
Sejm przyjął dzisiaj ustawę budżetową na rok 2014, która przewiduje, że deficyt budżetowy nie przekroczy poziomu 47,6 mld złotych. O odrzucenie rządowego projektu apelowali posłowie Solidarnej Polski, przekonując, że "nie ma w nim nadziei dla Polaków, nie ma działań prorozwojowych, nie ma polityki prorodzinnej, nie ma instrumentów pozwalających młodym Polakom na znalezienie pracy w Polsce".
REKLAMA
Za przyjęciem rządowego projektu oddano 235 głosów. Przeciwko niemu było 213 posłów. Przyjęta przez Sejm ustawa budżetowa zakłada, że w 2014 roku dochody państwa wyniosą 276 mld 982 mln 224 tys. zł. Wydatki mają natomiast nie przekroczyć poziomu 324 mld 637 mln 369 tys. zł. Posłowie zgodzili się więc na ponad 47 mld zł deficytu. Ustawa przewiduje, że w przyszłym roku PKB wzrośnie o 2,5 procent, a inflacja średnioroczna wyniesie 2,4 procent.
Rząd "urealni" przy tym akcyzę na wyroby spirytusowe, której nie zmieniano w ostatnich latach pomimo inflacji, podnosząc ją o 15 procent. Zdrożeją także papierosy, ponieważ podniesiona zostanie także stawka akcyzy, jaką są objęte. Stosując się do unijnych wymogów, rząd podwyższy ją o 5 procent. Gabinet Tuska, zgodnie z tegorocznymi zapowiedziami, nie zdecydował się na obiecane kilka lat temu obniżenie podstawowej stawki VAT. Budżet uwzględnia zmiany w OFE, które mają dać prawie 9 mld zł oszczędności.
Komentując zapisy ustawy budżetowej, minister finansów podkreślił, że najprawdopodobniej nie trzeba będzie jej nowelizować. – Przyszłość jest zawsze niepewna, ale z pewnością ryzyko konieczności nowelizacji budżetu jest w roku 2014 znacznie mniejsze niż w 2013. Ryzykiem, które niestety będzie na towarzyszyć nam przez dłuższy czas, jest niebezpieczeństwo pogorszenia sytuacji gospodarczej w Unii Europejskiej. Będzie to ciążyć nad polską gospodarką w przyszłym roku – zauważył Szczurek.
Teraz ustawa budżetowa trafi do Senatu. Jeśli senatorowie wprowadzą poprawki, Sejm rozpatrzy je pod koniec stycznia. 27 stycznia ustawa ma trafić do prezydenta, który będzie miał siedem dni na jej podpisanie.
źródło: Wyborcza.biz
