Według Naczelnej Rady Lekarskiej, sumienie lekarza ma większe znaczenie niż prawa pacjenta...
Według Naczelnej Rady Lekarskiej, sumienie lekarza ma większe znaczenie niż prawa pacjenta... Fot. Łukasz Nowaczyk / Agencja Gazeta

Sumienie lekarza jest ważniejsze niż prawa pacjenta, którym się powinien opiekować - uznała Naczelna Rada Lekarska. Jak donosi "Gazeta Wyborcza", specjalna uchwała prezydium NRL to prawdopodobnie reakcja na stanowisko Komitetu Bioetyki PAN, którego członkowie niedawno ostro skrytykowali nadużywanie klauzuli sumienia przez polskich lekarzy.

REKLAMA
Na początku listopada Komitet Bioetyki PAN ocenił, iż lekarze zbyt często powołują się na klauzulę sumienia. Szczególnie mają przodować w tym ginekolodzy i położnicy, którzy z powodu osobistych poglądów często odmawiają pacjentkom przepisywania środków antykoncepcyjnych. W Polsce wielu lekarzy odmawia także przeprowadzania legalnych zabiegów aborcyjnych.
Mimo iż Naczelna Rada Lekarska w swojej ostatniej uchwale nie odnosi się bezpośrednio do stanowiska naukowców PAN, to nie ma wątpliwości, iż jest odpowiedzią na nie. Jak informują dziennikarze "Gazety Wyborczej", prezydium NRL stanowczo sprzeciwiło się ocenie, iż klauzula sumienia jest przez polskich lekarzy nadużywana.
"Prawa innych osób, tak długo, jak nie dochodzi do zagrożenia ich życia i zdrowia, nie mogą być podstawą do ograniczania lekarza w postępowaniu zgodnym ze wskazaniami swojego sumienia" - uznali tymczasem liderzy środowiska lekarskiego w naszym kraju. NRL idzie jednak jeszcze dalej i przyznaje rację także tym lekarzom, którzy odmawiają nawet udziału w procedurach mających na celu zakwalifikowanie do zabiegu niezgodnego z sumieniem lekarza.
Wydaje się zatem, że od teraz lekarze oprócz specjalizacji na swoich wizytówkach powinni także podawać swoje przekonania religijne i zakres świadczeń, na wykonanie których pozwala im sumienie. Chyba też najwyższy czas, by pomyśleć o rezygnacji z Przysięgi Hipokratesa. "Po pierwsze nie szkodzić" musi przecież ustąpić "po pierwsze lekarskie sumienie"...

Źródło: "Gazeta Wyborcza"