Fot. Stefan Romanik / Agencja Gazeta

Czego ludzie szukają naprawdę? Czego ja i ty szukamy naprawdę, nawet jeśli szukamy w złych miejscach albo w złych relacjach? Odpowiedź jest jedna: szukamy tego, co utraciliśmy! A co utraciliśmy?

REKLAMA
Spotkanie Jezusa i Nikodema
Jezus i Nikodem. Obydwaj są nauczycielami. Jezus to kaznodzieja z Galilei, cieśla, nauczyciel bez licencji i dyplomu. Nikodem natomiast to nauczyciel Izraela, faryzeusz, dostojnik żydowski. Kiedy patrzymy na nich oczami Jana, który opisał ich spotkanie, od razu zauważamy, jak się różnią. Na słowa Jezusa o konieczności narodzenia z wody i z ducha, jako warunku wejścia do Królestwa Bożego, Nikodem ze zdziwienia unosi brwi do góry. Nie wie, o czym Jezus mówi. Jestem przekonany, że większość ludzi dzisiaj zareagowałaby podobnie – uniesieniem brwi albo wzruszeniem ramion. Nowe narodzenie? Co to jest?
„Przecież chodzę do kościoła”, „Jestem ochrzczony”, „moja rodzina od pokoleń jest wierząca”, „Jestem chrześcijaninem”, „jestem Polakiem katolikiem!” – to prawdopodobne odpowiedzi. Jezus przypatruje się zdziwieniu Nikodema i drąży temat potrzeby narodzenia dalej: Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz?. To, czego uczy Jezus, nie jest jakąś teorią: mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli (J3,11). Jezus głosi to, czego jest świadkiem, czym żyje, to, czego doświadcza. Tym się różni od Nikodema. Nikodem dużo wie o Bogu (Torę zna na pamięć), dużo się modli (co najmniej trzy razy dziennie), bardzo się stara (przychodzi do Jezusa nocą), ale nie może dotknąć tajemnicy Boga. Nie ma tego czegoś!
Stąd to nieporozumienie: Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się? Jakżeż to się może stać?
Miałem ten przywilej być przy narodzinach starca! To znaczy, nie chodzi o to, że narodził się starzec, ale chodzi o to, że starszy mężczyzna, starzec właśnie, pierwszy raz w życiu wyznał wiarę w Jezusa. Zrobił to pierwszy raz nie „ogólnie”, jak to sam nazwał, ale osobiście! We własnym imieniu zaprosił Jezusa do swojego życia i do sytuacji, w jakiej znalazł się on i jego żona. Narodził się na nowo dla Boga i dla Jego Królestwa!
Kiedy piszę te słowa, zdaję sobie sprawę z tego, jak spłycony został temat nowego narodzenia. Jak dużo jest pomieszania pojęć w tej kwestii. Ile stereotypów narosło wokół niego. Język, którym się mówi o nowym narodzeniu przypomina chińszczyznę, niezrozumiałą dla normalnego człowieka.
Pewne jest jedno: Jezus nawoływał do tego, by „narodzić się na nowo”. Co On miał przez to na myśli?
Żeby to wyjaśnić, zacznę od kolejnego pytania: Za czym ludzie gonią? Czego szukają? Odpowiedzi może być wiele, ale chyba się zgodzimy na to, że wszyscy ludzie gonią za znaczeniem, za rozgłosem, za sławą, za chwałą. Chcą być szczęśliwi, chcą mieć nadzieję, pragną spełnienia. I nic. Pustka. Czasem jakiś dreszczyk emocji, czasem coś przyjemnego, a na końcu rozczarowanie. Czasem tak wielki zawód, że kończy się samobójstwem.
