Komórkowi didżeje są zmorą większości pasażerów komunikacji miejskiej
Komórkowi didżeje są zmorą większości pasażerów komunikacji miejskiej Zrzut z ekranu z YouTube/Cropp TV

Wyobraźcie sobie taką sekwencję dźwięków: Unca-unca-unca-bum-bum unca-unca-unca-bum para-para-para-bum unca-unca-bum... i teraz pomyślcie, że przez kolejnych dwadzieścia minut jesteście zmuszani do wysłuchiwania tej monotonicznej sekwencji. W tej właśnie chwili masz zaszczyt podziwiać występ komórkowego didżeja, który łaskawie podczas podróży autobusem zgodził się urządzić dla pozostałych pasażerów koncert.

REKLAMA
Dzień w dzień gdzieś na świecie w autobusie, tramwaju, metrze, czy pociągu ktoś jest zmuszany do wysłuchiwania okropnych dźwięków. Wszystko dlatego, że ktoś inny nie używa słuchawek. Zazwyczaj muzyka, jakiej słuchają didżeje komórkowi, nie trafia w gusta pozostałych pasażerów.
Zostałem zmuszony do słuchania kiepskiej muzyki
Ostatnio taka sytuacja przytrafiła mi się parę dni temu. Siedział obok mnie facet w bawełnianym dresie i czapką z daszkiem na bakier. W rękach trzyma telefon komórkowy, który miał rewelacyjny głośnik. W pewnej chwili na cały autobus rozległ się dźwięk jakiegoś bardzo undergroundowego polskiego rapu.
„Kogoś nie stać na słuchawki i przez to każdy musi słuchać kiepskiej muzyki...” odezwałem się. Zero reakcji. Komórkowy didżej odwrócił wzrok, i wyglądał, tak jakby nie słyszał. Dziwne, w końcu nie miał na uszach słuchawek. Jedynie fakt, że wysiadałem, powstrzymał mnie od dalszej interwencji.
logo
Kolejny przykład wściekłych na komórkowych didżejów pasażerów Fot: zrzut z ekranu demotywatory.pl

Wystarczy sprawdzić w internecie, by przekonać się, że komórkowi didżeje są problemem na całym świecie. Bardzo łatwo znaleźć na YouTube przykłady z różnych krajów. Wystarczy wpisać hasło „idiot plays loud music” i wyskakuje cała masa filmików z komórkowymi didżejami.
Najczęściej ludzie starają się nie zwracać im uwagi, ale są też tacy, którzy się nie boją. Poniżej przedstawiam kilka historii związanych z upominaniem miłośników słuchania z komórki wszelkiego rodzaju muzyki.

Jakie są metody walki z komórkowymi didżejami...
Zacznę od znajomego dziennikarza, który opowiadał o tym, jak to wracał z kolegami do domu po całonocnej imprezie. Mocno zmęczony. Po jakimś czasie do autobusu wsiadł chłopak, który postanowił puszczać muzykę z komórki na cały regulator. Najgorsze w tym wszystkim było to, że słuchał muzyki techno, co dla skacowanego człowieka może być bardzo bolesne.
– Wybacz stary, czy mógłbyś wyłączyć muzykę, albo założyć słuchawki bo mam kaca i łeb mi pęka – zapytał się znajomy. Jednak zamiast spotkać się z wyrozumiałością usłyszał, że nie powinien był tyle pić. Na nic nie zdały się prośby znajomego, by rozważył choćby ściszenie dźwięku w telefonie. Przecież cały świat musi słuchać dobrej muzyki... skończyło się na tym, że kilku innych pasażerów nie wytrzymało i komórkowego didżeja postanowili wyrzucić z pojazdu.
Zdarza się też, że nie tylko pasażerowie reagują alergicznie na komórkowych didżejów. Po internecie krąży filmik przedstawiający panią kierowcę autobusu z Baltimore, która zaatakowała pasażerkę za to, że za głośno słuchała muzyki. Niepokorna komórkowa didżejka nie chciała wyłączyć telefonu, więc po krótkiej bójce została wyrzucona z pojazdu.

Wystraszenie didżeje wyłączyli
Trochę więcej rozumu mieli didżeje, którzy słuchali muzyki w towarzystwie mojego brata. – Puszczali sobie na pełen regulator jakieś marne disco. Podszedłem i wytłumaczyłem im, że nasze gusta muzyczne są inne. Mówiłem, że jeśli chciałbym słuchać ich muzyki, to wybrałbym się do odpowiedniego klubu, a nie do kolejki WKD. Na szczęście posłuchali mnie i wyłączyli telefon. Ale to chyba tylko dlatego, że się mnie wystraszyli – dodał brat.
Ciekawą formę walki z komórkowymi didżejami wymyślili dla celów marketingowych firma odzieżowa Cropp. Sponsorowana przez nich grupa „Pure Evil Crew” pokazała różne pokojowe sposoby na walkę z nimi. Jednego zagłuszali, innemu podstawili kartkę z napisem „zbieram na słuchawki”. Majstersztykiem natomiast był plakat z jednym z komórkowych didżejów zapowiadający jego koncert w autobusie.

Niestety nie każdy z nas ma te narzędzia do walki z komórkowymi didżejami, co grupa „Pure Evil Crew”. Dlatego proponuję wprowadzić mandaty za puszczanie głośnej muzyki z telefonów, czy też innych nośników w komunikacji miejskiej . Jeśli to zaś nie poskutkuje, to recydywistom skonfiskowałbym sprzęt grający. Może to rozwiązałoby problem komórkowych didżejów raz i na zawsze?