
- Szczerze mówiąc nie pamiętam, kiedy ostatnio w jakimś meczu rzuciliśmy ledwie 18 bramek – mówił po pierwszym, fatalnym spotkaniu z Serbami trener Bogdan Wenta. Dziś jego podopieczni w pełni się odbudowali, pokonując bez problemu Słowaków. Już po pierwszej, dość wyrównanej połowie Polacy mieli na koncie aż 17 bramek.
REKLAMA
W drugiej nastąpiła już totalna demolka. Jej wynik? 24-11 dla Polski. Jakby ktoś zastanawiał się, który element gry był dziś decydujący, oto statystyki bramek zdobytych z kontry: jeden gol Słowaków i aż 17 bramek zawodników Bogdana Wenty.
Niestety, wiele wskazuje na to, że wynik dzisiejszego meczu nie będzie miał żadnego znaczenia w drugiej fazie turnieju. Do dalszych gier przechodzą bowiem trzy zespoły z każdej grupy, zabierając ze sobą punkty z wzajemnych spotkań. A Słowacja z dwoma porażkami jest w tej chwili ostatnia.
Mariusz Jurkiewicz udowodnił ponownie, że jest zawodnikiem uniwersalnym, przydatnym nie tylko w obronie, a znany z rozbijania ataków rywala Zbigniew Kwiatkowski trzykrotnie trafiał do siatki rywala po szybkich wypadach. Do tego szalejący w drugiej części meczu Grzegorz Tkaczyk, który pokazał, dlaczego od lat uważa się go za jednego z najefektowniej grających szczypiornistów świata.
„Sweet dreams” - ten właśnie przebój zespołu Eurythmics rozległ się w belgradzkiej hali w 48. minucie spotkania. To było symboliczne, bo Polacy prowadzili już bardzo wysoko. I stało się jasne, że ich słodkie marzenia o medalu na serbskim turnieju wciąż mogą trwać.
W czwartek mecz z Danią. Myśląc o awansie do pierwszej czwórki trzeba koniecznie go wygrać, bo w grupie B, z którą połączy się nasza, grają ze sobą Niemcy, Szwedzi, Czesi i Macedończycy. Zespoły nieco słabsze niż Dania czy Serbia.
