
Uwielbiam kościelnych hipokrytów. Są niesamowici. I tu nie chodzi mi o duchownych, którzy mówią o naśladowaniu Chrystusa, a następnie wsiadają do limuzyny. Sam mam nadzieję, że ktoś ukróci te procedury. Chodzi mi o tych, którzy uważając się za front tolerancji krytykują Kościół i wzywają go do zmian.
Wielokrotnie słyszałem z ust różnych polityków, dziennikarzy, czy działaczy społecznych o tym, jaki to Kościół jest zły. Dlaczego? Bo jest przeciwko in vitro, zwalcza gender, nie ma zamiaru wyświęcać kobiet na księży, nie udziela ślubów gejom, no i - na koniec - non stop wtrąca się do polityki.
Osoby krytykujące Kościół na co dzień głoszą hasła tolerancji. Tylko czy sami są tolerancyjni wobec Kościoła? Jakoś tego nie widzę. Wzywają Kościół, by się zmienił, mówią co ma robić. Powstało całe grono pozakościelnych ekspertów, którzy mówią co hierarchowie powinni zmienić, co jest dobre, a co złe. Tylko dlaczego? Przecież nie należą do Koscioła.
Mamy prawo krytykować księży Rozumiem pewne argumenty „wrogów Kościoła”. Są problemy, o których każdy ma prawo się wypowiadać bez względu na wyznawaną wiarę. Np. jeśli duchowny złamie prawo to jak najbardziej powinien odbyć karę i w tym przypadku można krytykować próby tuszowania przestępstw. Jednak róbmy to z umiarem.
Musimy pamiętać o tym, że są pewne sprawy, w których Kościół ma prawo mieć swoje stanowisko i go bronić. Od razu dodam, że często przy tym bywa niesłusznie atakowany. Najlepszym przykładem, jest chociażby stosowanie antykoncepcji.
Nie wiem, kto do tego doszedł, ale chyba był "geniuszem". Przecież Kościół mówi jasno i wyraźnie: seks po ślubie, zakaz cudzołożenia. Gdyby ludzie przestrzegali tych zasad, to nie musielibyśmy rozmawiać o prezerwatywach i AIDS. Tyle, że wielu oświeconych apologetów jeszcze nie przyjęło powyższego argumentu do wiadomości.
Jak to jest z chrzczeniem nieślubnych dzieci Tak samo ostatnio nasłuchałem się słów krytyki pod adresem księży, którzy nie chcą chrzcić nieślubnych dzieci. Są takie przypadki, kiedy jestem gotów się zgodzić z duchownymi. Czasami wspomniana odmowa wygląda następująco:
Sam nie widzę z tym problemu. Skoro rodzice dziecka nie chodzą do kościoła i nie żyją w związku małżeńskim, to czemu chcą ochrzcić dziecko? Przecież chyba nie po to, by wychowywać na katolika. Jak mają to robić skoro sami nie żyją zgodnie z wiarą? Jednak często nie patrzy się na ten argument i grzmi się na złych księży, którzy nie chcą ochrzcić niewinnego dziecka.
Efekt Franciszka Na szczęście Kościół za sprawą papieża Franciszka się zmienia. Dostrzegły to nawet osoby niewierzące. Istny efekt Franciszka. Czasami można wręcz odnieść wrażenie, że osoby spoza Kościoła najlepiej wiedzą z jakimi problemami musi się on uporać. Na łamach mediów radzą mu w wielu sprawach, czy stosują do niego przeróżne apele.
Zapomniałbym, przecież Kościół w Polsce jest wszechpotężny, więc trzeba zwalczać jego wpływy. Tyle, że sam ich nie dostrzegam. Wpływy ojca Rydzyka są mniejsze niż nam się wydaje. W episkopacie ma wielu wrogów. I nie mogą go oni odwołać. Ojciec Rydzyk jako zakonnik nie podlega episkopatowi, tylko władzom zakonu. Poza tym, gdyby miał tak wielkie wpływy, to od dawna rządziliby nami politycy z jego namaszczenia. A jakoś tego nie robią.
Jednak z niewiadomych powodów niektórym Kościół przeszkadza, więc go krytykują. Twierdzą, że czasy się zmieniają, więc zgodnie z duchem postępu powinien się dostosować do nowych potrzeb. Ale czemu? Jeszcze raz przypomnę, że nie ma przymusu chodzenia na mszę, a kwestie wiary tyczą się zbawienia, dlatego nie da się ich zmienić. Nie można nagle zmieniać zasad gry, bo komuś z zewnątrz to się nie podoba. Równie dobrze można domagać się tego, by w piłce nożnej zezwolono na grę rękami, bo niektórzy nie chcą, lub nie potrafią kopać piłki.
