Fot. Paweł Kozioł/AG

Nic nie wyzwala w ludziach takiej kreatywności, jak chęć obejścia prawa. Dzisiaj na Okęciu zatrzymano dwóch mężczyzn, którzy próbowali przemycić we własnych żołądkach ponad 2 kilogramy kokainy. Narkotyki zawinięte były w gumowe kapsułki zrobione z prezerwatyw. Nie jest to jednak szczyt kreatywności. Prezentujemy najbardziej pomysłowe formy przemytu, na jakie natknęli się policjanci.

REKLAMA
Dwóch zatrzymanych pasażerów to obywatele Polski i Rumunii. Mężczyźni przylecieli do Polski z Brazylii. Przemy udałby się, gdyby nie międzynarodowa współpraca służb policyjnych. Ze względu na informacje, które służby na lotnisku w Polsce otrzymały wcześniej, mężczyzn wytypowano do szczegółowego badania. Po wykryciu w moczu kokainy obydwu przewieziono na prześwietlenie do szpitala. Tam odkryto ogromne ilości narkotyku w ich żołądkach.
Tutaj podobna sytuacja z Okęcia sprzed dwóch lat:
Narkotyki są chętnie i często przemycanym towarem bo, tak jak diamenty, nawet ich niewielka ilość jest dużo warta.
Trafnie sytuację skomentował jeden z internautów "u poszło 2kg ...na leszcza...a obok poszło 20kg..nie ruszone..tak to działa." Rzeczywiście, pomysłowość i spryt przemytników doszły do takiej perfekcji, że przemyt w żołądku, znany chociażby z filmów czy seriali, to rzadkość wynikająca z naiwności okazjonalnych przestępców.
Przemyt we własnym ciele
Straż graniczna z okręgu lubuskiego opowiadała ostatnio o swoich najciekawszych przypadkach "Gazecie Lubuskiej". Funkcjonariusze wspominali o pewnej kobiecie, która 71 kulek z heroiną wartą 10 tysięcy złotych, przewoziła przez granicę wewnątrz własnego ciała. Żeby wydobyć z niej przemycany towar, trzeba było udać się do ginekologa. Często pojawiają się też przypadki przemytu pod językiem lub pod… napletkiem.
Którejkolwiek części ciała nie użyjemy jako "przechowalni", zawsze w tym przypadku substancja zawijana jest w prezerwatywę. Połknięcie takiego "pakunku" wiąże się jednak z dużym niebezpieczeństwem. W przypadku pęknięcia gumowego zawiniątka, śmierć jest nieunikniona.
Odlotowe "Flaki biwakowe"
Towar przemycany jest również w zaszywkach, pod czapkami, w przerobionych długopisach, butach, zaszywanych kieszeniach oraz w bagażu. W 2009 roku niejaki Cziken (Janusz G.) wpadł na przemycie amfetaminy do Londynu. W torbie podróżnej przewoził puszki z napisem "Flaki biwakowe". Wewnątrz jednak zamiast polskiej potrawy znajdowało się łącznie 3 kilogramy amfetaminy.
Towar ląduje też w puszkach kawy, opakowaniach płyt CD, bombonierkach, wewnątrz drzwi pancernych, obudowach komputerów, opakowań napojów, słoików. Pomysłowość nie ma końca.
Najciemniej jest pod latarnią. Pokaźną ilość narkotyków można przetransportować w przybocznej, przezroczystej butelce wody:
Podobny schowek w butelce z Pepsi oraz przepis, jak taką butelkę własnoręcznie wykonać:


Niewidzialny bagaż
Na większe ilości towaru stosuje się już bardziej wymyślne skrytki. Najczęściej przerabia się całe pojazdy. Doskonałą kryjówką są szczeliny pod tapicerką, czy to na drzwiach, pod siedzeniami czy pod deską rozdzielczą. Najtrudniejszą do wykrycia kryjówką są przerabiane silniki samochodów, do których trudno jest dobrać się strażnikom granicznym. Równie "bezpiecznym" schowkiem jest butla z gazem LPG. W 2009 roku w Gorzowie, CBA odkryło ogromny przemyt kokainy. Paczki tego specyfiku, warte w sumie 12 milionów złotych, schowane były w silnikach do maszyn budowlanych, które do Polski trafiły z Ekwadoru.
A tutaj 28 kilogramów marihuany schowanej w oponach samochodów osobowych:
Pięć lat temu na granicy Litwy i Polski zatrzymano transport desek. Okazało się, że w deskach ukryte były paczki papierosów. Wcześniej były one drążone, a po umieszczeniu wewnątrz tytoniu, skrupulatnie je sklejano. Przemytnik wpadł, bo strażnikom wydał się "bardzo zdenerwowany".
Prawdziwym rekordzistą był Polak, który w 2010 roku próbował przemycić do Wielkiej Brytanii z Holandii ponad 700 kilogramów suszu marihuany. Zatrważającą ilość narkotyków przewoził we własnym samochodzie osobowym.

Narkotykowy Meksyk
Prawdziwe rekordy bite są jednak poza granicami Polski. Marynarka wojenna Meksyku przechwyciła niedawno przemyt ponad tony kokainy. Przemytnicy nafaszerowali tą substancją mrożone rekiny.
Kraj ten znany jest z mafii narkotykowych, wojen między narkotykowymi baronami i ogromnej skali korupcji, skupionej wokół handlu nielegalnymi środkami odurzającymi. Miejscowi wypracowali swoje sposoby na przemyt. Narkotyki ukrywa się tam najczęściej w puszkach piwa, religijnych statuetkach oraz meblach. W tamtym roku w wojnach narkotykowych w tym kraju zginęło 2750 osób.
Łódź podwodna domowej roboty
Nie mogąc poradzić sobie z zaporową kontrolą granic Stanów Zjednoczonych, pomysłowi przemytnicy przewozili narkotyki z Ameryki Południowej do USA w łodzi podwodnej. Agenci, po odkryciu jednostki, nadali jej przydomek "Big Foot" (wielka stopa). Na pokładzie znaleziono ponad cztery tony różnych zakazanych substancji. Łódź podwodna wyposażona była w nowoczesne sonary pozwalające jej na uniknięcie radarów amerykańskiej marynarki wojennej. Załoga liczyła trzy osoby.