
Czy lepiej pracować z domu, blisko domu, a może spędzić czas w autobusie na dojeżdżaniu do pracy? Brytyjczycy znaleźli na to odpowiedź. Podczas corocznych badań nad 60 tys. osób pytali o czas dojazdu do pracy, poczucie szczęścia lub irytacji dnia poprzedniego oraz ogólne poczucie satysfakcji. Okazało się, że nawet kilka minut czyni olbrzymią różnicę.
REKLAMA
Czas dojazdu do pracy, a nawet środek transportu sprawia naprawdę dużą różnicę. Dojeżdżanie codziennie do pracy powoduje, że Brytyjczycy są bardziej niespokojni i nieszczęśliwi. Takie osoby mają mniejsze oczekiwania od życia i uważają je za mniej wartościowe niż osoby, która do pracy nie musi dojeżdżać, albo podróż trwa naprawdę krótko.
Im dłużej podróżujemy, tym bardziej nieszczęśliwi jesteśmy. Czy to prawda? Zależy też od formy transportu. – Szczerze bym wolał nie musieć dojeżdżać codziennie godzinę do pracy pociągiem – mówi mi Tomek, który mieszka w Sulejówku i pracuje w Warszawie. – Gdybym pracował gdzieś bliżej, to miałbym czas na więcej rzeczy. Tak to tracę sporo czasu na dojazdy komunikacją miejską.
Ograniczenia czasowe
Sam mieszkałem przez długie lata w Komorowie pod Warszawą. W miarę wygodna podróż rano, 30 minut i człowiek jest w centrum Warszawy. Wieczorem pojawiały się problemy, zwłaszcza późniejszym wieczorem. Jeśli chciałem obejrzeć po pracy mecz z kolegami to musiałem się liczyć z tym, że muszę jeszcze zdążyć na powrotne WKD. Każde spóźnienie oznaczało godzinne czekanie na następną kolejkę (dziś na szczęście tylko półgodzinne). Do tego nie mogłem tak często jak koledzy z Warszawy wychodzić wieczorami na miasto, bo od razu dochodziły koszt powrotu (lub czekanie do godzin porannych na pierwszą kolejkę).
Sam mieszkałem przez długie lata w Komorowie pod Warszawą. W miarę wygodna podróż rano, 30 minut i człowiek jest w centrum Warszawy. Wieczorem pojawiały się problemy, zwłaszcza późniejszym wieczorem. Jeśli chciałem obejrzeć po pracy mecz z kolegami to musiałem się liczyć z tym, że muszę jeszcze zdążyć na powrotne WKD. Każde spóźnienie oznaczało godzinne czekanie na następną kolejkę (dziś na szczęście tylko półgodzinne). Do tego nie mogłem tak często jak koledzy z Warszawy wychodzić wieczorami na miasto, bo od razu dochodziły koszt powrotu (lub czekanie do godzin porannych na pierwszą kolejkę).
– Dojeżdżam do pracy samochodem, i to jest super – mówi Michał. – Mam dużo swobody. Jestem bardziej mobilny. Nie muszę się martwić o to, czy ucieknie mi autobus bądź pociąg. Do tego nie zmoknę na przystanku, czekając na połączenie. To naprawdę duża różnica. Dzięki temu mam dużo czasu dla siebie i szybciej załatwiam sprawy po godzinach pracy – opowiada.
Skuter i rower powodem do szczęścia
Podobnie wysoką satysfakcję odczuwają te osoby, które korzystają z innych środków transportu, jak np. rower, czy skuter. – Dobrze byłoby, gdyby można było cały rok tak dojeżdżać – opowiada mi Agata, która w sezonie dojeżdża do pracy skuterem. – W samochodzie jesteś uzależniony od korków, a w autobusie od korków, rozkładu jazdy. Nic nie zależy od ciebie. Na skuterze nie jest tak źle, no poza pogodą – mówi mi.
Podobnie wysoką satysfakcję odczuwają te osoby, które korzystają z innych środków transportu, jak np. rower, czy skuter. – Dobrze byłoby, gdyby można było cały rok tak dojeżdżać – opowiada mi Agata, która w sezonie dojeżdża do pracy skuterem. – W samochodzie jesteś uzależniony od korków, a w autobusie od korków, rozkładu jazdy. Nic nie zależy od ciebie. Na skuterze nie jest tak źle, no poza pogodą – mówi mi.
