
Dziesięć miesięcy po wybuchu skandalu z końskim mięsem w brytyjskiej wołowinie i wciąż nie ma winnych. „The Guardian” przeprowadził śledztwo, który miał na celu wykazać, jak to mięso tam się znalazło i kto za to odpowiada. Na początku mówiono, że konina pochodzi m.in. z Polski. Tymczasem chodząc po nitce do kłębka odkryto, że duży udział w całym tym procederze mieli Polacy zatrudnieni w różnych firmach. Część z nich pracowała dla rzeźników zabijających koni, a inni byli zatrudnieni w przetwórniach, które mieszały koninę z wołowiną.
REKLAMA
Wszystkie burgery sprzedawane w Tesco i Burger King zawierające koninę zostały wytworzone przez ABP group. Jest to irlandzka firma, która prowadzi w Polsce markę "Wołowina z Pniew". Choć udowodniono, że ABP kupowało koninę jako "luksusową organiczną wołowinę" to akurat ten trop nie prowadzi do naszego kraju. Choć jeszcze parę miesięcy temu śledczy podejrzewali, że konina pochodzi od nas. To jednak nie oznacza, że afera nie ma dalszych polskich wątków. Bo mimo wszystko jest ich sporo.
ABP kupowało część swojej wołowiny od holenderskiego przedsiębiorcy Willy'ego Seltena. Oficjalnie dysponował on wszystkimi certyfikatam spełniającymi wymogi klientów ABP, czyli między innymi Tesco, czy Burger King. Jednak po śledztwie przeprowadzonym przez „The Guardian” i holenderską telewizję wyszło na jaw, że sprzedawana przez niego wołowina zawierała przynajmniej 21% koniny.
– "Naszym zadaniem było krojenie i mieszanie końskiego mięsa z rozmrożoną wołowiną" – mówili polscy pracownicy dziennikarce „Guardiana”. Dodali, że mięso wołowe było stare i niekiedy zielone. By wytrzymać w smrodzie często wiązali wokół twarzy ręczniki. Pracowali poza oficjalnymi godzinami otwarcia fabryki, a pieniądze dostawali do ręki. Sami przyznali się, że ten proceder trwał od dobrych kilku lat.
Firmy z Polski pojawiają się w tej aferze
Na tym nie kończy się udział naszych rodaków w tej aferze. Szefowie ABP przyznali się, że nie zawsze brali mięso od Seltena. Zdarzało się, że kupowali towar od firmy Norwest Foods należącej do syna byłego irlandzkiego ministra rolnictwa Raya MacSharryego juniora. Spółka ta działa także na terenie Polski. Jeśli zaś chodzi o całą aferę mięsną to firmy szybko porozumiały się polubownie co do faktu sprzedawania wołowiny z dodatkiem koniny. Natomiast dziennikarze mieli problemy z ustaleniem skąd pochodzi ich mięso.
Na tym nie kończy się udział naszych rodaków w tej aferze. Szefowie ABP przyznali się, że nie zawsze brali mięso od Seltena. Zdarzało się, że kupowali towar od firmy Norwest Foods należącej do syna byłego irlandzkiego ministra rolnictwa Raya MacSharryego juniora. Spółka ta działa także na terenie Polski. Jeśli zaś chodzi o całą aferę mięsną to firmy szybko porozumiały się polubownie co do faktu sprzedawania wołowiny z dodatkiem koniny. Natomiast dziennikarze mieli problemy z ustaleniem skąd pochodzi ich mięso.
Trochę inaczej było z Seltenem. Tam dziennikarze szybko dotarli do tego, że mięso, które holenderska firma przetwarza pochodzi od brytyjskiej rzeźni Red Lion Slaughterhouse należącej do rodziny Turnerów. To że owa ubojnia dostarczała Seltenowi koninę nie ma wątpliwości, choć sami właściciele zarzekają, że oznaczali swoje produkty jako konina, a nie wołowina. Rok temu wybuchła olbrzymia afera związana z tą firmą i z udziałem naszych rodaków. Dziennikarze „Guardiana” opublikowali nagrania w których pracujący dla Red Lion Polacy znęcali się nad końmi, które później ubijali. Jednak robi się jeszcze ciekawiej.
Konie i narkotyki
Dziennikarka „Guardiana” ustaliła, że część ubitych koni została kupiona od północnoirlandzkiego handlarza Laurence'a McAllistera. Zwierzęta te były okaleczone, schorowane, miały sepsę i biegunkę. Często nie posiadały paszportów, przez co nie można sprawdzić kraju ich pochodzenia. Jednak handel końmi nie była jedyną gałęzią imperium McAllistera.
Dziennikarka „Guardiana” ustaliła, że część ubitych koni została kupiona od północnoirlandzkiego handlarza Laurence'a McAllistera. Zwierzęta te były okaleczone, schorowane, miały sepsę i biegunkę. Często nie posiadały paszportów, przez co nie można sprawdzić kraju ich pochodzenia. Jednak handel końmi nie była jedyną gałęzią imperium McAllistera.
Północnoirlandzki lojalista (protestant popierający unię z Wielką Brytanią) przy okazji zajmował się także przemytem narkotyków. Żeby ciężarówki po odstawieniu koni w rzeźni nie wracały puste, wypełniał je narkotykami. W końcu wpadł z nielegalnym towarem wartym 500 tysięcy funtów w październiku ubiegłego roku podczas kontroli granicznej. McAllister został skazany przez sąd za przemyt narkotyków, a także ukarany grzywną za stosowanie przemocy wobec zwierząt.
Wszystkie firmy, które wydają się być zamieszane w aferze umywają ręce i twierdzą, że nie mieli w niej udziału. Firma produkująca burgery twierdzi, że była pewna, że robi je z wołowiny. Natomiast przetwórnie przekonywały, że właściwie oznaczały koninę, gdyż ABP group robiła z niej karmę dla zwierząt. Dlatego, choć minęło 10 miesięcy od tego skandalu i wiemy, kto i co produkował, to wciąż nie mamy winnych.
Choć na początku Brytyjczycy oskarżali Polaków o to, że sprzedawaliśmy koninę to wygląda na to, że było inaczej. To jednak nie oznacza, że nie mieliśmy w tej aferze udziału. We wszystkich tych miejscach pracują Polacy. Tylko, czy coś o tym powiedzą?
źródło: "The Guardian"
