
W chwili gdy w USA narasta histeria fanów muzyka związana ze świąteczną premierą dokumentalno-muzycznego filmu "Justin Bieber's Believe", gwiazdor zaskoczył wiele osób ogłaszając na Twitterze, że kończy karierę. Czy to szczere wyznanie, czy tylko prowokacja obliczona na uzyskanie rozgłosu w dniu, w którym film wchodzi w USA do kin?
REKLAMA
“Ukochani bielebersi, oficjalnie przechodzę na emeryturę” – napisał w nocy z 24 na 25 grudnia Justin Bieber na swoim oficjalnym koncie na Twitterze, wprawiając tysiące swoich fanów na całym świecie w popłoch. Mogą się oni czuć zaniepokojeni tym bardziej, że w ostatnim czasie media sporo mówiły o pogłoskach na temat tego, że młody gwiazdor jest zmęczony otaczającą go sławą i świetnie rozwijającą się karierą.
W czasie jednego z wywiadów powiedział nawet otwarcie, że po wydaniu kolejnego albumu zamierza skończyć z showbiznesem. I choć później takie gazety jak "Daily Mail" podkreślały, że to tylko plotki, ziarno niepewności w sercach jego fanów zostało z pewnością zasiane.
My beloved beliebers I'm officially retiring
— Justin Bieber (@justinbieber) December 25, 2013
Po tym, gdy młody piosenkarz ogłosił swój domniemany koniec kariery, nie wracał już na Twitterze do tego tematu. Pisał za to sporo o Świętach, składał fanom życzenia i zapowiadał wchodzący 25 grudnia do amerykańskich kin film. Wspomniał jednak enigmatycznie, że choć “media wymyślają na jego temat wiele kłamstw i chcą, by poniósł porażkę”, on nie zamierza zostawiać swoich fanów. “Bycie belieberem to styl życia” – dodał.
O co więc naprawdę chodzi Bieberowi? Przechodzi autentyczny artystyczny kryzys, czy raczej tylko zwraca na siebie uwagę, by więcej osób zobaczyło jego film?
