczyć, że handlując złotem na rynkach nie kupujemy go fizycznie w sztabkach. Operujemy jedynie tak zwanymi CFD, czyli kontraktami na różnicę w cenie danego obiektu.

Co to są kontrakty CFD?
Definicja zaczerpnięta ze strony cityindex.pl

CFD są pochodnymi instrumentami finansowymi, które umożliwiają inwestorom wykorzystanie ruchów cen instrumentów bazowych, bez konieczności ich posiadania. Kontrakty na różnice można wykorzystywać w transakcjach zarówno na wzrost jak i spadek kursów. CFD pozwalają na osiągnięcie zysków podczas spadków cen.


CFD pozwalają więc nam "kupować" złoto w przenośni – tak naprawdę bowiem sprowadza się to do tego, że "kupując" obstawiamy, czy kurs spadnie, czy wzrośnie. Tego typu kontrakty, obecne na rynkach finansowych dopiero od wczesnych lat 90-tych, pozwoliły przeciętnym zjadaczom chleba inwestować właśnie m.in. na rynku surowców. Wcześniej było to dostępne tylko dla bogaczy, których stać było na płacenie ogromnych sum za fizyczny towar.

Złoto chroni przed inflacją
Czy jednak wirtualne kupowanie złota ma dla nas jakieś znaczenie? – Złoto na rynkach nie służy zabezpieczaniu majątków np. jak system finansowy się zawali, to będą płacić złotem. Ono ma chronić przed ewentualną inflacją – wyjaśnia analityk i nasz bloger Paweł Cymcyk.

Stąd też prawdopodobnie wynika obecna sytuacja cenowa złota. Kiedy inwestorzy przewidują, że inflacja będzie rosła, kupują złoto jako zabezpieczenie. I odwrotnie – gdy oczekiwania inflacyjne są niskie, to złoto traci na popularności i dochodzi, tak jak teraz, do przecen.

Ceny złota jeszcze dwa, trzy lata temu rosły, bo USA zastosowały tzw. dodruk pieniądza, który miał stymulować gospodarkę. Wraz jednak z tym działaniem (profesjonalnie nazywanym "luzowanie ilościowe", z ang. Quantitive easing – QE) oczekiwano rosnącej inflacji, więc popularność złota rosła.

Dzisiaj po trzech falach QE, inwestorzy wiedzą już, że luzowanie nie oznacza aż tak szalejącej inflacji, jak się wcześniej wydawało. Nawet jeśli FED ponownie zastosuje QE, to inwestorzy już się go tak nie boją.

– Poza tym wierzą, że nawet jeśli zwiększy się inflacja, to banki centralne "jakoś" sobie z nią poradzą – komentuje Paweł Cymcyk. Oczywiście, słowo "jakoś" jest tu kluczowe – czyli po prostu rynki wierzą, że jakoś to będzie. Jak? Nie do końca wiadomo.


– To pokazuje, że złoto, wbrew pozorom, nie jest superbiznesem, nie jest takie pewne i bezpieczne, jak się może wydawać. Szczególnie, jeśli ktoś nie kupuje złota fizycznie, tylko gra na rynkach – podkreśla Cymcyk. Niestety – nawet na rynkach surowców spekulanci mają dużo do powiedzenia.

Złoto w sztabach jest...
Co jednak ze złotem, które państwa fizycznie skupują w bankach centralnych? Faktycznie, ma ono większą wartość, niż to "kupowane" na rynkach. Największe rezerwy złota ma, jak łatwo się domyślić, USA – ponad 8 tysięcy ton o wartości ponad 340 miliardów dolarów. Rosja posiada nieco ponad tysiąc ton, a na przykład Polska – 102 tony (dane za bankier.pl).

– W praktyce jednak te rezerwy złota są na tyle małe, że w przypadku, gdyby kraj musiał np. spłacić wszystkie swoje długi, byłyby kroplą w morzu potrzeb – przypomina Paweł Cymcyk. I faktycznie: 340 miliardów ulokowane w złocie to nic w porównaniu z długiem wynoszącym... 16 bilionów dolarów.

... albo go nie ma
Jakby tego było mało, nie wiadomo nawet, czy kraje naprawdę posiadają tyle złota fizycznie, ile deklarują. Złoto w USA ostatni raz było bowiem audytowane w... latach 70-tych. – Istnieje nawet teoria spiskowa, że Stany już cały ten zapas złota sprzedały i teraz tylko udają, że je mają – mówi Paweł Cymcyk.

Teoria, chociaż spiskowa, daje do myślenia jeśli przypomnieć sobie próby odzyskania przez Niemców swojego złota z USA. Nasi zachodni sąsiedzi część swoich zapasów kruszcu trzymają w skarbcu w Nowym Jorku. Gdy Niemcy poprosili o zwrot złota, FED, który się nim opiekuje, stwierdził, że nie może oddać zapasów aż do 2020 roku.

Ba – Amerykanie odmówili nawet, gdy Niemcy zaproponowali że po prostu przyjadą do Nowego Jorku i sprawdzą, ile ich złota się tam znajduje. Ostatecznie wysłano do NY delegację, która została wpuszczona do... przedsionka skarbca i zobaczyła kilka sztabek. Złoty interes.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...