Islam lekiem na kryzys? Finanse po islamsku coraz bardziej popularne, bo... służą ludziom

Bankowość po islamsku może być odpowiedzą na kryzys Zachodniego modelu gospodarki. Na zdjęciu [url=http://shutr.bz/1feHlHr]pieniądze z Arabii Saudyjskiej[/url]
Bankowość po islamsku może być odpowiedzą na kryzys Zachodniego modelu gospodarki. Na zdjęciu pieniądze z Arabii Saudyjskiej Fot. shutterstock.com
Banki działające zgodnie z zasadami islamu, świat finansów, w którym zasady religijne są ważniejsze niż zysk. Zasady islamu, jako lek na kryzys w gospodarkach świata Zachodniego. Brzmi jak szaleństwo? Zgodnie ze słynnym powiedzeniem, w tym szaleństwie jest metoda. Coraz częściej mówi się, że islamskie zasady prowadzenia finansów i bankowości mogą nam pomóc. Tylko na czym to w ogóle, bez zbędnej ekonomicznej nudy, miałoby to polegać?


Kilka dni temu można było przeczytać doniesienia o tym, że Wielka Brytania chce zostać "centrum bankowości islamskiej". Teraz zaś felietonista Bloomberga Leonid Bershidsky ogłasza w swoim tekście, że "islamska bankowość może zmienić świat finansów na lepsze". Nie, to nie szaleństwo – podczas gdy opinii publicznej, szczególnie w Polsce, islam może kojarzyć się z ekstremizmem i terroryzmem, w ekonomii coraz częściej kojarzy się on ze... zdrowym rozsądkiem i stabilizacją. Na czym więc polegają finanse po islamsku?


Pieniądz nie jest celem
Pieniądz nie jest wartością. Pieniądz jest środkiem wymiany. Co za tym idzie, w muzułmańskiej finansjerze zysk finansowy jako taki nie jest nadrzędnym celem obracania pieniędzmi. Nie chodzi o to by zwiększać wirtualne zyski w postaci cyferek na kontach, ale odnosić realne korzyści w gospodarce. Islamskie banki nie dążą do tego, by maksymalizować swoje wyniki, ale wyniki swoich klientów.


Za tą zasadą idzie inna, bardzo ważna rzecz – z punktu widzenia islamskiej finansjery wszelkie spekulacje nie mają sensu. Podobnie obracanie pieniędzmi na rynkach kapitałowych, czyli na wszystkich tych tajemniczych papierach, które często nie mają przełożenia na żadną realną wartość w gospodarce. Dzięki temu banki islamskie są zdecydowanie bardziej stabilne – bo inwestują w realną gospodarkę, a nie papiery, których wartość istnieje jedynie na papierze.


Wszystko ma być realne, nie wirtualne
Co więcej, instytucje finansowe nie mogą handlować czymś czego nie posiadają lub co nie istnieje. Jak się to przekłada na praktykę?

Najprościej mówiąc – banki nie mogą sprzedawać tzw. instrumentów pochodnych czy "zwykłych" obligacji. Obligacje w świecie islamu nie mogą być tylko obietnicą spłaty z zyskiem dla kupującego – bo nie ma to żadnej wartości materialnej. Obligacje muszą wiązać się z udziałem w jakimś realnym gospodarczo przedsięwzięciu (np. prawo do nieruchomości i zysków z wynajmu), z którego kupujący obligacje może czerpać zyski.

Leonid Bershidsky
W felietonie dla Bloomberga

Gdyby kraje takie jak Grecja, Hiszpania czy Włochy trzymały się zasad finansów islamskich, nigdy nie byłyby w stanie doprowadzić do gigantycznego wzrostu niezabezpieczonego zadłużenia. Mogłyby co najwyżej pożyczać na poczet strumienia dochodów, takich jak podatki czy wpływy z ceł, które spodziewają się zgromadzić w przyszłości. CZYTAJ WIĘCEJ


Bez morderczych kredytów
Do tego islam nie uznaje żadnej lichwy, czyli odsetek i pożyczania pieniędzy na wysokie oprocentowanie. Ma to chronić przed wyzyskiem. Islam nie dopuszcza więc w sytuacji, w której bank daje kredyt tak oprocentowany, że jeśli wpadniemy w finansowe kłopoty, to już wiecznie będziemy mieć na szyi kredytową pętlę. Mądre, prawda?

