
Cornelius Gurlitt, którego sekretne zbiory 1406 dzieł sztuki zostały przechwycone przez niemieckie władze domaga się zwrotu własności. Choć państwo oferuje mu układ, by w zamian za odstąpienie od niektórych zarzutów prokuratorskich oddał część obrazów, Austriak odmawia. W rozmowie z „Der Spiegel” pytał: „Co to za państwo, które konfiskuje cudzą własność? Muszą mi to wszystko zwrócić”.
REKLAMA
Rok temu podczas inspekcji skarbowej niemieckie władze odkryły, że Gurlitt w swoim monachijskim mieszkaniu przetrzymuje 1406 dzieł sztuki autorstwa modernistycznych artystów. Wśród nich można było znaleźć obrazy Maxa Beckmana, Pablo Picassa, Oskara Kokoschki oraz Maxa Liebermanna.
Szacuje się, że 590 z nich mogło zostać zrabowane przez Nazistów. Dlatego Gurlittowi proponuje się układ, że może zachować część dzieł, jeśli zwróci obrazy, które trafiły do jego ojca w nielegalny sposób. Jednak sam nie chce słyszeć o żadnym układzie i domaga się zwrotu skonfiskowanych dzieł.
Ojciec Corneliusa, znany kolekcjoner sztuki Hildebrand, nabył wspomniane obrazy przed i podczas wojny. Jego zadaniem w III Rzeszy było sprzedawanie zagranicą zakazanej „sztuki degeneratów”, by zebrać fundusze dla nazistów. Choć wielu uważa, że dzieła pochodziły z rabunku, syn kolekcjonera uważa inaczej. W rozmowie z „Der Spiegel” powiedział, że ojciec był dla niego bohaterem, który uratował obrazy przed nazistami, bombami, Rosjanami oraz Amerykanami. Gurlitt podkreśla, że Hildebrand nabył je wszystkie zgodnie z prawem.
Na razie obrazy od ponad roku są przetrzymywane przez niemieckie służby celne. Jednak choć istnieje duże prawdopodobieństwo, że Gurlitt senior nabył je w nielegalny sposób, to już legalnie należą one do jego syna. Cornelius, który o ile nie działał w złej wierze, zgodnie z prawem wszedł w ich posiadanie stał się ich właścicielem poprzez zasiedzenie. Tak więc możliwe, że dopiero po jego śmierci wspomniane dzieła powrócą do spadkobierców ich przedwojennych właścicieli.
źródło: "Bloomberg"