Czego ludzie szukają naprawdę? Czego ja i ty szukamy naprawdę, nawet jeśli szukamy w złych miejscach, albo w złych relacjach? Odpowiedź jest jedna: szukamy tego, co utraciliśmy! A co utraciliśmy? Utraciliśmy chwałę: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są… chwały Bożej. Gonimy tak naprawdę za chwałą! Potrzebujemy chwały, aby żyć pełnią życia, by mieć satysfakcję z życia. Dlaczego chwała właśnie? Wyjaśnia to Psalm 8, który opowiada o stworzeniu człowieka: Uczyniłeś go niewiele mniejszym od Boga, chwałą i czcią go uwieńczyłeś! Łał! - Chciałoby się krzyknąć! „Koroną” człowieka w zamyśle Stwórcy jest chwała. Pełny człowiek, to ktoś wypełniony chwałą. Ale człowiek stracił „koronę” czyli chwałę i to zaraz na początku. Chwała zaginęła wraz z grzechem pierwszego człowieka. Pozostała przeraźliwa pustka. Ta pustka domaga się jednak wypełnienia. Dlatego gonimy, szukamy, tęsknimy…
Zwykle nie w tych miejscach i nie w tych relacjach, które mogą dać zaspokojenie. Instynktownie jednak szukamy dalej czegoś co mogłoby nas usatysfakcjonować. Nasza natura domaga się satysfakcji! Bóg nie stworzył nas, abyśmy żyli bez Jego chwały! Jak to zdiagnozował R. Pope w Podróży: „ludzie błądzą rozdrabniając się, szukając chwały, która w najlepszym wypadku jest krótkotrwała, a w najgorszym wyniszczająca. Żyjemy uzależnieni od pochwał, władzy i przyjemności, przeskakując od jednej zabawki do drugiej, z jednej relacji w drugą”.
Prawda jest taka: jedyna rzecz, która może nam dać satysfakcję, została utracona.
Czy da się ją odzyskać? W jaki sposób możemy napełnić się chwałą? Odpowiedź jest taka: chwałę możemy odzyskać i chwałą możemy napełnić się „poprzez oddawanie Bogu chwały”. Gdybyśmy się pokusili o napisanie procedury ISO w tej sprawie, to mogłaby wyglądać tak:
1. Wyrzeknij się wszystkich fałszywych chwał i złóż nadzieję na osiągnięcie spełnienia jedynie w Jezusie Chrystusie. Weź wzór z Pawła apostoła, który uznał wszystko, co dotąd osiągnął (kasę, władzę, podziw, samozadowolenie), za śmieci. To, co się liczy, to poznanie Chrystusa (Flp3,7-9).
2. Osobiście zaproś Chrystusa do swojego życia. Nawiąż z Nim przyjacielską, żywą, relację. Pozwól Mu na realny wpływ na wszystko, co jest dla ciebie ważne: do swojego domu, do swojego małżeństwa, do twoich finansów, studiów. Resztę dopisz sam, bo ty sam wiesz najlepiej co postawiłeś w miejscu, które należy się Bogu.
3. Tak możesz osiągnąć kres poszukiwania, bo to jest …Chrystus w was, nadzieja chwały (Kol. 1,27).
4. Pielęgnuj nieustannie relację z Jezusem Chrystusem, aż do czasu, kiedy wejdziesz do Królestwa Bożego, gdzie jest pełnia Bożej chwały (J3,3).
