Przeżył blisko 400 skoków, teraz walczy o życie ze śmiertelną chorobą. "Marzę tylko o tym, aby mój syn żył"
Przeżył blisko 400 skoków, teraz walczy o życie ze śmiertelną chorobą. "Marzę tylko o tym, aby mój syn żył" YouTube.com / Tomek Kurzelewski

Trzeba wiele odwagi, aby skoczyć ze spadochronem, a tym bardziej by zrobić to blisko 400 razy, tak jak Tomasz Kurzelewski. Jeszcze więcej odwagi trzeba zaś, aby stawić czoła czerniakowi, który wkradł się w jego życie i nie pozwala mu na kontynuowanie pasji skakania. Tomasz się nie poddaje, choć jego leczenie to wydatek blisko 400 tys. złotych. I choć NFZ-u nie stać na taką pomoc, to między innymi, właśnie przyjaciele spadochroniarze nie zostawili go w potrzebie.

REKLAMA
Jeszcze do niedawna Tomek był zwykłym człowiekiem, jak ja i Ty. Skończył liceum w rodzinnym Węgorzewie, a później wyjechał do Gdańska. Tam ukończył studia na politechnice, zaczął pracować jako inżynier i jego życie układało się bardzo dobrze. Całkiem nieźle zarabiał, co pozwoliło mu oddać się pasji, która od 2009 roku pochłania ogromną część jego czasu wolnego – spadochroniarstwu.
– Z początku bardzo się bałam się tej jego pasji – mówi Bożena Kurzelewska, mama Tomka. Weszła jednak do internetu i przeczytała, co piloci piszą o skokach ze spadochronem, których Tomek ma za sobą blisko 400. – Tomek mówił, że zawsze o tym marzył, a ja dowiedziałam się, że to bezpieczny sport – mówi pani Bożena. Wówczas nie wiedziała jeszcze, że w tym samym roku w życiu Tomka pojawi się prawdziwe niebezpieczeństwo, z którym walkę umożliwi właśnie pasja do skoków...
Skok na życie
W 2009 roku u Tomka Kurzelewskiego wykryto chorobę. Zaczęło się od małego pieprzyka na prawej łopatce, który zoperowano. Wydało się wówczas, że wszystko będzie dobrze, a choroba jest zażegnana. Najważniejszym pytaniem dla Tomka było to, czy będzie mógł dalej skakać. – Lekarze powiedzieli, że jeśli po wycięciu czerniaka wyniki są dobre, to człowiek jest zdrowy i może żyć normalnie, tak jak dawniej – Wspomina jego mama. Jednak inny lekarz, który operował Tomka zasiał w niej niepokój. – Powiedział tylko "oby to nie wróciło, bo będą kłopoty" – wspomina pani Bożena.

