Dawid Kwiatkowski - polski Justin Bieber. "Czasem chciałbym być znowu zwykłym nastolatkiem"

Dawid Kwiatkowski - polski Justin Bieber.
Dawid Kwiatkowski - polski Justin Bieber. Fot. Krzysztof Majak / naTemat.pl
W styczniu skończył 18 lat, ale jego życie wydaje się już być poukładane. Wie dokładnie czego chce, a woda sodowa nie uderzyła mu do głowy. A o to nie byłoby trudno, biorąc pod uwagę setki wielbicielek czy tez "wyznawczyń" Kwiatka, które przychodzą na jego koncerty. Byłem na jednym z nich i porozmawiałem z Dawidem. Fajny gość.

Godzina 17.06 – dwie godziny przed rozpoczęciem koncertu w warszawskim klubie Progresja. Pomimo zimnego i nieprzyjemnego wiatru, przed zamkniętymi drzwiami już dawno ustawiła się kolejka fanek, gotowych na każde poświęcenie, aby być jak najbliżej Kwiatka. Średnia wieku – 13 lat.

Na końcu kolejki dostrzegam dwie młodziutkie dziewczynki, 11-letnią Polę i 12-letnią Natalię. W małych, zmarzniętych nieco dłoniach trzymają plakat, który przygotowały specjalnie dla Dawida. Mają nadzieję, że być może dzięki niemu je rozpozna, bo miały go ze sobą również na koncercie w grudniu.

– To jest nasz idol i chcemy go zobaczyć znowu na żywo. Po prostu nie wyobrażam sobie, aby tu nie przyjść – mówi Natalia. Pola wyjaśnia, że przyjechały tak wcześnie dlatego, aby dostać się pod samą scenę. – Tam jest taka przepychanka i jak on zobaczy nasze twarze, to może nas skojarzy... – mówi pełna nadziei 12-latka.



Chwilę później pojawia się dwóch chłopaków, którzy przypominają inną ukochaną przez nastolatków gwiazdkę – Justina Biebera. Korzystając z wolnej chwili, część dziewczyn podbiega do jednego z nich (chyba już go nawet widziałem w jakimś programie tv) i błagają, by zrobił sobie z nimi zdjęcie. Sobowtór Justina konsekwentnie odmawia. Bieber jednak cały czas "wisi w powietrzu", bo to właśnie Dawida nazywa się często jego polskim odpowiednikiem.

Chyba nikt nie lubi być porównywanym do kogoś innego, a tym bardziej posądzanym o to, że się na kimś wzoruje. Pola i Natalia twierdzą jednak, że nie przeszkadza im porównywanie Dawida do Biebera. Dlaczego? Odpowiedź jest oczywista i godna prawdziwej fanki. – Dawidowi to nie przeszkadza, a jeśli jemu nie, to nam też – mówi Natalia.


Ale do rzeczy. Zapytałem dziewczyn, za co właściwie lubią Kwiatkowskiego. Pola twierdzi, że Dawid ładnie śpiewa, fajnie się wypowiada w wywiadach... i "jest ładny". (Tu pojawił się śmiech). – Lubimy go też za to, że dba o swoich fanów i nie jest taki laluśkowaty jak inne gwiazdy, jest rozsądny – dodaje Natalia.

Chwilę później, wraz Polą i Natalią udaje nam się wejść do środka. Wprowadza nas menadżer Dawida (bez kolejki), więc można sobie tylko wyobrazić miny widzących nas i zniecierpliwionych fanek oczekujących przed klubem. Jedna z nich daje prowadzącemu nas chłopakowi kawałek garderoby w panterkę i prosi, aby przekazał to Dawidowi i w zamian dał swoje... Serio. W międzyczasie słyszę od jakiegoś starszego szydercy: "ej, chcesz stopery do uszu?". No cóż, jak widać muzyka Kwiatka nie na każdym robi jednakowe wrażenie.

Wchodzimy na salę, w której właśnie odbywa się próba (bez stoperów). Właściwie wbiegamy, bo dziewczyny od razu pognały w stronę sceny. Udało się...


Po próbie udaje mi się wreszcie wejść za kulisy, by zamienić kilka słów z Dawidem i zobaczyć, jakim jest człowiekiem. Zastanawiam się, czy okaże się młodym karierowiczem, czy po prostu normalnym chłopakiem któremu się w życiu coś udało. Gdyby o "normalności" miały świadczyć pudełka po pizzy, które zajmowały połowę zaplecza, Dawida można by nazwać jej królem. Szybko okazuje się jednak, że polski Justin Bieber ma także coś do powiedzenia.