Wyjaśnijmy to na przykładzie kredytu hipotecznego. Udzielając takiego kredytu obywatelowi, bank islamski nie daje mu pieniędzy na procent. Bank islamski kupuje mu mieszkanie, a następnie kredytobiorca musi spłacać raty (bez odsetek!), które ostatecznie wyniosą taką sumę pieniędzy, jaką bank zapłacił za mieszkanie. Jednak bank, jako właściciel mieszkania, pobiera dodatkowo opłatę za wynajem mieszkania. W momencie spłaty kredytu, bank zrzeka się praw do mieszkania na rzecz kredytobiorcy i przestaje pobierać opłatę za wynajem.

Klient ma zrozumieć, nie wolno go oszukać
To jednak nie koniec tego, jak islamskie zasady prowadzenia finansjery pomagają klientom, a nie wielkim instytucjom. Wszelkie umowy finansowe muszą być zrozumiałe i przejrzyste dla obu stron. Nie ma więc mowy o małych druczkach, o kruczkach prawnych ani skomplikowanych zapisach, w których człowiek gubi się po jednej stronie. Banki nie mogą również "ukrywać" w umowach żadnych opłat. Wszystko ma być jawne. Tylko w ten sposób bowiem może to służyć ogółowi.

Poza tym w przypadku wielu kredytów i inwestycji, wszystkie strony dzielą się zyskami i stratami. Umowy konstruuje się więc tak, by odpowiedzialność ponosili wszyscy, a nie tylko np. kredytobiorca. Podobnie jednak jest z zyskami. Islamska finansjera zakłada również, że banki nie mogą inwestować w nieetyczne branże – czyli np. hazard, alkohol i tak dalej. Dla Zachodu ma to mniejsze znaczenie, bo w naszej kulturze nie jest to tak bardzo napiętnowane. Jest to więc prawdopodobnie najmniej potrzebna zasada, z punktu widzenia gospodarki, do wprowadzenia w finansjerze Zachodu.

Zachód nie jest gotowy?
To wszystko brzmi jak bajka? Cóż, w świecie islamskiej finansjery jest to rzeczywistość. Zupełnie inna mentalność, zupełnie inny model działania. Model, który – podkreślmy – jest coraz częściej chwalony. Za stabilność, za to, że skutecznie przeciwstawia się finansowym kryzysom i sam kryzysów nie wywołuje.

Oczywiście zasad tych nie dałoby się na Zachodzie wprowadzić od razu. Oznaczałoby to bowiem utratę pracy tysięcy ludzi, którzy zajmują się rynkami kapitałowymi. Wywróciłoby to system bankowy do góry nogami, bo przecież u nas banki istnieją po to, by zarabiać jak najwięcej. Zupełnie inaczej niż według islamskich zasad.

Wielka Brytania już goni kraje islamskie
Wygląda jednak na to, że kraje, ekonomiści i instytucje już zauważają dobrodziejstwa systemu islamskiego. Nic więc dziwnego, że Wielka Brytania chce być centrum bankowości islamskiej – bankowości przyjaznej i pomocnej ludziom, a nie ubranej w szaty najbardziej krwawego kapitalizmu i bezdusznego egzekwowania kredytów odbierających ludziom wszystko, na co zapracowali.

Jak podkreśla Bershidsky w swoim tekście, wzrost liczby islamskich aktywów jest o 50 proc. szybszy niż bankowości "tradycyjnej". W Malezji zaś aż 80 proc. takich aktywów należy do... niemuzułmanów. Nie należałoby się więc dziwić, jeśli za kilka lat konto w muzułmańskim banku będzie normą. I trudno nie zgodzić się z pointą Bershidsky'ego:

Leonid Bershidsky
Z felietonu dla Bloomberga

Bez względu na kwestie religijne, islamscy bankierzy mogą zaoferować coś, czego świat oczekuje po ostatnim kryzysie: finanse, które ludzie potrafią zrozumieć.