Prokuratura uznała, że w sprawie taśm PO na Dolnym Śląsku nie doszło do złamania prawa i korupcji nie ma
Prokuratura uznała, że w sprawie taśm PO na Dolnym Śląsku nie doszło do złamania prawa i korupcji nie ma Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta

Gdy wyciekły taśmy na Dolnym Śląsku, spodziewano się afery co najmniej takiej, jaka wybuchła za rządów PiS - gdy ujawniono rozmowy Renaty Beger z Adamem Lipińskim. Po zbadaniu taśm PO prokuratura uznała jednak, że nic się nie stało - i śledztwa w tej sprawie nie będzie.

REKLAMA
Przypomnijmy, że na taśmach z Dolnego Śląska politycy PO rozmawiali m.in. o posadzie w KGHM w zamian za poparcie polityczne. Poseł Norbert Wojnarowski proponował delegatowi na zjazd Edwardowi Klimce ciepłą posadkę w zamian za głos na Protasiewicza.
Później jeszcze wyszły na jaw rozmowy posła Michała Jarosa i radnego Polkowic Tomasza Borkowskiego, którzy próbowali nakłonić jednego ze stronników Grzegorza Schetyny do głosowania na Protasiewicza. Politycy wskazywali przy tym, że w zamian inny działacz PO - Paweł Frost - mógłby otrzymać miejsce w radzie nadzorczej jakiejś państwowej spółki. Na taśmach była też mowa o szybszym załatwianiu spraw w MSZ.
Platforma Obywatelska już 30 października zawiesiła wszystkich uczestników tej afery.
Teraz okazuje się, że nic się nie stało - a przynajmniej tak uznała prokuratura. Śledztwa w sprawie taśm nie będzie. Wymiar sprawiedliwości uznał, że "nie doszło do powołania się na wpływy w publicznej spółce, bo taką nie jest w pełni KGHM".
Jednocześnie prokuratura stwierdziła, że politycy, ponieważ działali w ramach wewnątrzpartyjnych wyborów, "ich zachowania nie miały charakteru władczych działań funkcjonariuszy publicznych, to jest posłów na Sejm, a tym samym nie przekroczyli oni swych uprawnień, ani nie dopełnili obowiązków".
Śledczy uznali też, że z rozmowy Jarosa, Frosta i Borkowskiego nie wynika, że proponowali oni pomoc w szybszym sprowadzeniu krewnych z Ukrainy poprzez kontakty z MSZ w zamian za polityczne poparcie Protasiewicza.
Czyli - wszystko w porządku. W spółce, w której Skarb Państwa ma 31 proc. udziałów, można proponować ludziom pracę w zamian za oddawanie głosów w wewnątrzpartyjnych wyborach. Polacy, nic się nie stało, korupcji nie ma.