Podjęcie decyzji
Łatwo napisać, trudniej zrobić. A to z tego prostego powodu, że niezbędnym warunkiem nowego narodzenia i stania się chrześcijaninem jest podjęcie osobistej decyzji. Ta decyzja (lub jej brak) sprawia, że albo jesteśmy nowonarodzonymi chrześcijanami, albo nie jesteśmy nimi wcale. Nie wystarczy urodzić się w chrześcijańskim kraju. Chrześcijaństwo nie jest jakąś społeczną kategorią. Tożsamość chrześcijańska rodzi się wraz z pojawieniem się obecności Jezusa Chrystusa. Nie wystarczy zgoda intelektualna na to, że Jezus jest Synem Bożym (Bogiem), który przyszedł na świat i umarł, aby stać się Zbawicielem człowieka. Nie chodzi nawet o uznanie, że jesteśmy grzesznikami i potrzebujemy Zbawiciela. To nie sprawia jeszcze, że jesteśmy chrześcijanami. Wiedza na temat osoby Jezusa, znajomość faktów związanych z Nim, to ważny krok. Prawdziwa wiara, czyli nowe narodzenie/ nawrócenie/dostąpienie łaski/ uzyskanie pewności zbawienia/odrodzenie się/ powrót – różnie to można nazwać, zaczyna sie wraz z decyzją moralną. Chodzi tu o akt zaufania! Jak to wyraził J. Stott (Chrystus i Ty): „Intelektualne przekonanie musi prowadzić do osobistego oddania”. Żeby tę myśl jakoś zobrazować, warto przypomnieć słowa Chrystusa: Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną (Ap 3,20). Ten „dom” to ludzkie serce lub dusza. Każdy z nas jest właścicielem tego domu i ma prawo nim zarządzać. Jezus nie wejdzie do niego wbrew nam, bez pozwolenia, bez zaproszenia. Taka jest jego natura. On kocha i jest niesamowicie subtelny i delikatny. Pragnie wejść do środka, ale nic na siłę. Nic brew woli właściciela. Stąd stoi u drzwi i czeka. Czasem zapuka, czasem zakołacze i czeka. Decyzja, jaką mamy podjąć jest w zasadzie bardzo prosta: zaprosić Go i pozwolić Mu wejść lub pozostawić Go na zewnątrz.
Zrób to sam!
Słowa nie mają tu większego znaczenia. Nie ma ustalonej formuły. Wystarczy zwykła modlitwa. Na przykład taka:
Panie Jezu Chryste uznaję, że jestem grzesznikiem i potrzebuję Ciebie. Wierzę, że umarłeś za mnie na krzyżu i obmyłeś mnie z moich grzechów swoją krwią. Dziękuję ci za to! A teraz zapraszam cię do mojego życia jako mojego Zbawiciela. Chcę abyś miał realny wpływ na wszystko co robię i czym żyję. Chcę ci być posłuszny i decyduję się służyć Tobie w społeczności chrześcijańskiej do końca życia.
Tak mniej więcej rodzi się chrześcijanin. Jeśli jesteś nowonarodzonym chrześcijaninem – dziękuj Bogu każdego dnia! Jeśli nim nie jesteś – zrób to sam (nikt cię nie zastąpi w tej decyzji) i najlepiej zrób to teraz. Życie z Bogiem zaczyna się z tą właśnie chwilą, a nie po śmierci. Całe twoje życie może być wypełnione chwałą! Nie zwracaj uwagi na swoje uczucia (są złudne). O nowym narodzeniu nie świadczy łopot anielskich skrzydeł ani łaskotanie w żołądku. Ufaj raczej Jego obietnicy zawartej w Piśmie świętym. On dotrzymuje słowa! Teraz masz czas by wzrastać i dojrzewać. To historia chwały, która się nie kończy. Możesz wątpić, możesz upadać, możesz jeszcze nieraz zgrzeszyć. Jedno jest pewne: Chrystus - nadzieja chwały w tobie - nie zwątpi, nie upadnie, podniesie. A zatem żyj!
Jak miło!
W bezsensie widzieć sens
W szarości znaleźć biel
W smutku szczęście ujrzeć
W życiu – coś dobrego
Nie myśl
Że nagle życie zmieniłam
Że znikł z życia bezsens
Że szarość zbielała
Że ból gdzieś zginął
Że życie cudowne
Nie
Choć myślę
Że właśnie tak się stało!
Dlaczego?
Bo spotkałam Kogoś,
Kogo – wydawało się – kochałam
Komu ufałam
W Kogo wierzyłam
Stanął na mej drodze
Jeszcze raz
Uwierzyłam znowu
Inaczej – sercem dziecka
Zaufałam
Pokochałam
I właśnie teraz z Nim
Moje życie stało się
Cudowne!