Tomek żył jednak normalnie i niemal zapomniał o chorobie, o której zresztą nie mówił swoim kolegom spadochroniarzom. Dalej z nimi skakał, ożenił się i cieszył się życiem. Niestety, słowa lekarza sprawdziły się w sierpniu 2013 roku. Pani Bożena była wówczas we Włoszech. Gdy dowiedziała się, że w organizmie jej syna pojawiły się przerzuty, wróciła natychmiast do kraju. – Dla rodzica to jest szok. Wydawało mi się, że wszystko co najgorsze jest już za nami. Cieszyłam się, że skończył studia, że ma pracę, że jest bardzo samodzielny – słyszę od pani Bożeny.
Tomkowi udało się zakwalifikować do programu, który gwarantował mu otrzymywanie chemii niestandardowej. Okazało się jednak, że nawet ona nie podziałała. Nikt nie chciał podjąć się zoperowania czerniaka. Jedyną szansą dla Tomka był lek o nazwie Ipilimumab. To światełko w tunelu zostało przygaszone w momencie, gdy okazało się ile kosztuje jego leczenie - 381 tys. złotych, a więc mniej więcej tyle, co nowe Porsche.
– Byliśmy w szoku – mówi pani Bożena. Przyszedł czas, kiedy wszystkie ręce musiały znaleźć się na pokładzie. Koledzy spadochroniarze, którzy do tej pory nic nie wiedzieli o śmiertelnej chorobie Tomka, musieli zacząć działać. On sam dalej chciał skakać, ale tym razem lekarz już mu na to nie pozwolił. Zaczęła się bowiem walka o jego życie i to właśnie choroba musiała wyjść na pierwszy plan.
Pomoc, jak spadochron z nieba...
Narodowy Fundusz Zdrowia powiedział jasno, że nie ma pieniędzy na leczenie Tomka. – Toczyłam z nimi prawdziwą wojnę – mówi pani Bożena. Ta jednak na nic się nie zdała. I tu przyszła pora na prawdziwą pomoc, którą bez wahania zaoferowali koledzy Tomka. Okazało się, ich pasja do skakania łączy ich nie tylko w powietrzu i gdy wszystko jest dobrze, ale również wtedy, gdy jednego z nich spotyka nieszczęście.
Dzięki mobilizacji miłośników skoków spadochronowych, przyjaciół, mieszkańców Węgorzewa i wielu nieznajomych, akcja zbierania pieniędzy na leki dla Tomka rozkręciła się na dobre. Utworzone zostało specjalne konto, na które zaczęły wpływać pieniądze z całego świata. – Wszyscy byli w szoku, łącznie z lekarzami. Tak ogromną kwotę udało się zebrać w trzy tygodnie. Pierwszą dawkę leku udało się podać już 31 grudnia 2013 roku.
Bożena Kurzelewska
Mama Tomka Kurzelewskiego

Pieniądze udało się zebrać dzięki spadochroniarzom z całego świata. To wstyd dla Polski, to co się dzieje. Bo teraz ludzie wiedzą, że nie ma pieniędzy na taki lek. Lekarze nie chcą go podawać, bo wiedzą, że mogą nie odzyskać pieniędzy.


Okazuje się jednak, że kwestia pieniędzy nie jest największym problemem, pomimo iż Tomkowi potrzeba aż czterech dawek. W styczniu pojawiła się następna druzgocąca informacja o przerzutach do głowy. Trzeba było natychmiast wykonać operację w Szczecinie, a później kolejną. Radioterapia bowiem nie niszczy guzów w głowie, jedynie operacja. W styczniu Tomek przyjął też drugą dawkę leków, a 14 lutego trzecią. Następną, ostatnią ma przyjąć 7 marca czyli za tydzień.
logo

Co będzie dalej?
Pani Bożena ma cały czas nadzieje, że wszystko będzie dobrze i choroba po prostu minie. Lekarze mówią zaś, że "trzeba leczyć", pomimo, że choroba jest zaliczana do chorób nieuleczalnych. – Znam pewną panią, która choruje na to samo, miała już 16 operacji i wciąż żyje z czerniakiem. Mamy z nią kontakt i ona twierdzi, że takich osób jest bardzo dużo – mówi pełna nadziei mama Tomka.
Pani Bożena powiedziała, że mogę napisać do jej syna na Facebooku, który chętnie odpisuje wspierającym go osobom. Niestety, gdy się odezwałem, odpisała mi pani Bożena:
Bożena Kurzelewska
Skok po życie - pomóż Tomkowi Kurzelewskiemu!

Panie Krzysztofie, jestem mamą Tomka. Przepraszam ale dzisiaj popsuły nam się humory wynikiem rezonansu,mieliśmy nadzieję że ten gad się wyciszy... Może za kilka dni Tomek coś do pana napisze. Bożena Kurzelewska.


Nie udało mi się zapytać Tomka, jakie są dziś jego marzenia, choć tego można się domyślić. Pani Bożena mówi zaś bez wahania. – Moje marzenia to tylko aby mój syn żył i żeby wrócił do swoich ukochanych skoków. Ja więcej marzeń już w życiu nie mam. Chcę, aby żył... – słyszę od mamy Tomka Kurzelewskiego.
Zobacz profil Tomka na Facebooku: Skok po życie - pomóż Tomkowi Kurzelewskiemu!
logo
Tomasz Kurzelewski Facebook / Skok po życie - pomóż Tomkowi Kurzelewskiemu!