Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Willingen, w którym Małysz w 2001 roku bił fenomenalny rekord skoczni, nie okazało się dla Polaków miejscem wyjątkowym. Ale nie miało prawa. Nasi reprezentanci skakali nieźle, jednak bez błysku. Efekt? Siódme miejsce w zawodach drużynowych. Wygrali Norwegowie przed Austriakami.To chyba nikogo już nie dziwi.

REKLAMA
- Cała reszta jest daleko za Kamilem Stochem. Może to przez zbyt duże zapatrzenie trenerów w jednego zawodnika, podobnie jak za czasów Małysza – mówił przed zawodami w Willingen Rafał Kot, fizjoterapeuta skoczków narciarskich. – To Stoch teraz jest prawdziwym liderem reprezentacji.
W rolę Adama Małysza miał się wcielić Kamil Stoch. W jaką? Orzeł z Wisły przez lata był tym, który w zawodach drużynowych miał… nadganiać. Straty, które „wypracowywali’ jego koledzy podczas swoich skoków. Z reguły to właśnie przed próbą Adama Małysza zastanawialiśmy się czy nadrobi tyle, żeby udało się awansować do drugiej serii całej drużynie. Jak z tej roli wywiązał się Kamil Stoch?
- Kamil Stoch skakał dzisiaj nieźle. Najrówniej i najdalej, ale to jeszcze nie było to. Oba skoki były jednak trochę poniżej naszych oczekiwań – mówił Rafał Kot, tym razem już w studio TVP, po zawodach. W rolę Małysza Stoch się nie wcielił, bo i po co? Kamil Stoch doskonale prezentuje się w zawodach indywidualnych. W klasyfikacji generalnej zajmuje 4 miejsce. A nasza drużyna przez ostatnie 20 lat występów drużynowych w Pucharze Świata stawała na podium cztery razy, w tym dwa w roku ubiegłym. Tylko, że w kadrze znajdowało się wtedy „dwóch Małyszów”. Ten z Wisły i ten z Zakopanego.
- Niestety to siódme miejsce jest rzeczywistym obrazem tego, jak się teraz prezentujemy – komentował po zawodach Apoloniusz Tajner. – Niby jest dobrze, a jednak brakuje tego błysku. Słyszymy to chyba nie pierwszy raz z ust byłego selekcjonera reprezentacji, prezesa PZN.
Miejmy jednak nadzieję, że na ten błysk nie będziemy długo czekać. Oby do kolejnych zawodów... tylko raczej indywidualnych. Tam znowu będziemy liczyć na to,że Kamil Stoch, nie w roli Małysza, tylko w swoim stylu - zwycięży.