Twierdzi, że radzi sobie z popularnością. Między innymi dlatego, że nie zaczęła się wczoraj. Sześć lat temu zaczął prowadzić bloga, dzięki któremu od lat zyskuje nowych fanów. – Piszę o tym, o której wstałem i o której zamierzam iść spać – żartuje Dawid. Tak naprawdę blog służy między innymi do komunikacji z fanami, którzy chcą wiedzieć jak najwięcej o jego życiu.

Skoro popularność nie jest dla niego problemem, zapytałem jak radzi sobie z takim tłumem fanek. Dawid twierdzi, że piszą do niego o tym, iż nie wyobrażają sobie bez niego życia i że pomaga im spełniać marzenia. Jednak jak to w życiu bywa, idol nastolatek najczęściej ma dziewczynę, łamiąc tym samym tysiące serc... Nie tym razem. Dawid Kwiatkowski jest tak zajęty, że nie ma czasu nawet na to, aby mieć dziewczynę. – Nie mam czasu na szkołę, a co dopiero na związek – śmieje się wokalista.


– Dziś o czwartej rano przyjechałem do Warszawy. Zaraz po koncercie jadę do Bydgoszczy. Później do Torunia (albo w odwrotnej kolejności). Później wracam do Warszawy, gdzie będę miał dwie godziny na spakowanie się i lecę do Paryża na kolejny koncert... – słyszę od Dawida, który dodaje: – Mi ten tryb życia odpowiada.

Dawid ceni Justina Biebera i nie denerwują go porównywania. – W końcu on robi to co ja, czyli spełnia swoje marzenia. Ma wielki talent i dużo fanów. Jak ktoś mnie tak nazywa, to pozostaje mi tylko podziękować – mówi Kwiatek, który pierwszego stycznia wkroczył w dorosłość.


A na dojrzałość może sobie już pozwolić ze wszystkimi konsekwencjami, bo żyje już za swoje. Pieniądze, które zgromadził jeszcze do niedawna leżały na koncie i nie mógł ich dotknąć. – Teraz są już całkiem moje – mówi. – Żyję już za nie, a od tygodnia mieszkam w Warszawie – mówi. Jednak pieniądze nie pojawiły się w jego życiu od tak. Dawid oprócz śpiewu musi płacić również za swoją popularność, a ta – jak wszyscy wiemy – boli wiele osób, czego upust dają w internecie.

– Mam gdzieś złe opinie i hejty na mój temat. To, że mam je w dupie, uważam za swoją zaletę. Staram się zachować zimną krew i do wszystkiego podchodzić z dystansem. Nie jest mnie łatwo wkurzyć. Jak po pierwszych dwóch słowach widzę, że zaczyna się hejt, to przewijam i jadę dalej – mówi osiemnastolatek.


Dawid miewa jednak chwile słabości. Myśli czasem, aby nieco odpuścić i znowu zacząć być zwykłym nastolatkiem. Wie jednak, że jest to już niemożliwe. – Nawet jakbym chciał, nie ma powrotu – mówi. A o niezwykłości życia Dawida świadczy choćby to, że uczy się tylko przez internet, często w busie, kursując między kolejnymi koncertami. Ale taka jest cena kariery, którą świadomie ponosi.

– Loguję się, zaznaczam obecność. Moim celem jest matura. Nie wiem czy pójdę na studia. Zobaczę, jak rozwinie się moja kariera. Jeśli będzie kiepsko, będę uczył się dalej. Nie robię tego co robię dla pieniędzy, ale na pewno są z tego korzyści, również finansowe. Mam zresztą plan, aby otworzyć lokal w Warszawie, ale więcej nie zdradzę, bo mi otworzycie, a czegoś takiego jeszcze u nas nie ma – zapowiada Dawid i powoli zaczyna przygotowywać się do występu...

Nie zostałem do końca koncertu, ale w końcu to nie ja jestem "targetem" twórczości Dawida. Wyszedłem jednak z klubu usatysfakcjonowany, bo poznałem ciekawego i zdolnego człowieka, który wie czego chce w życiu i poświęca się w całości swojej pasji. A to, jaki efekt przynoszą jego starania, widać na poniższych filmikach. Jest moc.




Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...