Jacek Żakowski uważa, że politycy nie powinni ukrywać prób dotowania Świątyni Opatrzności Bożej, tylko oficjalnie wesprzeć jej budowę
Jacek Żakowski uważa, że politycy nie powinni ukrywać prób dotowania Świątyni Opatrzności Bożej, tylko oficjalnie wesprzeć jej budowę Fot. prKIG / youtube.com

Od tygodnia dotacja na Światynię Opatrzności Bożej wywołuje burzę w mediach. Wiele osób jest zniesmaczonych faktem, że państw w taki sposób przyznało dotację na tę budowlę. Tymczasem Jacek Żakowski na łamach „Gazety Wyborczej” pisze, by państwo wreszcie mówiło co robi i robiło co mówi, a nie pokrętnymi kanałami rozdawało pieniądze.

REKLAMA
Publicysta w swoim komentarzu przypomina historię budowy świątyni. Najpierw chcieli ją postawić posłowie Sejmu Wielkiego. Wysiłek przerwała inwazja wojsk rosyjskich. Następnie w 1921 roku ówczesny minister robót publicznych Gabriel Narutowicz podpisał ustawę, by wykonać „śluby” Sejmu Wielkiego. W tym przypadkku także Świątyni nie ukończono.
Żakowski pisze, że po raz trzeci świątynię postanowiono wybudować w 1991 roku, kiedy to senacka komisja konstytucyjna potwierdziła śluby z 1792 roku. Siedem lat później Sejm uchwalił, że „śluby złożone przed dwustu laty Naród powinien pilnie wypełnić". Tyle, że jak zauważa publicysta dopiero w 2005 roku państwo przyznało na budowę świątyni trochę funduszy. Próbowano różnych metod, by zasilić kościół i budżet budowy Świątyni Opatrzności Bożej, uważa Żakowski.
Jacek Żakowski
publicysta

Mam wątpliwości, czy triumfalistyczny moloch jest Polsce potrzebny. Ale słowo się rzekło. Powaga państwa jest wartością zbyt cenną, by tolerować sytuację, w której parlament coś wzniośle obiecuje, a potem udaje, że nie było rozmowy CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: "Gazeta Wyborcza"

Zdaniem publicysty państwo musi mieć odwagę powiedzieć, że przeznacza pieniądze na budowę Świątyni, a nie udawało, że tego nie robi. Żakowski nie krytykuje wyłącznie Zdrojewskiego, ale i każdego polityka, który nie potrafił szczerze i otwarcie przyznać dotacji. „Chodzi o ten konsensus. O to, by państwo mówiło, co robi, i robiło, co mówi. To jest największy deficyt polskiej polityki. I miarka się przebiera” – kończy Żakowski.

źródło: "Gazeta Wyborcza"