Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Reklama.
PiS 27,3 proc., PO - 25,9, RP - 20,2 - takie wyniki poparcia dla partii politycznych pokazał opublikowany dziś sondaż uliczny przeprowadzony przez studentów nauk społecznych. Według niego do parlamentu weszłyby jeszcze: SLD z wynikiem 7,9 proc., PSL, na które zagłosowałoby 6,1 proc. oraz SP - 5,5 proc. Sondaż został przeprowadzony na reprezentatywnej grupie 3415 osób. Co to oznacza dla Platformy Obywatelskiej?
- Taki sondaż obciążony jest impulsem chwili. Niemniej uważam, że prędzej czy później zostanie odzwierciedlony w badaniach profesjonalnych ośrodków - taki scenariusz zakładał sam Donald Tusk szykując regulacje emerytalne na rok po wyborach. Premier dał sobie czas na rekompensatę strat - powiedział w rozmowie z naTemat prof. Kazimierz Kik, politolog PAN. Zdaniem profesora, wynik partii Donalda Tuska to "i tak rekord świata", bo 90 proc. społeczeństwa jest przeciwko zmianom w emeryturach.
Prof. Kik uważa, że sondaż zapowiada kiepską partycypację wyborczą w przyszłości. - Tracić będą wszystkie partie polityczne. Będzie to skutkowało zwiększoną absencją wyborczą - mówi. - Zdaniem wyborców już nikomu nie można wierzyć. PiS jest socjalne, ale jest niewiarygodne. SLD tak samo. PO prowadzi liberalne reformy, ale nie ma koncepcji na zwiększenie miejsc pracy. Stare formacje są niewiarygodne, nowe - jak Solidarna Polska - są tak samo zużyte jak stare.
Politolog uważa, że w kraju zaczyna się pojawiać coraz więcej niepokojów społecznych, bo rządzący co prawda dbają o zmniejszanie deficytu budżetowego, ale zaniedbują sprawy socjalne. - Ludzie zorientowali się, że kiedy głosowali za PO przeciwko Kaczyńskiemu, zagłosowali w istocie przeciwko samym sobie - powiedział. - Do rządzenia potrzebna jest zarówno głowa, jak i serce. Platforma kieruje się rozumem, ale straciła serce.