Tomasz Terlikowski i Katarzyna Bratkowska w minionym roku podgrzewali dyskusję o aborcji
Tomasz Terlikowski i Katarzyna Bratkowska w minionym roku podgrzewali dyskusję o aborcji Fot. A. Grzybowska / A. Sadowska / AG

W internecie trollem zwykło określać się osobę, która chamstwem i napastliwością podgrzewa dyskusję, by w końcu doprowadzić do kłótni. A gdyby tak trolli poszukać w świecie off-line: wśród polityków, celebrytów i komentatorów? Zobaczcie, kto według nas najbardziej zbliżył się do tytułu "Trolla roku 2013".

REKLAMA

Tomasz Terlikowski

W katolickiej publicystyce nie ma drugiego takiego trolla jak on. Idealnie odczytuje, na jakiej retoryce w danej dyskusji może popłynąć, jakich porównań użyć, by zwiększyć siłę rażenia i wywołać ferment.
Kiedy na pierwszym planie była pedofilia, wypalił, że głównym celem fundacji skupiającej ofiary księży pedofilów jest "wyciągnięcie od Kościoła kasy". Kiedy grała WOŚP, nazwał ją "neonazistowską orkiestrą". Kiedy dyskutowano o aborcji, jej obrońców określił "nowymi bolszewikami" i dowodził, że "aborcyjny Holokaust pochłania nieporównywalnie więcej ofiar niż Holokaust w III Rzeszy".
Tak to się kręci, a w każdej kolejnej awanturze, publicysta "Frondy" dodaje swoje trzy, niezwykle efektowne grosze.

Janusz Palikot

Polityczny mistrz trollingu, który, mimo że w tym roku starał się pokazać bardziej umiarkowaną twarz, kilka razy potwierdził że zasadą jego działania w polityce wciąż jest skandalizowanie i wywoływanie sztucznych awantur.
Rok zaczął z wysokiego C zastanawiając się na antenie TVN, czy Wanda Nowicka "chce być zgwałcona". Potem przez kilka tygodni dyskutowano, czy już przekroczył granicę, którą sam przesunął już naprawdę bardzo daleko, czy może jeszcze nie.
Ulubione tematy do trollingu to w jego przypadku seks i Kościół. Jako szef partii swoim nazwiskiem firmował na przykład pomysł obowiązkowych badań dla księży, którzy udzielają komunii. To była efektowne wrzutka, ale, jak to często u Palikota bywa, wywołała śmiechy i kpiny, to wszystko.
W rozmowie z Moniką Olejnik Palikota przekonywał z kolei, że wiek inicjacji seksualnych w Polsce to 14 lat, a sam pozwoliłby na seks 13, 14-latkom. Znów: skandal i oburzenie, czym Palikot, jak na politycznego trolla przystało, uwielbia się karmić.

Mariusz Max Kolonko

MaxTV to z pewnością jedno z internetowych odkryć i największych YouTube'owych sukcesów tego roku. Jednak nawet komentujący pod filmami dziennikarza internauci zauważają, że z każdym odcinkiem coraz bardziej się nakręca, dodaje coraz więcej fantazji i wykorzystuje czasem bardzo zaskakujące tezy jako wabik na potencjalnych widzów.
Dwa przypadki oddają to doskonale: we wrześniu Kolonko wysnuł teorię na temat "bomby genetycznej", czyli broni, nad którą pracują światowe rządy, a która ma eliminować przedsstawicieli danej rasy. Jeszcze przed publikacją tego odcinka podgrzewał atmosferę pisząc, że "NADCHODZI ARMAGEDDON" i sugerując, że już za chwilę ogłosi prawdę, którą skrywają przed ludźmi rządy na całym świecie. Trolling doskonały, bo choć negatywnych komentarzy było sporo, film "zebrał" prawie 400 tys. wyświetleń.
Kilka tygodni temu Kolonko poszedł tym samym tropem. Wezwał do rewizji polskich granic i przyłączenia do Polski Lwowa i Wilna. Scenariusz równie fikcyjny, co efektowny. I o to Kolonko chodzi.

Kuba Wojewódzki

Wojewódzki strollował wszystkich przy okazji awantury z "atakiem kwasem" przed siedzibą Eska Rock. Od początku sugerował, że to prawica odpowiada za oblanie go żrącą substancją (potem okazała się płynem z substancją, którą można znaleźć w papryczkach chilli czy gazie pieprzowym), co stało się pretekstem do szerszej dyskusji o polsko-polskiej wojnie, która wkracza na ulice. Komentatorzy podzielili się na dwa obozy: wrogi Wojewódzkiemu ("sam sobie winny" itp.) i przyjazny (padały nawet słowa o "faszyzmie"). I z jednej, i drugiej strony było sporo przesady.
A Wojewódzki? Konsekwentnie milczał i nie był skory do współpracy z policją, aż w końcu dziś prokuratura orzekła, że nie ma dowodów na przestępstwo. Balon pękł.

Katarzyna Bratkowska

Jej deklaracja, że w wigilię, "żeby było śmieszniej", dokona aborcji, była najgoręcej dyskutowanym tematem ostatniego tygodnia tego roku. O ciąży feministki rozmawiali wszyscy (jezuita zadeklarował nawet, że adoptuje dziecko), choć nie wiadomo, czy na potrzeby tego "manifestu" jej nie wymyśliła.
Trolling był więc wzorowy, bo po pierwsze nie dotyczył faktów, a słów, których prawdziwość trudno ustalić, a po drugie wykroczył daleko poza pierwotny temat: na końcu spierano się o samą Bratkowską (ośmieszyła feministki czy nie), a aborcja została daleko w tyle.

Internauci z konferencji Macierewicza

Akcja najbardziej zbliżona do oryginalnej definicji trollingu. Na posiedzeniu zespołu Macierewicza, kiedy próbowano połączyć się przez Skype z ekspertami, na ekranie zaczęły się wyświetlać komunikaty informujące o przychodzących połączeniach. Pojawiały się na przykład okienka z informacją, że dzwoni Władimir Putin i "PozdrawiamPanieJarku", a zdezorientowani organizatorzy spotkania mówili o "zorganizowanej akcji" i "silnej woli, by uniemożliwić zapoznanie się z materiałem".
Sabotaż konferencji Macierewicza na pewno przejdzie do historii jako jedna z największych politycznych komedii minionego roku. Żeby było jeszcze śmieszniej, polityk PiS zawiadomił w tej sprawie prokuraturę.

Inspiracją do stworzenia tego artykułu był pomysł "Guardiana", który największych trolli poszukał wśród znanych Brytyjczyków. Nominowani byli m.in. Richard Dawkins, aktor Jeremy Irons, była gwiazda reality show Katie Hopkins i zwycięzca X-Factor James Arthur. Wygrała Hopkins, która, jak uznał "Guardian", awanturę potrafi wywołać z niczego, w każdej sytuacji. CZYTAJ WIĘCEJ