Kuźmiuk (PiS) w naTemat: „Bruksela to ciężka praca i męczące podróże”. Ale zarabiacie tam 70 tys. zł miesięcznie!

Zbigniew Kuźmiuk narzeka na trudy pracy w Parlamencie Europejskim, ale zarobki tam powinny budzić uśmich. I chyba budza.
Zbigniew Kuźmiuk narzeka na trudy pracy w Parlamencie Europejskim, ale zarobki tam powinny budzić uśmich. I chyba budza. © European Union 2011 PE-EP
Zbigniew Kuźmiuk z Prawa i Sprawiedliwości powiedział mi w dzisiejszym „Bez autoryzacji”, że „nie przebiera nogami do startu w wyborach do PE”, ponieważ „to ciężka praca i męczące podróże”. Wie to z własnego doświadczenia, bo w latach 2004-2009 reprezentował nas w Brukseli. Zapomniał tylko dodać, że europosłowie dostają miesięcznie 26 tys. zł na rękę, a jeśli są zaradni (a ci z Polski są) mogą podnieść dochody do 70 tys. zł na rękę. W czasie kadencji są w stanie odłożyć od miliona do dwóch milionów złotych.


Dla większości posłów tzw. biorące miejsce na liście do Parlamentu Europejskiego to nagroda za lojalność lub zamknięcie ust wewnątrzpartyjnej opozycji. Zarobki w Brukseli kilkakrotnie przekraczają te w polskim parlamencie. Mimo to nie wszyscy palą się do emigracji. – Specjalnie mnie to nie ciągnie (…). Powiem panu, że ja nie przebieram nogami. To trudna praca i bardzo męczące dojazdy – mówił w dzisiejszym „Bez autoryzacji” Zbigniew Kuźmiuk.


Dzisiaj jest posłem Prawa i Sprawiedliwości, ale w 2004 roku z list PSL trafił do Parlamentu Europejskiego. Śmiało można powiedzieć, że żył tam jak pączek w maśle. Jak pisze w najnowszym "Newsweeku" Michał Krzymowski poseł w trakcie pięcioletniej kadencji jest w stanie odłożyć milion złotych. Jeśli jest oszczędny, nawet dwa razy więcej.


A polscy posłowie są bardzo oszczędni i znajdują nieprawdopodobne sposoby na wyciśnięcie europejskiej cytryny do ostatniej kropli. Jak pisze w "Gazecie Wyborczej" Agata Nowakowska przyjeżdżają do Brukseli w poniedziałek wieczorem, podpisują listę obecności, we wtorek rano robią to samo i wracają do Polski. W środę znowu wieczorny kurs do PE i powrót do Polski we czwartek. Piątek to najczęściej posiedzeń komisji ds. europejskich w Sejmie lub Senacie.


Każdy z podpisów zwiększa stan konta posła o 306 euro, więc w ciągu miesiąca są w stanie wyciągnąć z diet ok. 25,5 tys. zł. Do tego pieniądze na podróże, kursy językowe (najczęściej na Malcie w okresie wakacyjnym) i utrzymanie biur. Część posłów (na przykład Tadeusz Cymański) wynajmują mieszkania razem z asystentami, a jedzenie przywożą niczym studenci – w słoikach. To wszystko powoduje, że w ciągu miesiąca mogą zgarnąć nawet 70 tys. zł (nieopodatkowanego!) dochodu.

Jak widać nie wszystkim politykom to wystarcza i narzekają na trudy pracy. Bo Kuźmiuk nie jest jedyny. Michał Kamiński ogłosił, że nie będzie walczył o reelekcję. Nie tylko dlatego, że nie ma dla niego partii. Poseł zwierzał się, że męczą go ciągłe podróże samolotem, a przez ciągłe zmiany otoczenia jest wiecznie chory.

Panie i panowie posłowie! Przestańcie narzekać, a przede wszystkim przestańcie kombinować i weźcie się do pracy. Większość z nas byłaby skłonna siedzieć w brukselskim biurze pięć dni w tygodniu od rana do wieczora za 1/10 tego, co zarabiacie. I nie nazwałaby tego "ciężką pracą", tylko darem losu.