Wicepremier Elżbieta Bieńkowska jeszcze kilka lat temu była zupełnie anonimową urzędniczką.
Wicepremier Elżbieta Bieńkowska jeszcze kilka lat temu była zupełnie anonimową urzędniczką. Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

- To jedna z tych bab, które się kocha. Władcza, stanowcza, budząca respekt. Tylko strasznie przeklina - tak mówią o nowej wicepremier Elżbiecie Bieńkowskiej urzędnicy, którzy mają okazję pracować z nią na co dzień. I obawiają się o urzędników, którzy dotąd rządzili w resorcie transportu, a właśnie stali się podwładnymi minister Bieńkowskiej. Jej bezkompromisowy charakter budzi bowiem respekt coraz większej rzeszy polityków.

REKLAMA
Połączenie jej Ministerstwa Rozwoju Regionalnego z Ministerstwem Transportu zostało okrzyknięte jako utworzenie superresortu. A nową wicepremier najnowszy "Newsweek" nazywa wręcz "Elżbietą I" - nową królową w Platformie Obywatelskiej. Po rekonstrukcji gabinetu Donalda Tuska nie brakuje opinii, że nominacja Bieńkowskiej na stanowisko wicepremiera jest jednocześnie wskazaniem następcy obecnego premiera.
- Tak, jest Matką Boską tego rządu. Podporą i jego nadzieją na cud. Donald uwierzył, że dzięki nowej wicepremier uda mu się uratować rząd, a może i Platformę - to kolejny cytat z rozmówców "Newsweeka", którzy potwierdzają, że Elżbieta Bieńkowska jest dziś jednym z najbardziej wpływowych ludzi w naszym kraju.

Ma być lekiem na całe zło

Już wiemy, że to Elżbieta Bieńkowska ma uratować Platformę, rząd i premiera. W ciągu jednego tygodnia jej wielkie zdjęcie dwa razy wylądowało w Gazecie Wyborczej. Komentatorzy prześcigają się w wychwalaniu nowej gwiazdy, mówią, że ma wszelkie cechy mocnego człowieka. Ba! Znalazł się i tatuaż dla prasy kolorowej. CZYTAJ WIĘCEJ


Kariera od zera?
Mimo iż karierę w rządzie rozpoczynała jako nowicjusz w świecie wielkiej polityki. Wysoko postawieni politycy Platformy mówią "Newsweekowi", że Bieńkowska została zaproponowana po prostu jako osoba do posprzątania bałaganu w środkach unijnych, który zastawił po sobie gabinet Jarosława Kaczyńskiego. Chodziło o miliardy euro, więc zabrać za to musiał się ekspert, a nie rasowy polityk.
Gdy nowa minister rozwoju regionalnego posprzątała po PiS wzięła się jednak także za ostrą krytykę tego, co ze środkami unijnymi robią politycy Platformy. W ten sposób podobno bardzo mocno zraziła do siebie wiele osób, ale jednocześnie zaczęła zyskiwać w oczach premiera Donalda Tuska.
Więcej na temat imponującego tempa kariery Elżbiety Bieńkowskiej i okoliczności w jakich przeszła z premierem na "ty" w najnowszym wydaniu tygodnika "Newsweek".