
Tematem tegorocznego festiwalu artystycznego „Przetwory” będzie proces przemiany starego w nowe, przy użyciu obecnie niepopularnych metod. Jego organizatorzy chcą przywołać zapomniane rzemieślnicze tradycje, takie jak robienie na drutach i szydełkowanie. Pomogą im w tym uczestnicy programu „Seniorzy w akcji”. Wszystko brzmi pięknie, ale... czy te techniki są faktycznie zapomniane? Niekoniecznie, biorąc pod uwagę fakt, że ogromne grono dwudziestolatków z pasją szydełkuje, robi szaliki na drutach i wyszywa haftem krzyżykowym. Robótki to nie tylko domena „starych panien”, ale także studentek i... chłopców.
REKLAMA
Kiedy zapytałam swoich znajomych o to, czy potrafią robić na drutach lub szydełkować, niezależnie od tego, czy byli to mężczyźni, czy kobiety, zdecydowana większość odpowiedziała, że tak. Pierwszą z nich była Justyna, moja znajoma z roku, która na swoim drugim kierunku była nawet nazywana „tą od drutów”. Zaczęła dziergać w wakacje po liceum. – Miałam dużo czasu, moje znajome też, więc stwierdziłyśmy, że się nauczymy robić coś pożytecznego z rękami, jakkolwiek to nie brzmi – opowiada z uśmiechem.
"Dziergałabym jak szalona"
– Na pierwszym roku studiów siedziałam na wykładach i robiłam dla znajomego ogromny szalik w prezencie świątecznym, a ludzie patrzyli na mnie jak na idiotkę. Później przestałam, bo od roku po prostu nie mam już wolnego czasu. Zawsze są jakieś rzeczy do przeczytania, napisania lub załatwienia. Ale gdyby na przykład stało się tak, że rozłożona jakąś straszną grypą leżałabym w łóżku przez dwa tygodnie, to na pewno dziergałabym jak szalona – śmieje się Justyna.
– Na pierwszym roku studiów siedziałam na wykładach i robiłam dla znajomego ogromny szalik w prezencie świątecznym, a ludzie patrzyli na mnie jak na idiotkę. Później przestałam, bo od roku po prostu nie mam już wolnego czasu. Zawsze są jakieś rzeczy do przeczytania, napisania lub załatwienia. Ale gdyby na przykład stało się tak, że rozłożona jakąś straszną grypą leżałabym w łóżku przez dwa tygodnie, to na pewno dziergałabym jak szalona – śmieje się Justyna.
Małgosia, studentka Poznańskiej School of Form zafascynowała się szydełkowaniem w trakcie obowiązkowych zajęć z tworzenia koronek. Zaczęła je modyfikować, tworząc ekscentryczne robótki z... czarnych worków na śmieci. A te – muszę przyznać – wyglądały naprawdę świetnie. Dlaczego wciągnęła się w szydełkowanie i pokochała robótki ręczne? – Chyba dlatego, że trzeba być przy nich precyzyjnym – mówi. I dodaje: – Niczego, ani nikogo nie oszukasz.
Rok młodsza ode mnie Kasia regularnie uczęszcza na spotkania w pasmanterii, przy ulicy Zgoda 5, gdzie spotykają się osoby w różnym wieku i wspólnie wykonują robótki. Z kolei moja rówieśniczka Daniela, zwykle przypomina sobie o szydełku w okresie świątecznym, aby zrobić prezenty dla bliskich. Dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem zabiera się do pracy i wyrabia się idealnie na Wigilię. Szydełkować nauczyła ją babcia, aby Daniela mogła ubierać swoje lalki w własnoręcznie stworzone kreacje.
Pierwszy rządek od dziadka
Siedemnastoletnia Maja uważa robótki ręczne za sposób, na uspokojenie umysłu i ja sama traktuję je podobnie. Lubię robić na drutach, na szydełku, haftować oraz szyć. Szydełkować nauczyła mnie mama, która od najmłodszych lat poświęca temu swój wolny czas, a efekt jest oszałamiający.
Siedemnastoletnia Maja uważa robótki ręczne za sposób, na uspokojenie umysłu i ja sama traktuję je podobnie. Lubię robić na drutach, na szydełku, haftować oraz szyć. Szydełkować nauczyła mnie mama, która od najmłodszych lat poświęca temu swój wolny czas, a efekt jest oszałamiający.
