Wcale nie alkohol: wedle statystyk to nie pijani kierowcy zabijają na drogach najwięcej osób. Kto więc jest winien?

Okazuje się, że alkohol wcale nie jest główną przyczyną śmiertelnych wypadków na polskich drogach.
Okazuje się, że alkohol wcale nie jest główną przyczyną śmiertelnych wypadków na polskich drogach. Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta
"Prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu" – te słowa słyszymy często, gdy mowa o przyczynach najpoważniejszych wypadków drogowych. Policyjne dane pokazują jednak, że to wcale nie pijani kierowcy zabijają na drogach najwięcej osób. Eksperci twierdzą, że od jazdy na "podwójnym gazie" zdecydowanie bardziej niebezpieczna jest brawura, pośpiech i brak umiejętności.


W powszechnej świadomości alkohol jest jednym z głównych czynników, które przyczyniają się do tego, że polskie drogi są tak niebezpieczne. Przy okazji wszystkich długich weekendów czy świąt media podają zastraszające dane o ofiarach i pijanych kierowcach, którzy są sprawcami ogromnej liczby poważnych wypadków. Dane, do których dotarli dziennikarze portalu Dziennik.pl pokazują jednak, że w tym roku tylko co 18. śmiertelny wypadek był spowodowany jazdą na “podwójnym gazie”. Jak to możliwe?

Dziennik.pl

To m.in. efekt lawinowego wzrostu liczby kontroli na obecność procentów. W tym roku funkcjonariusze sprawdzą nas nawet 9 milionów razy, przy czym liczba ujawnianych pijanych kierowców szybko spada. CZYTAJ WIĘCEJ


Wygląda więc na to, że wieloletnie starania policji i nieustanne lansowania hasła “Piłeś? Nie jedź!”, powoli zaczynają przynosić efekty. Czy oznacza to, że polskie drogi stały się bezpieczniejsze? Niestety nie. Jak pokazują dane z 2011 roku, pod względem całkowitej liczby śmiertelnych ofiar wypadków Polska zajmuje pierwsze miejsce w UE (choć nie jest przecież ani najludniejszym, ani największym z krajów Unii).

Młodość, nieuwaga...
Opierając się na danych z raportu statystycznego Komendy Głównej Policji za zeszły rok Dziennik.pl pisze, że “największą liczbę wypadków ze skutkiem śmiertelnym powodują kierowcy w wieku między 25. a 39. rokiem życia”. Nie oznacza to jednak wcale, że to w tej grupie wiekowej tragiczne wypadki zdarzają się najczęściej: pierwszeństwo w tej niechlubnej statystyce przypada kierowcom w wieku 18-24 lat.


– Wyróżnia się trzy grupy predyspozycji koniecznych do bezpiecznego prowadzenia samochodu: predyspozycje intelektualne, psychomotoryczne i emocjonalne. To właśnie te ostatnie są najistotniejsze – mówi przewodniczący Stowarzyszenia Psychologów Transportu Tadeusz Wiesław Bratos. Podkreśla, że chodzi o dojrzałość psychiczną, której niestety niektórym młodym ludziom brakuje. – Zamiast zachowywać się na drodze w sposób racjonalny, kierują się emocjami – mówi Bratos.

Ireneusz Dancewicz ze Szkoły Jazdy Subaru dodaje, że częstą przyczyna wypadków jest też zwykły brak koncentracji. – W trakcie jazdy samochodem jedynie przez 20 minut na każdą godzinę koncentrujemy się na prowadzeniu. Resztę, czyli aż 40 minut pochłania nam myślenie o codziennych problemach, koncentrowanie się na pracy, rozmowy przez telefon, smsowanie, jedzenie, makijaż i inne mniej lub bardziej istotne czynności - ocenia.

Zarówno on, jak i Tadeusz Wiesław Bratos zwracają uwagę, że czynnikom indywidualnym, takim jak cechy charakteru czy umiejętność koncentracji, towarzysz wiele problemów o systemowym charakterze.

... i niskie umiejętności
– Poziom technicznych umiejętności jazdy jest bardzo niski. Ludzie nie umieją płynnie ruszać, płynnie hamować, zatrzymują się 100 metrów przed światłami, wymuszają pierwszeństwo – mówił w naTemat dziennikarz samochodowy i nasz bloger – Piotr Frankowski. Nasi rozmówcy potwierdzają, że właśnie takie są niestety realia.

Ireneusz Dancewicz
Szkoła Jazdy Subaru

Wiele szkół jazdy walczy dziś o przetrwanie na rynku, konkurując o klientów głównie niską ceną i szczycąc się statystykami wysokiej "zdawalności" egzaminów. Niestety, prawda jest taka, że kurs za 900 zł nie może być pełnowartościowy. Wraz z ceną spada jakość kształcenia kierowców i ilość godzin spędzonych za kierownicą podczas kursów.


Dancewicz przekonuje, że szkoły, które poważnie podchodzą do swoich zadań, oferując odpowiednio dużą liczbę godzin nauki, a także gwarantując wysoki poziom kadry, nie mogą brać od kursantów mniej niż 1500-1600 zł. Wielu z nas woli jednak oszczędzić. Ale nawet, gdyby za radą Ireneusza Dancewicza zapłacić więcej, albo skorzystać z którejś z licznych szkół doskonalenia techniki jazdy, wciąż jest wiele spraw, na które jednostka nie ma wpływu.

Brak odpowiedzialności?
– Potrzeba zmian systemowych. Mam wrażenie, że w Polsce wiele instytucji zajmujących się bezpieczeństwem ruchu drogowego nie koordynuje swoich działań – ocenia Tadeusz Wiesław Bratos. Jego zdaniem chodzi nie tylko o przekonanie Polaków, by zaczęli przestrzegać prawa, ale również (na wzór niektórych państw Zachodu) wprowadzić do szkół wychowanie komunikacyjne.

Przewodniczący Stowarzyszenia Psychologów Transportu podkreśla jednak, że państwo czy władze mają ograniczony wpływ na bezpieczeństwo na naszych drogach: – Jest pewna grupa kierowców, która z pełną premedytacją nie przestrzega w pełni przepisów. Przede wszystkim z powodu pośpiechu. Chodzi mi np. o niektórych przedstawicieli handlowych czy kurierów, którzy mają zlecone przez pracodawców coraz wyższe cele do zrealizowania – ocenia Bratos.

Bratos dodaje, że problem wypadków to bardzo złożona kwestia, po części związana nawet z “charakterem narodowym” Polaków. – Kiedy widzę matkę, która mówi dziecku, że nie wolno przechodzić na czerwonym świetle, a później w pogoni za autobusem przebiega z nim mimo wszystko przez ulicę, to myślę sobie, że choć Polacy przyswoili sobie dobrze słowo “wolność”, ale zapomnieli, że w parze z nią powinna iść odpowiedzialność – podsumowuje.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...