Wisła Kraków - czy ten klub stać na coś więcej niż środek tabeli?

Ani Wisła Kraków ani Lechia Gdańsk nie zaliczą tego sezonu do udanych
Ani Wisła Kraków ani Lechia Gdańsk nie zaliczą tego sezonu do udanych fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta
Jedno zwycięstwo, cztery remisy, dwie porażki. Tak wygląda wiosenny bilans Wisły Kraków. Gdyby podliczyć tabelę tylko za te mecze, Biała Gwiazda zajmowałaby w naszej lidze jedenaste miejsce. Po Wiśle została już tylko marka, która powoli przestaje budzić strach, a nawet respekt. Stadion przy Reymonta przestał być trudną do zdobycia twierdzą. Więc zanim kibice ukrzyżują trenera Probierza, warto się zastanowić – czy od Wisły nie wymaga się za dużo? Czy ten zespół jest dziś czymś więcej niż tylko ligowym przeciętniakiem?



Wisła zaczyna coraz bardziej odczuwać efekty krótkowzrocznej polityki na „tu i teraz” i wymagania wyników od zaraz. Kibiców klub przestał elektryzować. Nie mam tu na myśli fanatyków, którzy przyszliby na stadion w syberyjskich warunkach, ale też, a może przede wszystkim przeciętnych „Januszów i Andrzejów”, którzy przyjdą na mecz z rodziną. Stadion nie wypełnia się nawet od święta. Na Legii pojawiło się 24 tysiące ludzi, na Lechu 21, ale już na taką Koronę przyszło zaledwie 13. I nie pomoże nawet najlepszy marketing, rozklejanie po mieście plakatów z wizerunkami piłkarzy, skoro na tych właśnie plakatach pojawiają się co tydzień bezużyteczni obcokrajowcy, a od święta wiślacy z krwi i kości.


Zresztą... Takie określenie to dziś i tak przeżytek. Jedyne osoby, których Wisła nie zdążyła zepsuć w swoim procesie „szkolenia” to Patryk Małecki (zepsuł się sam, ale to temat na inną opowieść), Michał Czekaj i Daniel Brud. Trzech na dwudziestu kilku członków zespołu. Nie ma identyfikacji, nie ma z kim się utożsamiać, o co od dawna apelują legendy Wisły. Tyle tylko że to błędne koło, bo większość zawodników Młodej Ekstraklasy to – używając terminologii trenera Lenczyka – dziadostwo.


Na domiar złego ci juniorzy starsi (grupa wiekowa tuż przed Młodą Ekstraklasą), których nie udało się jeszcze zepsuć, mówią wprost, że z „Młodą” trenować nie chcą, bo... trener nie ma tam pojęcia o piłce. Zdaniem rodziców tych chłopaków, Tomasz Kulawik prowadzi treningi „na macie”. Czyli – macie piłkę i gracie. Dwadzieścia minut przebieżek i gierka. Zero konkretów, specyfikacji treningu, jakiegoś pomyślunku. Jeśli faktycznie tak to wygląda, to nie ma co się dziwić, że większość wychowanków Wisły ląduje w Garbarniach, Kolejarzach czy innych Prądniczankach. Wisły nie da się pod tym względem porównać ani z Legią, ani z Zagłębiem, gdzie szkolenie kwitnie i praktycznie co roku daje owoce, a w Krakowie kibicom pozostaje apelowanie w przyśpiewkach: „hej Basałaj, zejdź na ziemię, chcemy w Wiśle akademię”.


To znaczy już nie Basałaj. Teraz będą rozliczać Jacka Bednarza, bo tamten z klubu już wyleciał.

Inną przyśpiewkę z jesieni, która dobrze obrazuje upadek polityki Basałaja, kierowano do byłego już trenera Roberta Maaskanta - „ściągnij rodaków, postaw na młodych Polaków” - ale wciąż jest ona aktualna, bo Holendra co prawda już nie ma, ale spalona ziemia pozostała. Czyli bardzo wysokie kontrakty dla bezużytecznych obcokrajowców, które znacząco obciążają budżet klubu. Dziś takim zawodnikom jak Lamey, Jaliens, Nunez czy Biton trzeba płacić gigantyczne pieniądze, a dwaj ostatni – wcale nie tacy najgorsi - po zakończeniu wypożyczenia wrócą do swoich poprzednich klubów i nie będzie już z nich żadnego pożytku. Do dennego poziomu pozostałych kolegów dostosowali się też Kirm, Jirsak, Paljić czy Małecki, którzy byli w klubie wcześniej. Nagromadzono za dużo szrotu multi-kulti, zaprzeczając zasadzie Warrena Buffetta, że – zachowując wszelkie proporcje - jeśli nie chcesz czegoś na dziesięć lat, to nie bierz tego na dziesięć minut.

Wisłę czeka w lecie rewolucja – od tego się nie ucieknie. A że lubi ona pożerać własne dzieci, można przypuszczać, że Białą Gwiazdę czeka kilkanaście chudych miesięcy. Ale może właśnie takie oczyszczenie jest potrzebne? Przypomnijmy sezon 2006/07, kiedy wiślacy zajęli ósme miejsce, pozbyli się odpadów w postaci Radovanovicia, Chiacu czy Burnsa i w kolejnych rozgrywkach zdobyli mistrzostwo. Dziś skauci klubu objeżdżają Polskę w poszukiwaniu talentów, ale jak wczoraj na stronie Wislalive pojawiła się informacja, że na celownik trafił młody chłopak z Rakowa Częstochowa, część kibiców potraktowało to jako primaaprilisowy żart. Bo jak to? Polak do Wisły?!

Autor jest dziennikarzem Weszlo.com