Poślizgnęła się na lodzie, złamała nadgarstek i dostała 21 tys. złotych. O zimowych odszkodowaniach.
Poślizgnęła się na lodzie, złamała nadgarstek i dostała 21 tys. złotych. O zimowych odszkodowaniach. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Przyszła zima, spadł śnieg, a ludzie się przewracają. Gdzie? Na oblodzonych chodnikach, które nie zostały odśnieżone przez spółdzielnie mieszkaniowe i urzędy miasta. Często w wyniku takiego wypadku poszkodowani starają się o odszkodowanie. Dlaczego? Bo za złamaną w ten sposób kończynę, można uzyskać od kilku, do nawet kilkudziesięciu tys. złotych. Rośnie nie tylko liczba osób ubiegających się o odszkodowanie, ale także oszustów, którzy chcą je wyłudzić bezpodstawnie.

REKLAMA
– Bym się prawie zabiła – usłyszałam dziś rano wychodząc z domu i mijając kobietę, która poślizgnęła się na nieodśnieżonej nawierzchni i runęła jak długa na osiedlowy chodnik. O wypadek w trakcie zimy nie jest specjalnie trudno – to fakt. Sama przekonałam się o tym kilka minut później. Nie ma chyba osoby, która choć raz nie poślizgnęłaby się na nieodśnieżonym chodniku. Ja dotychczas miałam jednak dużo szczęścia. Mimo wielu niespodziewanych poślizgnięć, które nie raz kończyły się na ziemi, żadne nie skończyło się trwalszym urazem.
A tych do wyboru jest sporo: wszelakie złamania i urazy głowy. Czy taki człowiek może ubiegać się o odszkodowanie od zarządcy powierzchni? Może. I jak się okazuje, wiele osób próbuje ten fakt wykorzystać, coraz częściej pozorując niefortunne poślizgnięcia.
21 tys. za złamany nadgarstek
Za złamaną w ten sposób kończynę otrzymać można od kilku, do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Mieszkanka Szczecina przewróciła się na chodniku i złamała nadgarstek. Ubezpieczyciel odmówił na początku wypłacenia odszkodowania stwierdzając, że ubezpieczona spółdzielnia (która była zarządcą chodnika) nie ponosi winy za upadek. Kobieta nie ustąpiła.
Sprawę zgłosiła więc do Kancelarii Odszkodowawczej i weszła z ubezpieczycielem na drogę sądową. Swoje racje umotywowała faktem, że spółdzielnia mieszkaniowa była prawnie zobowiązana do utrzymania czystości i odśnieżania powierzchni, aby zapobiec wypadkom. Sąd podzielił zdanie pokrzywdzonej i zasądził od ubezpieczyciela dla poszkodowanej odszkodowanie o łącznej sumie… 21 tys. zł. Można? Można. Nie jest to jednak takie łatwe, jak mogłoby się wydawać.
Jak ubiegać się o odszkodowanie?
Jak więc udowodnić, że faktycznie złamaliśmy rękę przewracając się na oblodzonym chodniku? O odpowiedź na to pytanie zapytaliśmy Jacka Stasiaka z warszawskiej "Kancelarii Odszkodowania", która na co dzień zajmuje się doradztwem (także bezpłatnym) prawniczym.
Jacek Stasiak, Kancelaria Odszkodowania

Ważne jest żeby poszkodowany był w stanie udokumentować zaistnienie szkody, a przede wszystkim niewypełnienie przez zobowiązanego obowiązku odśnieżenia chodnika. Chodnik nieodśnieżony w chwili zaistnienia wypadku może przecież zostać odśnieżony, w chwilę później, w sposób idealny.

Pomimo szoku związanego z wypadkiem, należy się więc zapisać dane osobowe świadków zdarzenia, ewentualnie zaś dane osobowe osób udzielających pierwszej pomocy, policjantów lub strażników miejskich.

W przypadku braku możliwości uzyskania danych osobowych zasadne będzie utrwalenie stanu chodnika poprzez nagranie krótkiego filmu lub wykonanie kilku zdjęć za pomocą aparatu fotograficznego znajdującego się w telefonie komórkowym. To naprawdę warunek konieczny dla późniejszego dochodzenia szkody.


Do kogo zgłaszać wypadek? To zależy od tego, gdzie się poślizgnęliśmy. Jeśli jest to teren naszego miejsca zamieszkania, o odszkodowanie trzeba się ubiegać u administracji danego osiedla. Jeśli jest to natomiast teren miejski, np. przystanek autobusowy, odpowiedzialny za nieodśnieżoną nawierzchnię będzie z kolei urząd miasta.
No dobrze, mamy więc namacalne dowody naszego wypadku. Ale czy możemy sami ubiegać się o odszkodowanie? Zdaniem eksperta możemy, ale nie gwarantuje to naszego sukcesu. Najlepiej jak najwcześniej zasięgnąć rady prawnika i z jego pomocą rozpocząć całą procedurę. Nie jest to bowiem takie łatwe. Ubezpieczyciele płacić nie chcą, często podchodzą także z nieufnością do tego typu wypadków. Dlaczego? Ponieważ od kilku lat sukcesywnie wzrasta ilość osób, które pozorują wypadek, a potem ubiegają się o pieniądze.
Złamał rękę, bo zalegał z czynszem
Czy ludzie udają, aby wyłudzić pieniądze od ubezpieczyciela? Od lat. Jednak nie zawsze z sukcesem. Są ludzie, którzy połamali się zupełnie gdzieś indziej, a później pozorują wypadek na oblodzonym chodniku. – Oczywiście, że ludzie to robią. Nie jest to jednak wcale takie proste. Poza tym kosztuje to sporo zachodu. Trzeba przecież udać się do prawnika, mieć dowody na to, że naprawdę się poślizgnęliśmy i doznaliśmy urazu. Znam wiele przypadków osób rzeczywiście poszkodowanych, które nie dostały ani grosza odszkodowania. Na co więc liczyć może oszust? Moim zdaniem na niewiele – wyjaśnia w rozmowie z naTemat Stasiak.
Zdaniem eksperta dosyć często zdarza się, że ubezpieczalnie odrzucają zgłoszone roszczenia i tym samym odmawiają przyjęcia odpowiedzialności za szkodę. Powodem są zarówno czynniki niezależne np. śnieg się roztopił, a brak dowodów, jak i długa odległość w czasie pomiędzy faktem zaistnienia szkody, a datą jej zgłoszenia.
Oszuści w większości przypadków odsyłani są z kwitkiem. – Świadomość Polaków jest coraz większa. Wiedzą, że mogą ubiegać się o odszkodowanie, więc próbują to wykorzystać na wszystkie sposoby – mówi Jacek Stasiak. A co z tymi, którzy rzeczywiście się poślizgnęli i doznali urazu? Prawnicy apelują, by walczyć o swoje. Jeśli do sprawy podejdziemy profesjonalnie i odpowiednio udokumentujemy miejsce zdarzenia, istnieje duża szansa na to, że dostaniemy pieniądze. Jak duże? Tego Stasiak nie może ujawnić – To bardzo indywidualna sprawa, zależna od wielu czynników. Inne pieniądze dostanie przecież osoba, która złamała palec, jednak nie używa go w swojej codziennej pracy, zupełnie inne osoba, która używa go każdego dnia, np. gitarzysta. Rozbieżność między kwotami może więc różnić się diametralnie – mówi ekspert.
Tak czy siak, lepiej się nie przewracajmy. To przecież nic przyjemnego.