
Włamano się do domu, w którym mieszka deputowany do Parlamentu Europejskiego Krzysztof Lisek. Polityk był w tym czasie z wizytą w Polsce, gdzie odwiedzał groby z okazji Wszystkich Świętych. Jak pisze "Rzeczpospolita", choć mieszkanie zostało splądrowane, nic nie zginęło.
REKLAMA
– W piątek po południu zadzwoniła osoba, która pilnuje domu podczas naszej nieobecności. Poinformowała, że frontowe drzwi są wyłamane łomem – mówił Lisek w rozmowie z "Rzeczpospolitą". Okazało się, że włamywacze niczego nie ukradli, choć w zasięgu ręki mieli m.in. iPada, konsolę do gier, aparat fotograficzny i inny wartościowy sprzęt elektroniczny, a także biżuterię żony europosła.
Wszystkie szuflady i szafy były pootwierane. Większość rzeczy znalazła się na podłodze. Szafki opróżniono we wszystkich pokojach: w salonie, sypialni i w pokojach dzieci. CZYTAJ WIĘCEJ
Rp.pl
Choć europoseł, o którym głośno zrobiło się w sobotę, gdy ostro skrytykował prezydenckiego doradcę Romana Kuźniara, sądzi, że zapewne przestępców ktoś wypłoszył, zdaje się też dopuszczać inny niż rabunkowy motyw sprawców. Dlatego też poprosił policję o sprawdzenie jego mieszkania pod kątem ew. podsłuchów. Zastrzega jednocześnie, że nie trzymał w domu żadnych dokumentów związanych ze swoją pracą w Parlamencie.
Krzysztof Lisek na co dzień zajmuje się stosunkami Unii z Rosją, Ukrainą i Gruzją.
Źródło: Rp.pl

