
Prokuratura Apelacyjna w Szczecinie umorzyła śledztwo przeciwko prezydentowi Sopotu. To koniec długiej i słynnej już tzw. afery sopockiej, w której prezydenta miasta podejrzewano o korupcję. Jacek Karnowski nie kryje zadowolenia i mówi wprost: – Od początku mówiłem, że nagranie jest zmanipulowane. To spreparowana afera, którą wykreowało CBA.
REKLAMA
Cała sprawa zaczęła się w 2008 roku. Wtedy to biznesmen Sławomir Julke stwierdził, że prezydent Karnowski miał żądać od niego dwóch mieszkań w zamian za wydanie zgody na przebudowę jednej z kamienic. Niedługo potem do śledztwa dołączono inne wątki, dotyczące powiązań prezydenta z lokalnymi przedsiębiorcami.
Koronnym dowodem mającym obciążać prezydenta Sopotu miało być nagranie rozmowy, który dostarczył prokuraturze Sławomir Julke. Prokuratura poinformowała jednak, że z ustaleń biegłych wynika, iż zapis rozmowy pomiędzy nim a Karnowskim "nie ma waloru autentyczności". Badanie przeprowadzano na kopii nagrania. Dotarcie do oryginału było niemożliwe, bo dyktafon zniszczył sam Julke. Dlaczego? Tego nie potrafi wyjaśnić.
Jako autentyczne określane jest bowiem nagranie oryginalne i ciągłe, i tylko takie może być wykorzystane jako dowód w postępowaniu karnym. Brak źródłowego nośnika nagrania, które zniszczył sam zawiadamiający, nie pozwala na dokonanie badań jego ciągłości oraz precyzyjnego odczytu rozmowy. CZYTAJ WIĘCEJ
fragment oświadczenia prokuratury
Na specjalnej konferencji prezydent Sopotu wyjaśniał natomiast, że jego zdaniem cała afera została wykreowana przez CBA, a on jest niewinny. – Od samego początku mówiłem, że nagranie jest zmanipulowane. Mam świadków, jak Julke je montował – mówił Karnowski.
Na Karnowskim ciążyło osiem zarzutów, aż siedem z nich dotyczyło korupcji. Prokuratura Apelacyjna w Szczecinie zdecydowała się umorzyć śledztwo. Dowody nie pozwoliły stwierdzić, że podejrzany żądał łapówki w postaci dwóch mieszkań. Decyzja nie jest prawomocna.

