
Od tygodnia dotacja na Światynię Opatrzności Bożej wywołuje burzę w mediach. Wiele osób jest zniesmaczonych faktem, że państw w taki sposób przyznało dotację na tę budowlę. Tymczasem Jacek Żakowski na łamach „Gazety Wyborczej” pisze, by państwo wreszcie mówiło co robi i robiło co mówi, a nie pokrętnymi kanałami rozdawało pieniądze.
REKLAMA
Publicysta w swoim komentarzu przypomina historię budowy świątyni. Najpierw chcieli ją postawić posłowie Sejmu Wielkiego. Wysiłek przerwała inwazja wojsk rosyjskich. Następnie w 1921 roku ówczesny minister robót publicznych Gabriel Narutowicz podpisał ustawę, by wykonać „śluby” Sejmu Wielkiego. W tym przypadkku także Świątyni nie ukończono.
Żakowski pisze, że po raz trzeci świątynię postanowiono wybudować w 1991 roku, kiedy to senacka komisja konstytucyjna potwierdziła śluby z 1792 roku. Siedem lat później Sejm uchwalił, że „śluby złożone przed dwustu laty Naród powinien pilnie wypełnić". Tyle, że jak zauważa publicysta dopiero w 2005 roku państwo przyznało na budowę świątyni trochę funduszy. Próbowano różnych metod, by zasilić kościół i budżet budowy Świątyni Opatrzności Bożej, uważa Żakowski.
Mam wątpliwości, czy triumfalistyczny moloch jest Polsce potrzebny. Ale słowo się rzekło. Powaga państwa jest wartością zbyt cenną, by tolerować sytuację, w której parlament coś wzniośle obiecuje, a potem udaje, że nie było rozmowy CZYTAJ WIĘCEJ
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
Zdaniem publicysty państwo musi mieć odwagę powiedzieć, że przeznacza pieniądze na budowę Świątyni, a nie udawało, że tego nie robi. Żakowski nie krytykuje wyłącznie Zdrojewskiego, ale i każdego polityka, który nie potrafił szczerze i otwarcie przyznać dotacji. „Chodzi o ten konsensus. O to, by państwo mówiło, co robi, i robiło, co mówi. To jest największy deficyt polskiej polityki. I miarka się przebiera” – kończy Żakowski.
źródło: "Gazeta Wyborcza"

