Tapeta z bohaterką oryginalnego "Seksu w wielkim mieście", Carrie Bradshaw (Sarah Jessica Parker), którą w prequelu do serialu, "Dziennikach Carrie", zagra AnnaSophia Robb
Tapeta z bohaterką oryginalnego "Seksu w wielkim mieście", Carrie Bradshaw (Sarah Jessica Parker), którą w prequelu do serialu, "Dziennikach Carrie", zagra AnnaSophia Robb http://www.hbo.com/sex-and-the-city/index.html#/sex-and-the-city/inside/extras/download/wallpapers.html

Amerykańska telewizja CW ogłosiła, że ruszyły zdjęcia do nowego sezonu “Seksu w wielkim mieście” zatytułowanego “The Carrie Diaries”. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, w końcu popularna seria miała już sześć sezonów, gdyby nie to, że serial opowiadać będzie nie dalsze, lecz wcześniejsze losy Carrie Bradshaw. Jej “Dzienniki” to bowiem tzw. prequel. Hollywoodzcy producenci bardzo lubią prequele. Tej sympatii raczej nie podzielają widzowie.

REKLAMA
Już z sequeli, czyli kontynuacji, rzadko wynika coś dobrego. Oczywiście są wyjątki od tej reguły, ale zazwyczaj powstaniu “ciągu dalszego” przyświeca przede wszystkim chęć zbicia kapitału na sukcesie poprzednika. Pomysły są więc jakby mniej świeże, chęć, by zainwestowane pieniądze szybko się zwróciły – większa, a cierpliwość w stosunku do scenarzysty i reżysera – ograniczona. Zazwyczaj więc rozmaite “Anakondy 2”, “Kace Vegas w Bangkoku” i “Egzorcyści: Początki” są mniej dopracowane i, co za tym idzie, mniej udane od oryginałów.
Sequel vs. prequel vs. ...
Ta sama zasada dotyczy prequeli, tyle że w tej rozgrywce prawdopodobnie wygrać jeszcze trudniej. Kiedy bowiem sięga się do wydarzeń poprzedzających akcję znaną z popularnego filmu lub książki? Kiedy wszystkim wkoło znudziły się już sequele opowiadające ciąg dalszy, a chęć zbicia na bohaterze czy historii małej fortunki jeszcze nie wyschła. Prequele powstają więc zazwyczaj po serii kontynuacji – tak jak w przypadku “Piątku trzynastego”, cyklu o mordercy Jasonie Vorheesie, po którego dziesiątej części (“Jason X”, 2002) następuje seria prequeli zatytułowanych “Freddy vs. Jason” (2003), “Freddy vs. Jason vs. Ash” (2008) i “Freddy vs. Jason vs. Ash: the Nightmare Warriors” (2009)... Na szczęście te dwie ostatnie pozycje to komiksy, a nie filmy! Aż strach pomyśleć, że jakieś studio mogłoby wydać pieniądze na konfrontację bohaterów “Koszmaru z ulicy Wiązów”, “Piątku trzynastego” i “Martwego zła” aż dwa razy! Nawiasem mówiąc, przy okazji cyklu z Jasonem wpadamy na kolejny termin lubiany przez amerykańskich producentów, czyli “crossover”, co oznacza właśnie mieszanie bohaterów różnych serii w jednym filmie.
Dr Lecter i spółka
Biznes sequeli i prequeli bywa też jednak łaskawszy i obdarza widownię np. świetnym “Czerwonym smokiem” (2002) w reżyserii Bretta Rattnera. Tu jednak sytuacja jest zawiła, bo to właściwie remake prequela – akcja wcześniejszego w stosunku do “Milczenia owiec” (1991) Jonathana Demme'a “Smoka” już raz stała się kanwą filmu: “Łowcy” (Manhunter). Było to w roku 1986, a więc jeszcze przed kanonicznym obrazem z Jodie Foster i Anthonym Hopkinsem. Wtedy za książkę Thomasa Harrisa będącą podstawą “Czerwonego smoka” wziął się Michael Mann. Po ogromnym sukcesie, jaki odniosła postać eleganckiego psychopaty, producenci wskrzesili go najpierw w sequelu “Hannibal” (2001), by potem ponownie doprowadzić do ekranizacji pierwszej książki Harrisa, w której pojawiał się dr Lecter, czyli “Czerwonego smoka” właśnie. By ostatecznie zamieszać wam w głowie dodam, że oryginalne wydanie “Milczenia owiec” Harrisa było właściwie sequelem “Czerwonego smoka”...
Mroczne widmo prequela
Mniej skomplikowane jest docieczenie, kto po raz pierwszy oficjalnie użył sformułowania “prequel”. W kontekście filmu zaczęło cyrkulować w latach 70., a w druku zadebiutowało w materiałach dla prasy towarzyszących promocji “Ojca chrzestnego II” (1974) Francisa Forda Coppoli. Ten film, ukazujący początki mafijnej aktywności Vito Corleone i uznawany częstokroć za lepszy od pierwszej części, zadaje kłam teorii, jakoby wszystkie prequele skazane były na porażkę. Swoich fanów znajdują też trzy pierwsze – porządkowo, bo nie chronologicznie – części “Gwiezdnych wojen”. Tzw. “Trylogia prequeli”, czyli “Gwiezdne wojny: Część I – Mroczne widmo” (1999), “Gwiezdne wojny: Część II – Atak klonów” (2002) i “Gwiezdne wojny: Część III – Zemsta Sithów” (2005) od początku wpisane były w koncepcję gwiezdnej sagi George'a Lucasa, który zaczął ją od środka, od części czwartej. Potem wprawdzie długo wahał się, czy w ogóle zajmować się historią Anakina Skywalkera i jego przemianą w Dartha Vadera, ale ostatecznie popularność oryginalnej trylogii przekonała reżysera. Czy ze szkodą dla całości, pozostaje kwestią gustu.
Prequele jako zjawisko filmowe stanowią w ogóle raczej gratkę dla fanów. Trzeba bardzo lubić bohaterów, by chcieć oglądać ich prehistoryczne losy, zazwyczaj nie mające wiele wspólnego z treścią kanonicznych utworów. We wspomnianych “Dziennikach Carrie” zobaczymy np., jak bohaterka – grana przez 19-letnią AnnęSophię Robb – zmaga się z dorastaniem w latach 80., trudnymi pisarskimi początkami, szkołą, marzeniami o przenosinach do Nowego Jorku i związkami z niedojrzałymi chłopcami. Ten ostatni wątek wydaje się bodaj jedynym, który łączy Carrie Bradshaw z “Dzienników” z tą z “Seksu w wielkim mieście”, ale na własne oczy przekonamy się o tym dopiero za kilka miesięcy.
Subiektywna autorska lista najbardziej udanych prequeli:

1. “Ojciec chrzestny II” (The Godfather: Part II, 1974), reż. Francis Ford Coppola, prequel “Ojca chrzestnego” tego samego reżysera
2. “Czerwony smok” (Red Dragon, 2002), reż. Brett Rattner, prequel “Milczenia owiec” Jonathana Demme'a
3. “Szczury z supermarketu” (Mallrats, 1995), reż. Kevin Smith, prequel “Clerks – Sprzedawcy” Smitha
4. “Indiana Jones i świątynia zagłady” (Indiana Jones and the Temple of Doom, 1984), reż. Steven Spielberg, prequel “Poszukiwaczy zaginionej arki” tego samego reżysera