
Stany Zjednoczone wciąż są supermocarstwem, ale pierwsze dekady XXI wieku to dla nich trudny czas. Amerykańska gospodarka nie rośnie tak szybko jak chińska, amerykańska polityka zagraniczna zalicza porażkę za porażką, a same Stany coraz rzadziej uważane są przez cudzoziemców za ziemię obiecaną, co zauważyła na łamach portalu Slate Anne Applebaum. Według niej krytycy amerykańskiego supermocarstwa zatęsknią jednak za nim, jeśli tylko ich czarne prognozy się spełnią.
REKLAMA
W tekście opublikowanym na stronie portalu Slate Anne Applebaum zauważyła, że amerykański sen zdaje się odchodzić do lamusa. Teraz krainą wielkich możliwości zaczynają być nazywane Chiny, których gospodarka rośnie o wiele szybciej od amerykańskiej. Stany Zjednoczone, jak zauważyła publicystka, niezbyt szczęśliwie poczynają sobie również na arenie międzynarodowej, irytując nawet swoich przyjaciół. Zły jest na nie podsłuchiwany rząd Niemiec, źli są także Saudyjczycy, rozgniewani niechęcią amerykańskiego sojusznika do przyłączenia się do syryjskiej wojny.
Applebaum sądzi jednak, że upadek amerykańskiego supermocarstwa byłby złą wiadomością, także dla ich krytyków. Stany Zjednoczone, podobnie jak państwa europejskie, podchodzą bowiem do władzy inaczej niż coraz więcej znaczące Chiny – opierają się na założeniu, iż siła i bogactwo niosą ze sobą także dużą odpowiedzialność za świat.
Przykładem tego poczucia odpowiedzialności jest chociażby reakcja na niedawny kataklizm, który spadł na Filipiny. Applebaum przypomina, że Stany Zjednoczone już obiecały, że w ramach udzielania Filipińczykom pierwszej pomocy przekażą materiały warte 20 mln dolarów. Wysłały również lotniskowiec, a dodatkowe środki zapewniają liczne amerykańskie organizacje charytatywne. W tym samym czasie pomoc zadeklarowały także Chiny. Jej wartość szacuje się na… 100 tysięcy dolarów.
Publicystka zauważyła, że zachowanie Chin jest podyktowane ich interesami politycznymi, które niedawno kazały wystosować żądania terytorialne pod adresem Filipin właśnie. Zupełnie bezinteresownie nie działają tu także Stany Zjednoczone, zainteresowane utrzymaniem dobrych relacji z filipińskim rządem. Zdaniem Applebaum nie zmienia to jednak faktu, iż interwencja humanitarna Ameryki oddaje także jej autentyczną troskę.
Przejawem tej ostatniej była także reakcja na trzęsienie ziemi, jakie w 2005 roku dotknęło Kaszmir. Stany Zjednoczone przekazały wówczas Pakistanowi hojną pomoc, choć był to czas, gdy relacje amerykańsko-pakistańskie nie były najlepsze. Równie szczodrze Barack Obama wspiera uchodźców z Syrii. Stany Zjednoczone przekazały im pomoc w wysokości miliarda dolarów. Tymczasem Chiny, które również mają w tym regionie swoje interesy, zaoferowały raptem 3 miliony dolarów, mniej niż Luksemburg.
– Niektóre wysiłki Chin są wartościowe, szczególnie te podejmowane w Afryce. Ale Chiny nie są w większości przypadków zainteresowane wielkodusznością dla niej samej – zauważyła Applebaum, przypominając, że jakiś czas temu kilku chińskich miliarderów nie chciało się spotkać z Billem Gatesem. Azjatyccy krezusi najwyraźniej obawiali się, że ich amerykański kolega poprosi ich o dołączenie do jednej ze swoich filantropijnych inicjatyw.
źródło: Slate.com