Badania wykonane na Wyspach wykazały, że ci co pracują w domu odczuwali jeszcze większą satysfakcję z życia. Natomiast im dłużej podróżujemy, tym gorzej. – To dlatego, że długi czas dojazdu zabiera nam sporo cennego, prywatnego życia. Są osoby, które wychodzą do pracy przed siódmą rano a po dziewiętnastej lub później są dopiero w domu. Praca i dojazd do i z pracy praktycznie pochłania cały dzień, tak że człowiek nie ma już wiele czasu dla siebie, dla swoich najbliższych – wyjaśnia Agnieszka Paczkowska, psycholog z Centrum probalans.
Potwierdza to Zuzia. – Człowiek zazwyczaj pracuje 5 dni w tygodniu, gdyby na dojazdy tracił np. godzinę w jedną stronę (tak jak miałam w Londynie), wtedy 10 godzin tygodniowo przeznaczałby na podróże w tą i z powrotem do miejsca pracy. Biorąc pod uwagę skalę miesiąca mamy co najmniej 40 godzin, a to już bardzo wiele. Wolę wykorzystywać ten czas na inne przyjemności. Osobiście jadę do pracy 20 minut i naprawdę cieszę się, że jestem w domu wcześniej, szczególnie zimą gdy podróże po Warszawie są najmniej komfortowe. Niestety, wszystko ma swoje plusy i minusy, mieszkając w Londynie dojazd do pracy zajmował mi godzinę w jedną stronę, a to powodowało, że miałam codziennie dwie godziny na czytanie książek. Teraz tej możliwości nie mam a wolny czas zaoszczędzony na podróżach do pracy, wykorzystuję w mniej kreatywny sposób. Tak więc są i minusy – uważa Zuzia.
Praca z domu powodem do zadowolenia?
Okazało się, że osoby, które pracują z domu odczuwają większą satysfakcję z życia niż te, które długie godziny dojeżdżają. Przynajmniej tak wykazały badania w Wielkiej Brytanii. – Ja jednak wolę dojazdy – mówi mi Jerzy. – Dojeżdżam do pracy pociągiem pół godziny, ale to nie tak tragiczne, jakby się wydawało. Od wyjścia z domu podróż zajmuje mi 50 minut. Mam towarzystwo, no a poza tym, to mam komfort. Jak coś się zepsuje, to szybciej można sprawy naprawić będąc w biurze niż w domu – twierdzi Jerzy.
Okazało się, że osoby, które pracują z domu odczuwają większą satysfakcję z życia niż te, które długie godziny dojeżdżają. Przynajmniej tak wykazały badania w Wielkiej Brytanii. – Ja jednak wolę dojazdy – mówi mi Jerzy. – Dojeżdżam do pracy pociągiem pół godziny, ale to nie tak tragiczne, jakby się wydawało. Od wyjścia z domu podróż zajmuje mi 50 minut. Mam towarzystwo, no a poza tym, to mam komfort. Jak coś się zepsuje, to szybciej można sprawy naprawić będąc w biurze niż w domu – twierdzi Jerzy.
Dochodzi jeszcze jeden problem, na który skarżą się osoby pracujące w domu: że są mniej produktywne. – Praca blisko domu, ok, ale z domu to już nie. Wolałbym gdzieś pracować w okolicy. Nie podoba mi się fakt, że moje życie zawodowe miesza się z prywatnym. Robię co mogę by się wyrwać – opowiada Szymon.
A co uważa pani psycholog? – To już kwestia indywidualna. Są osoby, które optymalnie funkcjonują przy dużej ilości bodźców (firma) a inne, gdy bodźców mają mało. Dlatego, gdy ktoś o dużym zapotrzebowaniu na bodźce podejmie pracę w domu, może „cierpieć” z tego powodu. Są osoby zadaniowe, którym odpowiada praca w domu, i są takie które nie wyobrażają sobie pracy samodzielnej bez stałego osobistego kontaktu z innymi pracownikami. Ta druga grupa osób lepiej realizuje swoje zadania w zespołach. Jednak pod kątem ilości czasu spędzanego w podróży do pracy, może warto ten czas potraktować jako „nasz” i skorzystać z audiobook’a lub zadzwonić do znajomego, przyjaciela – być może również jedzie teraz do pracy – uważa Paczkowska.
Jeszcze jakieś plusy braku długich dojazdów do pracy? Brytyjskie badanie wykazało, że ci którzy spędzają poranek w zatłoczonym pociągu lub korku, rzadziej będą przynosić domowe obiady do pracy. Do tego częściej będą cierpiały na bezsenność i bóle w stawach. Tak więc raport tylko potwierdza jedno: długie dojazdy do pracy potrafią być udręką. Zwłaszcza, kiedy się jedzie ściśniętym jak sardynka w puszcze.
