Czy internetowe dyskusje wyprą te, które są prowadzone w świecie "rzeczywistym"? Na zdjęciu dyskusja pt. "Czy jednostka moze przeciwstawić się grupie w białostockim kinie Helios.
Czy internetowe dyskusje wyprą te, które są prowadzone w świecie "rzeczywistym"? Na zdjęciu dyskusja pt. "Czy jednostka moze przeciwstawić się grupie w białostockim kinie Helios. Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

Jarosław Dudycz, w tekście zamieszczonym na portalu "Studio Opinii" stwierdził, że w internetowych dyskusjach widzi przyszłość rodzimej refleksji o kulturze. Czy naprawdę jego teza może być uznana za kontrowersyjną? – Dzięki sieci w dyskusji mogą wziąć udział wszyscy zainteresowani, nie tylko elitarne i hermetyczne grono kilku osób – uważa Jacek Wasilewski, medioznawca z UW. – Internetowe dyskusje zapewniają większą i szybszą wymianę opinii – dodaje Adam Mazur, redaktor naczelny magazynu "Szum".

REKLAMA
W poniedziałek na portalu dziennikarskim "Studio Opinii" Jarosław Dudycz zamieścił tekst zatytułowany "To jest kraj dla dyskutujących ludzi". Pisze w nim o długiej, trwającej się przez klika dni dyskusji dotyczącej współczesnej recepcji twórczości Marka Hłaski i owianej legendą postaci samego pisarza, która toczyła się na facebookowym profilu dziennikarza "Newsweeka", Piotra Bratkowskiego (całość można przeczytać tutaj).
W swoim tekście autor zauważył, że współcześnie dyskusje o szeroko pojętej kulturze– literaturze, muzyce, kinie, teatrze czy sztukach wizualnych – toczą się głównie w internecie, często właśnie na portalach społecznościowych, wśród grupy znajomych zainteresowanych konkretnym tematem.
Dudycz zwraca uwagę na fakt, że w dobie powszechności twierdzenia, że współcześni ludzie są "miałcy i nieporadni", nie lubią myśleć a tym bardziej – zabierać głosu na jakikolwiek temat – "facebookowy profil Piotra Bratkowskiego (...) temu defetyzmowi się sprzeciwia". Dlaczego? Ponieważ ludzie na nim "żywo dyskutują i gadają", w dodatku sensownie i nie chaotycznie.
Jarosław Dudycz

Można więc chyba zaryzykować tezę, że wykonujemy pozytywistyczną robotę na przekór wszystkim maruderom, którzy twierdzą, ze w dobie Internetu, konsumpcyjnego pojmowania życia i walki o pieniądz nikomu nie będzie się chciało bezinteresownie debatować o kulturze. Nam się chce, mimo że nam nikt za to nie płaci i tłumy nas nie przeczytają, w dodatku jesteśmy w tym sumienni i rzetelni, z komentarzy, które zawsze zostawiamy w sporej ilości, można by bez wstydu złożyć dyskusję w poważnym czasopiśmie.

W swoim tekście Dobosz poruszył bardzo ważny wątek złożonych, często wielodniowych, a nawet tygodniowych dyskusji prowadzonych właśnie w sieci. To kolejne medium, dzięki któremu można wyrażać własne opinie i sądy w sposób mniej lub bardziej konstruktywny. Popularność internetowych dyskusji jest już tak duża, że powoli zaczynają wypierać te, które są prowadzone w rzeczywistości. A z pewnością – są zdecydowanie bardziej widoczne, mamy w końcu namacalne ślady ich wirtualnej obecności w postaci – chociażby – listy komentarzy na Facebooku. Mogą również zaangażować większe grono sposób, często takich, które na co dzień nigdy by ze sobą nie porozmawiały.
Wyższość internetowej dyskusji nad całym światem?
"Drzewka" komentarzy, pojawiające się pod artykułami dotyczącymi aktualnych wydarzeń społecznych czy politycznych są spotykane tak często, że aż stały się normą. Powoli taki sam status zyskują dyskusje prowadzone w gronie znajomych na portalach społecznościowych, również te, które dotyczą wydarzeń kulturalnych. Dla wielu internet stanowi płaszczyznę autoekspresji, dzięki której można dać upust swoim literackim zapędom, wyraźnie określić stanowisko w danej sprawie i prowadzić wielogodzinne polemiki, często niezwykle emocjonujące i wyczerpujące emocjonalnie.
"Facebookowym" dyskusjom często zarzuca się jałowość, miałkość, bezsensowność i retorykę opartą na wytykaniu literówek przedmówcom. Jednak Dobosz "widzi w takich rozmowach przyszłość polskiej refleksji o kulturze". To ciekawa teza, która zapewne związana jest z antyinstytucjonalną postawą autora i niechęcią do ograniczonych względem współczesnej rzeczywistości możliwości papierowej prasy. Z języka tekstu wynika również, że teza Dobosza jest refleksyjnym zapisem euforycznego zachwytu naprawdę dobrze przeprowadzoną, porywającą dyskusją. I po takiej argumentacji po prostu trudno się z nią nie zgodzić.

