
Wszyscy zachwycają się Jimmy'm Fallonem i jego programem. Z zachwytem patrzymy na to, jak przez pięć minut rapuje z Justinem Timberlak'iem. Szczęka jeszcze bardziej opada, kiedy pierwsza dama Michelle Obama występuje z prezenterem i Willem Ferrelem (przebranymi za kobiety) w skeczu. Czy w Polsce by to przeszło? Raczej nie. Sami odpowiedzcie na pytanie dlaczego.
REKLAMA
Często chcemy naśladować zagraniczne stacje telewizyjne. Mamy programy śniadaniowe, reality show, czy konkursy talentów. Również mamy swoje hybrydy „late night show”, czyli talkshow, nadawanych późnym wieczorem. Jednak nasze wersje albo są mocno okrojone, albo zbyt przesadnie zrobione. Forma przerasta treść i mamy błazenadę a nie zabawę.
Ostatnio wiele osób, także u nas zachwyca się Jimmym Fallonem. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę imię i nazwisko tego prezentera, tudzież komika, by przekonać się, że w ostatnim tygodniu powstała masa tekstów na jego temat. Głównie za sprawą premiery jego najnowszego programu, gdzie nie tylko prowadzeni rozmowy z gwiazdami robi dowcipy, ale też dowcipkuje - nawet z pierwszą damą USA Michelle Obamą.
O razu zwrócę uwagę na jedną rzecz. Programy typu "late night show" najczęściej prowadzą komicy. Programy są kręcone przed publicznością, więc wiadomo, że gospodarz musi być w formie.
Z naszej strony bardzo bliski nawiązania do stylu tych programów był Szymon Majewski. Jednak najwidoczniej czegoś zabrakło jego programowi, bo jego obecność w ramówce trwała dużo krócej niż dobrych amerykański show. Czego dokładnie?
Program Majewskiego był zbyt przerysowany i za bardzo opierał się na postaci gospodarza. Choć wiadomo, że to gospodarz wymyśla gagi do swoich programów, to jednak stworzone przez niego postacie po jakimś czasie zaczęły nudzić. Ludzie powoli mieli dosyć powtarzających się schematów.
Trochę inaczej jest z Kuba Wojewódzki Show. Wciąż jest emitowany. Jednak program jest nastawiony na rozmowę. Choć czasami też za bardzo jest zwrócony na prowadzącego. W Kuba Wojewódzki Show gospodarz często za wszelką cenę próbuje udowodnić swoją wyższość nad gośćmi. Raz mu to wychodzi, raz jest ośmieszany. Trzeba od razu dodać, że wiele tych dowcipów jest prymitywnych i często obrażają osoby postronne. Niemniej jednak jego program bardziej przypadł do gustu naszym rodakom niż Majewskiego.
Inaczej mają się sprawy zagranicą. Tam podejście do telewizji jest zupełnie inne. Srebrny ekran jest traktowany jako scena do bawienia widzów, a nie do prawienia mądrości. Goście nie są od tego, by pokazać, jaki to fajny jest gospodarz, a raczej do tego, by pokazać, jakie fajne rzeczy można zrobić w danym programie. Goście, często znane osoby, wykorzystują te programy pokazać swoją ludzką stronę, a nie po to, by zmierzyć się na miny z prowadzącymi. Natomiast prezenterzy mają duży dystans do swojej roli. Nie są od tego, by „zjeść” swojego gościa. Ich celem jest stworzenie czegoś całkiem zabawnego.
Wspomniany Fallon nie jest jedynym, który potrafi „wrzucić” na luz ze swoimi gośćmi. Wystarczy obejrzeć popisy jego poprzednika w „Tonight Show” Jaya Leno. Prezenter poza zwykłymi rozmowami z gwiazdami na temat ich życia potrafił pojawiać się chociażby na planie „Przyjaciół”. Natomiast serialowi aktorzy nie mają nic przeciwko, by pożartować sobie z gospodarzem programu.
Podobnie zresztą jest z innymi gospodarzami: Jimmy Kimmelem, Conanem O'Brienem, czy Davidem Lettermanem. Każdy z nich poza zwykłymi rozmowami w studiu, na moment przeobraża się w komika i przedstawia śmieszne gagi.Gwiazdy często biją się o to, by pojawić się w ich programach. Co ciekawe, gospodarze potrafią do występów namówić nawet takie osoby, jak wspomniana wcześniej Michelle Obama. W Polsce raczej mało prawdopodobne, aby pierwsza dama dla ocieplenia wizerunku pojawiła się u Kuby Wojewódzkiego. Ludzie, zwłaszcza pewien procent wyborców, uznaliby, że to prezydentowej nie wypada.
Jest też eden atrybut, który nie zawsze jest wykorzystywany w naszych rodzimych produkcjach, a który odgrywa ważną rolę w USA. Biurko. Pełni ono rolę pośrednika pomiędzy ciut poważniejszym światem pytań, a światem komedii. To zza niego prezenter zadaje swoim gościom pytania, ale także niczym prezenter newsowy zapowiada kolejne elementy programu.
Ten element wystroju próbowali rzecz jasna skopiować producenci znanego przed dekadą programu „Wieczór z Wampirem” (następnie „Wieczór z Jagielskim”). Jednak nie do końca docenili jego rolę. Uznali to za ciekawy element wystroju i tyle. Brakowało jeszcze przerywników w postaci gagów, czy występów zespołów muzycznych, które są nieodłącznym elementem amerykańskich programów.
Na prawdziwe „amerykańskie” show, jeszcze więc chwile poczekamy. Po prostu inaczej podchodzimy do telewizji. A ktokolwiek by spróbował zrobić coś poważnego? Cóż, uznalibyśmy go za wariata.
