
4 października abp Henryk Hoser miał uczestniczyć w debacie różańcowej, jaką organizowano u dominikanów z warszawskiego Służewa. Arcybiskup nie wziął w niej jednak udziału, choć tuż przed rozpoczęciem spotkania był na sali, w której miało się ono odbyć. Duchowny zrezygnował z debaty, ponieważ pomieszczenia nie chciał opuścić nieproszony, nieposiadający akredytacji gość – dziennikarz TVN Wojciech Bojanowski. O szczegółach sprawy, w artykule "Osaczenie arcybiskupa", napisał dzisiaj "Nasz Dziennik".
Niestety nie znamy żadnych szczegółów, poza tym, że abp Hoser unika (zwykle nie mając odwagi powiedzieć otwarcie, że TVN-owi nigdy wypowiedzi nie udzieli) dziennikarzy innych, niż wskazani przez siebie. Co do spotkania – nie było zamknięte, wiec nie trzeba było mieć żadnej akredytacji. Co do samego zachowania – podzielam opinię, że dziennikarz musi zachowywać się co najmniej z szacunkiem dla osoby, z która chce rozmawiać.
Najbardziej ubawiło mnie jednak określenie, że Bojanowski "został oddelegowany na odcinek". Jak widać, czasy się zmieniają, ale spiskowa wizja świata w głowach, nawet profesorów, dalej siedzi. Lepiej byłoby gdyby w "ND" napisali skąd takie zainteresowanie mediów diecezja warszawsko-praską i jej pasterzem. I dodam, dla ułatwienia, że nie chodzi tu o in-vitro czy inne kluczowe dla abp Hosera sprawy.