Przestrzeń, niezależna od czasu i miejsca

Jaką rolę w rozwoju kultury rozmawiania pełni wspomniany wcześniej Facebook?
–Internet i portale społecznościowe najzwyczajniej w świecie zapewniają przestrzeń do prowadzenia dyskusji – mówi dr Jacek Wasilewski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. Zwraca również uwagę na ten sam aspekt, o którym wspomniał Dobosz: obecnie dużo mniejszy udział w tworzeniu dyskursu dotyczącego sztuki i szeroko pojętej kultury ma prasa, która – jak niestety wiadomo – upada. – Odbiorcy ograniczają swoją aktywność czytelniczą do krótkich tekstów, głównie takich, które mają formę komentarzy czy recenzji, a sieć wspiera ten trend – mówi Wasilewski.
Czy prowadzenie zażartych dyskusji w internecie to zwiastun poważnej zmiany w percepcji kultury? Medioznawca uważa, że tak naprawdę w tej sferze nie ma nic nowego. – Technologie wcale nie są takie nowe, jak nam się wszystkim wydaje: SMS-y pełnią funkcję gołębi pocztowych, a facebook– niegdysiejszych kawiarni czy agory, jednocześnie zwiększając dostęp do dyskusji dla wielu osób – mówi.
Wasilewski uważa, że dzięki mediom społecznościowym rozmowy dotyczące literatury, kina, teatru czy sztuk wizualnych zostały pozbawione pierwiastka elitarności i ekskluzywności, zamykającej dyskurs o sztuce w czterech ścianach snobistycznej kawiarni. –Dzięki sieci w dyskusji mogą wziąć udział wszyscy zainteresowani, nie tylko wąskie grono kilku osób – mówi.
Ale z drugiej strony, czy internetowe dyskusje nie za bardzo oddalają nas od rzeczywistości? – Ależ to jest właśnie nasza rzeczywistość, ta, która jest w sieci – mówi Wasilewski. Zaznacza również, że dekada powszechności internetu to w skali kultury tylko chwila. – Oczywiście nie znaczy to, że żywiołowe dyskusje o kulturze w "rzeczywistym" świecie należą już do rzadkości. Jest masa ludzi, którzy ciągle to uskuteczniają: jednak sieć daje miejsce uczestnictwa nie tylko wąskiej elicie. I właśnie to tworzy tę nową jakość – dodaje Wasilewski.
Jednak warto się zastanowić, czy internetowe dyskusje zazwyczaj nie są tylko jałową wymianą inwektyw, epitetów i "celnych" ripost wysyłanych pod adresem przedmówcy, często całkowicie oderwanych od głównego wątku rozmowy. – Większość dyskusji jest jałowa – mówi Wasilewski. Zaznacza również, że tak jak ze wszystkim także w tym wypadku mamy do czynienia z dwojaką interpretacją zjawiska: część dyskusji jest prowadzona na poziomie, a część nie, co zależy przede wszystkim od kompetencji interlokutorów. – Rozmawiając o kulturze, tak naprawdę rozmawiamy o sobie samych – mówi medioznawca.

Bez internetu nie byłoby krytyki artystycznej

Rzeczywiście, to bardzo częsty proceder, stykamy się z tym właściwie codziennie, a średnio raz na tydzień, na dwa tygodnie mamy do czynienia z naprawdę ożywioną dyskusją na konkretny temat– mówi Adam Mazur, historyk i krytyk fotografii, redaktor naczelny magazynu "Szum". – Myślę, że internetowe dyskusje właściwie wyprzedziły te prowadzone w kawiarniach czy na wernisażach – mówi. Przyznaje – podobnie jak Jacek Wasilewski, że wernisażowe rozmowy są nadal istotną częścią środowiskowego dyskursu i z pewnością mówienie o "przenoszeniu" się dyskusji o sztuce współczesnej na portale społecznościowe byłoby przedwczesne. –Inna sprawa, że tempo i temperatura dyskusji w sieci sprawia, że mają coraz większą siłę oddziaływania – dodaje.
Adam Mazur zwraca również uwagę na wspominane wcześniej przez medioznawcę i dziennikarza "poszerzenie" audytorium dysputy. Naczelny "Szumu" zwraca uwagę na fakt, że dyskusje internetowe rozszerzają grono zainteresowanych tematem: o jednym tekście potrafi jednocześnie "rozmawiać" w sieci kilkadziesiąt osób, a przebieg dyskusji obserwuje kilka tysięcy. –Spotkanie ich wszystkich i wymiana poglądów w rzeczywistości niewirtualnej byłaby najzwyczajniej niemożliwa – mówi Mazur.
Jak Mazur ocenia popularność internetowych dyskusji o sztuce? Jednoznacznie pozytywnie. –Zapewniają intensywniejszą i szybszą wymianę opinii, a także coraz częściej wpływają na kształt debaty, oddziałują na język krytyki artystycznej, a nawet inspirują konkretne teksty – mówi.
Nasz rozmówca uważa, że dziś, w pewnym sensie, bez mediów społecznościowych i internetu nie można już wyobrazić sobie żywej krytyki artystycznej. –To właśnie w sieci trwa spór, rodzą się antagonizmy, formują sojusze konkretnych osób i grup znajomych. Myślę, że to działa ożywczo na dyskusję o sztuce uprzednio prowadzoną niemal wyłącznie w dość wąskim gronie specjalistów – mówi.
Potrzeba dyskusji jest bardzo piękna i budująca, warto rozmawiać, niezależnie od medium. A z tego co widać, dyskusje internetowe mają naprawdę sporo plusów.