
Przemysław Wipler apeluje, by jak najszybciej ujawniono taśmy z monitoringu miejskiego z jego zatrzymania w ubiegłą środę. Niezrzeszony poseł twierdzi, że nagrania znacząco odbiegają od wersji wydarzeń, jaką przedstawia policja. Do tego, jest gotów sam zrzec się immunitetu poselskiego, by jak najszybciej wyjaśnić tę sprawę.
Wipler zapowiedział, że zrzeknie się immunitetu poselskiego, by jak najszybciej wyjaśnić ubiegłotygodniową sprawę. Przy okazji dodał, że jest za zniesieniem tego przywileju, gdyż ludziom się wydaje, że pewne osoby stoją ponad prawem. Co do samej sprawy, to według policji w ubiegłą środę niezrzeszony poseł miał ich zaatakować na ulicy Mazowieckiej. Szef stowarzyszenia Republikanów zaprzecza tym informacjom i twierdzi, że to on został zaatakowany, a następnie dotkliwie pobity przez funkcjonariuszy.
– Na razie w mediach mamy relację jednej ze stron, czyli policji. A to oni są stroną, która łamała prawo – powiedział w programie „Jeden na Jeden” Wipler. Oprócz tego zakwestionował obiektywność świadka wydarzeń, czyli taksówkarza, który powiedział, że szef Republikanów zaatakował policjantów. – Chcę usłyszeć, czy jest współpracownikiem policji, byłym policjantem, może młodym emerytowanym policjantem. Niech powiedzą, kim ta osoba jest – powiedział Wipler.
Przy okazji poseł wytknął błędy popełniane przez funkcjonariuszy podczas interwencji. Powiedział, że policjanci wykazali się całkowitym brakiem profesjonalizmu, skoro do zatrzymania jednego człowieku potrzebne były cztery radiowozy. – Tak naprawdę do zatrzymania mnie, czy kogokolwiek, nawet człowieka agresywnego powinna wystarczyć jedna osoba – powiedział Wipler.
Szef Republikanów zaapelował, aby jak najszybciej ujawniono zapisy z monitoringu miejskiego. Wipler twierdzi, że na razie nikt nie chce ich pokazać, bo pokazują wersję sprzeczną z tą, która przedstawia policja. Odniósł się także do słów ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza, który powiedział, że obciążają one posła. – On idzie w zaparte, bo może zapłacić za tę sprawę politycznie. Boi się tych taśm ujawnić, bo wie, że to obciąża jego konto. Jako przełożony policji nie ma prawa się w tej sprawie wypowiadać – powiedział dla TVN24 Wipler.
Odnośnie całego zajścia poseł także zaprzeczył, jakoby użył brzydkich słów. Mówił, że ma nadzieję, że prócz monitoringu nagrała się fonografia tego zajścia, która potwierdzi jego wersję. Natomiast mimo wykazanego podczas badań 1,4 promila alkoholu we krwi zaprzeczył jakoby podczas zajścia nie panował nad sobą. – Lekarze potwierdzili w moich dokumentach medycznych, że to co mówiłem jest logiczne i rozumiałem wszystko, co do mnie mówili – powiedział.
Zapytany o to, czy sprawa nie zaszkodzi jego karierze politycznej poseł powiedział, że nie. – Nie złamałem prawa, od kiedy picie alkoholu jest przestępstwem. Popełniłem poważny błąd za co przepraszam moich współpracowników i Jarosława Gowina. Jednak nie złamałem prawa, ono zostało złamane przez funkcjonariuszy policji – zakończył Wipler.
