"Warsaw Shore", czyli "Ekipa z Warszawy"
"Warsaw Shore", czyli "Ekipa z Warszawy" Fragment Warsaw Shore

Mało który program spotyka się z tak dużą falą negatywnych komentarzy. Uczestnicy cieszącego się złą sławą "Warsaw Shore" przekonali się o tym na własnej skórze. W trakcie telefonicznej rozmowy z rodziną i przyjaciółmi dowiedzieli się, co piszą o nich internauci. To widocznie niektórych z nich przerosło, o czym można było się przekonać w ostatnim odcinku.

REKLAMA
Warsaw Shore krytykują niemal wszyscy i za wszystko. Od producentów, którzy wpadli na ten pomysł, po uczestników i ich zachowania. Trudno się dziwić, próżno tam szukać wyżyn inteligencji i ambitnej treści. W skrócie: program MTV potwierdza masę stereotypów o łysych, wytatuowanych "koksach" i kobietach, którym daleko do cnotliwych. Liczy się tylko seks i imprezy. Całość okraszona serią prostackich i wulgarnych tekstów.
W internecie można przeczytać całą gamę komentarzy pod adresem uczestników. Zdecydowana większość z nich – delikatnie mówiąc – nie jest pozytywna. Sporej części nie da się nawet zacytować. Uczestnicy są wulgarnie obsmarowywani za wszystko.
W drugim odcinku "Ekipy z Warszawy" mieli okazję przekonać się o tym na własnej skórze. Dostali możliwość przedzwonienia do swoich rodzin i znajomych. Dopiero wtedy – ku swojemu zaskoczeniu – dowiedzieli się, że widzowie mają o nich nie najlepsze mniemanie. Niektórych z nich to przerosło, innych nawet nie wzruszyło.
– Mam w dupie to, co oni piszą. Oni mnie nie znają, ale jest mi przykro, bo chodzi o uczucia mojej mamy, która się przejmuje tym, że po mnie tam jadą – mówiła Ania. Podobnie uważa Ewelina. – Dowiedziałam się, że mam psychofana i porównują mnie do Snooki z amerykańskiej wersji "Ekipy". Mam to w dupie, ale boli mnie fakt, jak zareaguje na to rodzina – mówiła.
A ta reaguje emocjonalnie. Na Facebooku przed hejterami Ewelinę broniła jej mama. Niestety nieskutecznie, bo jej wypowiedzi zaczęły już wirusowo rozchodzić się po internecie.
logo

W momencie, gdy reszta uczestników dowiedziała się, że widzowie piszą o nich w sieci, zaczął się festiwal domysłów. Można było zobaczyć przejętych domowników, którzy zastanawiali się kogo z nich i w jaki sposób opisali. – Wszystkie rozmawiamy i przejmujemy się, co o nas piszą. Żadna nie chciałaby zostać opisana – dało się słyszeć. Niby śmiechem-żartem zgadywały, jaką mogą mieć opinię.

Potem było już tylko gorzej, bo w słuchawce zaczęły pojawiać się dokładne cytaty. Jedna z uczestniczek wpadła wręcz w histerię. – Jedna wielka rozpacz, piszą, że dostałam się, bo będzie się ruchała, jest kur** i tak dalej – mówiła przez łzy Eliza. Dalej wzajemne pocieszanie się i hejt, ale tym razem ze strony uczestników. "To są chu**, nie spodziewałabym się, że coś takiego piszą, powinien być zakaz pytania o te Facebooki" – to tylko kilka z komentarzy. Może po tym odcinku chociaż część z widzów zobaczy, że po drugiej stronie ekranu są faktycznie prawdziwi ludzie.
I choć komentarze widzów są naprawdę mało przyjemne, to dziwi fakt, że sami zainteresowani są nimi teraz tak zaskoczeni. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że swoim zachowaniem nierzadko potwierdzają, to co piszą internauci. A trudno pisać pozytywnie skoro w rozmowie telefonicznej jedna z uczestniczek wykrzykuje radośnie, że "nie dała dupy i jest grzeczna". No cóż.