
Przyszła zima, spadł śnieg, a ludzie się przewracają. Gdzie? Na oblodzonych chodnikach, które nie zostały odśnieżone przez spółdzielnie mieszkaniowe i urzędy miasta. Często w wyniku takiego wypadku poszkodowani starają się o odszkodowanie. Dlaczego? Bo za złamaną w ten sposób kończynę, można uzyskać od kilku, do nawet kilkudziesięciu tys. złotych. Rośnie nie tylko liczba osób ubiegających się o odszkodowanie, ale także oszustów, którzy chcą je wyłudzić bezpodstawnie.
Za złamaną w ten sposób kończynę otrzymać można od kilku, do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Mieszkanka Szczecina przewróciła się na chodniku i złamała nadgarstek. Ubezpieczyciel odmówił na początku wypłacenia odszkodowania stwierdzając, że ubezpieczona spółdzielnia (która była zarządcą chodnika) nie ponosi winy za upadek. Kobieta nie ustąpiła.
Jak więc udowodnić, że faktycznie złamaliśmy rękę przewracając się na oblodzonym chodniku? O odpowiedź na to pytanie zapytaliśmy Jacka Stasiaka z warszawskiej "Kancelarii Odszkodowania", która na co dzień zajmuje się doradztwem (także bezpłatnym) prawniczym.
Ważne jest żeby poszkodowany był w stanie udokumentować zaistnienie szkody, a przede wszystkim niewypełnienie przez zobowiązanego obowiązku odśnieżenia chodnika. Chodnik nieodśnieżony w chwili zaistnienia wypadku może przecież zostać odśnieżony, w chwilę później, w sposób idealny.
Pomimo szoku związanego z wypadkiem, należy się więc zapisać dane osobowe świadków zdarzenia, ewentualnie zaś dane osobowe osób udzielających pierwszej pomocy, policjantów lub strażników miejskich.
W przypadku braku możliwości uzyskania danych osobowych zasadne będzie utrwalenie stanu chodnika poprzez nagranie krótkiego filmu lub wykonanie kilku zdjęć za pomocą aparatu fotograficznego znajdującego się w telefonie komórkowym. To naprawdę warunek konieczny dla późniejszego dochodzenia szkody.
Do kogo zgłaszać wypadek? To zależy od tego, gdzie się poślizgnęliśmy. Jeśli jest to teren naszego miejsca zamieszkania, o odszkodowanie trzeba się ubiegać u administracji danego osiedla. Jeśli jest to natomiast teren miejski, np. przystanek autobusowy, odpowiedzialny za nieodśnieżoną nawierzchnię będzie z kolei urząd miasta.
Czy ludzie udają, aby wyłudzić pieniądze od ubezpieczyciela? Od lat. Jednak nie zawsze z sukcesem. Są ludzie, którzy połamali się zupełnie gdzieś indziej, a później pozorują wypadek na oblodzonym chodniku. – Oczywiście, że ludzie to robią. Nie jest to jednak wcale takie proste. Poza tym kosztuje to sporo zachodu. Trzeba przecież udać się do prawnika, mieć dowody na to, że naprawdę się poślizgnęliśmy i doznaliśmy urazu. Znam wiele przypadków osób rzeczywiście poszkodowanych, które nie dostały ani grosza odszkodowania. Na co więc liczyć może oszust? Moim zdaniem na niewiele – wyjaśnia w rozmowie z naTemat Stasiak.
