
Uwielbiam kościelnych hipokrytów. Są niesamowici. I tu nie chodzi mi o duchownych, którzy mówią o naśladowaniu Chrystusa, a następnie wsiadają do limuzyny. Sam mam nadzieję, że ktoś ukróci te procedury. Chodzi mi o tych, którzy uważając się za front tolerancji krytykują Kościół i wzywają go do zmian.
Już dawno minęły czasy, kiedy zabijano heretyków. Nikt nie nawraca ogniem i mieczem. Osoby niewierzące nie są stygmatyzowane. Dodam, że nie ma obowiązku chodzenia do kościoła. No chyba, że jest się osobą wierzącą, której zależy na zbawieniu. Ale poza nimi nikt nie ma tego przymusu. Idziesz? To twoja sprawa. Nie chcesz być częścią Kościoła? To nie bądź. Tylko nie wypowiadaj się na wszystkie sprawy, które jego dotyczą.
Mamy prawo krytykować księży
Rozumiem pewne argumenty „wrogów Kościoła”. Są problemy, o których każdy ma prawo się wypowiadać bez względu na wyznawaną wiarę. Np. jeśli duchowny złamie prawo to jak najbardziej powinien odbyć karę i w tym przypadku można krytykować próby tuszowania przestępstw. Jednak róbmy to z umiarem.
Kościół jest przeciwny używaniu prezerwatyw, co powoduje, że jest oskarżany o wspieranie rozwoju epidemii AIDS w Afryce. Jak wygląda ta argumentacja? Ludzie słuchają kościoła i wiedząc, że prezerwatywy są zakazane nie używają ich. A gdyby Kościół na nie zezwolił to nie przenosiliby AIDS.
Nie wiem, kto do tego doszedł, ale chyba był "geniuszem". Przecież Kościół mówi jasno i wyraźnie: seks po ślubie, zakaz cudzołożenia. Gdyby ludzie przestrzegali tych zasad, to nie musielibyśmy rozmawiać o prezerwatywach i AIDS. Tyle, że wielu oświeconych apologetów jeszcze nie przyjęło powyższego argumentu do wiadomości.
Tak samo ostatnio nasłuchałem się słów krytyki pod adresem księży, którzy nie chcą chrzcić nieślubnych dzieci. Są takie przypadki, kiedy jestem gotów się zgodzić z duchownymi. Czasami wspomniana odmowa wygląda następująco:
Rodzice: Chcemy ochrzcić dziecko.
Ksiądz: Dlaczego?
Rodzice: By wychować je zgodnie z wiarą.
Ksiądz: Skoro tak wam na tym zależy, to z powodu swojej wiary może weźmiecie ślub? Wtedy i wy i dziecko zostaniecie pobłogosławieni.
Sam nie widzę z tym problemu. Skoro rodzice dziecka nie chodzą do kościoła i nie żyją w związku małżeńskim, to czemu chcą ochrzcić dziecko? Przecież chyba nie po to, by wychowywać na katolika. Jak mają to robić skoro sami nie żyją zgodnie z wiarą? Jednak często nie patrzy się na ten argument i grzmi się na złych księży, którzy nie chcą ochrzcić niewinnego dziecka.
Na szczęście Kościół za sprawą papieża Franciszka się zmienia. Dostrzegły to nawet osoby niewierzące. Istny efekt Franciszka. Czasami można wręcz odnieść wrażenie, że osoby spoza Kościoła najlepiej wiedzą z jakimi problemami musi się on uporać. Na łamach mediów radzą mu w wielu sprawach, czy stosują do niego przeróżne apele.
Weźmy na przykład Joannę Senyszyn, która domagała się, by odwołano arcybiskupa Józefa Michalika po jego słowach o pedofilii. Rozumiem, że można się z nim nie zgadzać, lub z nim polemizować. Tylko co osobę spoza Kościoła obchodzi arcybiskup? Przecież nie jest ona osobą wierzącą. Stosując tą samą logikę możemy domagać się odwołania japońskiego ministra gospodarki.
Zapomniałbym, przecież Kościół w Polsce jest wszechpotężny, więc trzeba zwalczać jego wpływy. Tyle, że sam ich nie dostrzegam. Wpływy ojca Rydzyka są mniejsze niż nam się wydaje. W episkopacie ma wielu wrogów. I nie mogą go oni odwołać. Ojciec Rydzyk jako zakonnik nie podlega episkopatowi, tylko władzom zakonu. Poza tym, gdyby miał tak wielkie wpływy, to od dawna rządziliby nami politycy z jego namaszczenia. A jakoś tego nie robią.
Dam inny przykład na wpływ Kościoła na politykę. Znam posłankę, która uchodzi za osobę wierzącą. Regularnie chodzi do kościoła, wspiera swoją parafię. Nawet jedno z jej dzieci wybrało drogę duchową. Wszystko wskazałoby na to, że posłuchałaby hierarchów, ale tego nie uczyniła. Sprawdziłem jak głosowała w Sejmie: była za in vitro i przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Zatem pytam się: gdzie te wpływy?
Jednak z niewiadomych powodów niektórym Kościół przeszkadza, więc go krytykują. Twierdzą, że czasy się zmieniają, więc zgodnie z duchem postępu powinien się dostosować do nowych potrzeb. Ale czemu? Jeszcze raz przypomnę, że nie ma przymusu chodzenia na mszę, a kwestie wiary tyczą się zbawienia, dlatego nie da się ich zmienić. Nie można nagle zmieniać zasad gry, bo komuś z zewnątrz to się nie podoba. Równie dobrze można domagać się tego, by w piłce nożnej zezwolono na grę rękami, bo niektórzy nie chcą, lub nie potrafią kopać piłki.
