Areszt śledczy przy ulicy Montelupich w Krakowie.
Areszt śledczy przy ulicy Montelupich w Krakowie. Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Mężczyzna z Siemianowic Śląskich niesłusznie spędził 134 dni w więzieniu. Chce za to 300 tysięcy złotych odszkodowania, jednak prawnicy reprezentujący skarb państwa mówią, że nie ma prawa. Dlaczego? Podczas pobytu w więzieniu jego sytuacja życiowa wcale się nie pogorszyła, gdyż przed trafieniem tam był według nich bezdomny i bezrobotny, co nie zgadza się z rzeczywistością.

REKLAMA
W grudniu 2010 roku Rafał Jankowski (imię i nazwisko zmienione) został skazany na pół roku więzienia za zniszczenie mienia podczas awantury domowej. Dostał wówczas wyrok w zawieszeniu na dwa lata. W czerwcu ubiegłego roku zatrzymała go policja po tym, jak sąd w Siemianowicach Śląskich nakazał go osadzić w zakładzie karnym.
W więzieniu Jankowski próbował przy pomocy kolegów ustalić za co został skazany. Z racji braku pokrewieństwa i ochrony danych osobowych niczego się nie dowiedzieli. Kiedy po 134 dniach wyszedł na wolność postanowił sam sprawdzić jakie wykroczenie popełnił. Okazało się, że sąd się pomylił, a przestępstwo za które został skazany popełnił człowiek o tym samym nazwisku, ale zupełnie innym imieniu.
Choć niesłusznie skazany, to sąd nie chce wziąć na siebie winy za skazanie Jankowskiego. Dlaczego? Przed wyrokiem był bezdomny i bezrobotny, więc jego sytuacja życiowa się nie pogorszyła. Tyle, że Jankowski pracował i nie był bezdomny. Miał umowę zlecenie i wynajmował mieszkanie. Brakowało mu wyłącznie stałego zameldowania.
Natomiast po odbyciu kary w więzieniu jego sytuacja życiowa rzeczywiście się pogorszyła. Z racji opinii byłego więźnia ciężko mu znaleźć stałą pracę. Do tego w więzieniu uszkodził nogę, co wyklucza znalezienie zatrudnienia w swoim zawodzie, czyli jako kierowcy. Jednak Prokuratoria Generalna uważa, że sprawiedliwości stało się zadość, bo sędzia odpowiedzialny za błąd został ukarany naganą. Tylko, że Jankowski mógłby się zapytać: „gdzie jest sprawiedliwość?”.