Na drutach szaliki robiłam z dziadkiem, który zawsze z rozczuleniem dziergał dla mnie pierwszy rządek, bo za każdym razem wychodził mi krzywo. Później, kiedy na ostatnie dwa lata podstawówki przeniosłam się do Szkoły Waldorfskiej, gdzie już od pierwszej klasy obowiązkowo uczy się dzieci szydełkowania, robienia na drutach, szycia i haftu krzyżykowego, byłam w raju, bo swoje ulubione zajęcie mogłam wykonywać w ramach obowiązków szkolnych. Mój entuzjazm podzielała większość klasy.
Donata Duda, dyrektorka krakowskiej Szkoły Waldorfskiej także uważa, że jej uczniowie uwielbiają zajęcia z robótek ręcznych. – Robienie na drutach i szydełkowanie nie jest zajęciem tylko dla starych panien. Nawet chłopcy, którzy niby takich rzeczy się nie imają, haftują i wyszywają czasami nawet z większym zapałem niż dziewczynki – opowiada dyrektorka.
O zaletach
Prace ręczne zostały włączone do stawiającej na harmonijny rozwój dziecka pedagogiki waldorfskiej nieprzypadkowo. – To niesamowicie skuteczne kształtowanie manualnych umiejętności i motoryki małej, która pomaga przy pisaniu i rysowaniu. Dodatkowo robótki ręczne usprawniają umiejętność skupienia uwagi, precyzji i dokładności, co przekłada się na inne sytuacje życiowe, a przede wszystkim prace ręczne sprawiają, że dzieci są bardziej zaradne, bo umieją przyszyć guzik i zacerować koszulkę – mówi Donata Duda.
Prace ręczne zostały włączone do stawiającej na harmonijny rozwój dziecka pedagogiki waldorfskiej nieprzypadkowo. – To niesamowicie skuteczne kształtowanie manualnych umiejętności i motoryki małej, która pomaga przy pisaniu i rysowaniu. Dodatkowo robótki ręczne usprawniają umiejętność skupienia uwagi, precyzji i dokładności, co przekłada się na inne sytuacje życiowe, a przede wszystkim prace ręczne sprawiają, że dzieci są bardziej zaradne, bo umieją przyszyć guzik i zacerować koszulkę – mówi Donata Duda.
Dyrektorka krakowskiej Szkoły Waldorfskiej oprócz oczywistych korzyści wynikających z posiadania umiejętności robienia na drutach i szydełkowania, zwraca uwagę także na inną istotną kwestię. – Teraz szkoły są nastawione na to, żeby zaaplikować dziecku jak najwięcej wiedzy, przez co pojawia się jakiś stres i właśnie te lekcje, na których dzieci zajmują się na przykład szydełkowaniem, pomagają im się zrelaksować i sprawiają, że nie wychodzą ze szkoły zmęczone, gdy spędzają w niej osiem godzin – twierdzi Donata Duda. Dodatkowo fakt, że dzieci są w stanie coś własnoręcznie wykonać i później nawet to nosić, sprawia że są dumne z efektów swojej pracy i przez to pewniejsze siebie.
Krasnoludek na prezent i pokrowiec na flet
Na sam koniec zapytałam dyrektorkę krakowskiej Szkoły Waldorfskiej, czy dzieci zajmują się szydełkowaniem także poza zajęciami – Właśnie wyszłam ze świetlicy, gdzie uczniowie siedzą przy stole i robią na drutach. Jedno dzierga krasnoludka w prezencie dla nauczycielki, inne pokrowiec na flet. Ostatnio jedna z mam podwoziła mnie do domu, a na tylnym siedzeniu siedział jej syn uczęszczający do piątej klasy i haftował, bo po prostu lubi – kończy Donata Duda.
Na sam koniec zapytałam dyrektorkę krakowskiej Szkoły Waldorfskiej, czy dzieci zajmują się szydełkowaniem także poza zajęciami – Właśnie wyszłam ze świetlicy, gdzie uczniowie siedzą przy stole i robią na drutach. Jedno dzierga krasnoludka w prezencie dla nauczycielki, inne pokrowiec na flet. Ostatnio jedna z mam podwoziła mnie do domu, a na tylnym siedzeniu siedział jej syn uczęszczający do piątej klasy i haftował, bo po prostu lubi – kończy Donata Duda.
Czy potrzeba czegoś więcej, aby przekonać, że robienie na drutach nie powinno być traktowane tylko jako rozrywka dla babć, a raczej zajęcie dla wnuków? Czy istnieje lepszy sposób na umilenie chłodnego poranka od szalika, który zrobił dla nas ktoś bliski? Czy coś grzeje lepiej od własnoręcznie wykonanych skarpet z prawdziwej wełny? Nie. Więc w czasie wolnym, jadąc pociągiem, oglądając w telewizji film, czy nawet „Warsaw Shore”, nie marnuj czasu i chwyć za druty!
