
Dziś mija kolejna rocznica śmierci Jana Pawła II. Jak będą ją czcić Polacy? Uroczystą mszą, pielgrzymką, modlitwą? A może, niestety, odsłonięciem kolejnego papieskiego monumentu, tablicy, kamienia upamiętniającego jego pobyt w każdym zakątku naszego kraju. Także w górach, które Karol Wojtyła kochał nieskażone ludzką ingerencją. Dlaczego wbrew niemu Polacy pozwalają sobie na kolejne szpecące samowole?
REKLAMA
O pomnikach-koszmarkach, stawianych nawet w przydomowych ogródkach pisano już wiele. O wędrówkach Karola Wojtyły po polskich górach także. W 1979 roku, w Nowym Targu papież powiedział: „Pilnujcie mi tych szlaków..." , w 2002 w Watykanie dodał: "Oznaczcie mi te ścieżki..." . Czy na pewno chodziło mu o takie „oznaczanie” ukochanych miejsc? Zachwycał się ich ciszą, dziką naturą, przyrodą nieskażoną ludzką ingerencją. Czy zachwyciłby się tym, że za jego sprawą ludzka ingerencja jednak nastąpiła? Stawiam śmiałą tezę: Gdyby wiedział, nie ruszałby się z Krakowa…
Ostatnie dni października i wyjątkowo pięknej, ubiegłorocznej jesieni. Wycieczka na Turbacz. Tłumy turystów zachęconych słoneczną pogodą. To moje drugie wejście na najwyższy szczyt Gorców, ale pierwsze zejście szlakiem przez polanę Turbacz. Doskonała widoczność, piękny pejzaż, który jednak coś zaburza. W oddali majaczy ciemny kształt. Wygląda jak drewniana ściana szałasu ocalała z pożaru. Okazuje się, że to papieski ołtarz, zwany też szałasowym. Postawiono go na pamiątkę pobytu księdza Wojtyły. Wraz z towarzyszami wyprawy w roku 1953 spędził tu noc i odprawił nabożeństwo dla pasterzy i turystów. Po obu stronach ołtarza stoją wielki głaz i krzyż. Do tego gustowny płotek, ławeczki… Wydarzenie godne upamiętnienia, wszak tu właśnie Karol Wojtyła po raz pierwszy odprawił mszę zwrócony twarzą do wiernych. Lecz czy wymagało wpisania w krajobraz gorczańskiej polany tak rozbudowanej infrastruktury? Tuż przed beatyfikacją ołtarz runął pod naporem halnego. Jednak szybko został odbudowany. Może to był znak, którego nikt nie odczytał właściwie?
Kilka dni później, wyjście na Lubań. Znowu piękna pogoda, choć czuć już w powietrzu powiew zimy. Szlak od Czorsztyna zupełnie pusty. Dopiero na przecięciu tras, pod szczytem pojawiają się nieliczni turyści. Polanę pokrywa bajeczna szadź. Wspinam się na najwyższy punkt, by zrobić zdjęcia. Już ze ścieżki biegnącej środkiem polany widać kamienne „coś” stojące na jej zboczu. To kolejna sakralna konstrukcja związana z kultem Ojca Świętego. Na szczycie w 2004 roku postawiono krzyż na kamiennym podwyższeniu upamiętniający jego piesze wędrówki na Lubań. Z tego miejsca rozpościera się niesamowity widok na Tatry. Turystom krzyż służy więc głównie jako podest do robienia zdjęć. Poniżej ktoś postawił koszmarny, kamienny stół, owe „coś” widziane już z daleka. Służyć ma zapewne jako ołtarz. A skoro jest pomnik i ołtarz, niebawem pojawić się mogą ławeczki i płotek, a może głaz i tablica? Kolejne piękne miejsce stanie się polową świątynią. Czy sam krzyż nie wystarczył?
Jest jeszcze jedno, szczególne miejsce w imię uwielbienia papieża Polaka oszpecone przez ludzi. Tym razem w Tatrach. Powstało w czasach gdy Karol Wojtyła przebywał już w Rzymie jako Ojciec Święty. To szlak w Dolinie Jarząbczej, zwany szlakiem papieskim. Przebywając w roku 1983 z oficjalną wizytą w Polsce Jan Paweł II przybył 23 czerwca na krótki wypoczynek do Doliny Chochołowskiej. Odwiedził tutejsze schronisko i odbył spacer do Doliny Jarząbczej. Na pamiątkę tego wydarzenia trasę spaceru oznaczono żółto- białymi papieskimi barwami. W miejscu gdzie odpoczywał, nad potokiem, ustawiono granitowy głaz z metalową tablicą, na której zamieszczono słowa Ojca Świętego. To kolejny papieski głaz, więc nie wywołał mojego zdziwienia. W przeciwności do tego, co znajduje się obok. Wdzięczni za wizytę znamienitego gościa mieszkańcy wsi Ciche postawili surową drewnianą rzeźbę z wyrazami podziękowania. Intencja słuszna, lecz skutki opłakane. Turyści i pielgrzymi urządzili tu sobie miejsce składania własnych intencji oraz wątpliwych literacko wyrazów uwielbienia dla papieża. Grube konary obwieszone są różańcami, obrazkami, zdjęciami(często w foliowych workach, by nie zniszczył ich deszcz), sztucznymi kwiatami umocowanymi za pomocą sznureczków, gumek, a nawet spinek do włosów. To wszystko sprawia, że drewniana rzeźba wygląda z daleka jak kolorowy indiański totem. I najwyższa forma sakralnego kiczu.
Przykłady można by mnożyć…
"Dobrze by było, umieścić w (mojej) biografii trasy, wszystkie trasy , na których byłem,żebym tak był wrośnięty w polską ziemię..." powiedział dawno temu papież. Tymczasem w polską ziemię wrastają kolejne karykaturalne pomniki, ołtarzyki, głazy i tablice, niejednokrotnie szpecąc miejsca, które Jan Paweł II kochał i podziwiał. Głównie za ich naturalne, dziewicze piękno. I coraz częściej odnoszę wrażenie, że powstają one nie na chwałę papieża Polaka, ale lokalnych notabli. Kościelnych i świeckich. Oraz miejscowych parafian, którzy chcą powiedzieć całemu światu- „On tu był”. Czy byłby jednak, gdyby wiedział?