
Cały świat wydaje się być zaskoczony tym jak bezpardonowo i arogancko zachowuje się w sprawie Ukrainy Władimir Putin. Ale czas, by z szeroko otwartych ust wydobyły się słowa zapowiadające konkretne konsekwencje, jeśli Rosja zdecydowałaby się na inwazję. Poza tym potrzebne jest także intensywne doradzanie Ukraińcom, by nie powinęła im się noga.
Wykorzystując fakt, że wspólna polityka zagraniczna Unii Europejskiej to nadal bardziej hasło, niż realnie działający twór, Rosja sprawdza, jak mocno może naciągnąć strunę w sprawie Ukrainy. Wydana w sobotę zgoda na interwencję wojsk rosyjskich na Krymie to nic innego jak sprawdzanie szybkości działania unijnych polityków i próba maksymalnego zdestabilizowania sytuacji na Ukrainie.
Dlatego konieczne jest, by zaskoczone i nieco osłupiałe z wrażenia europejskie elity polityczne zaczęły działać. Bo zwołanie na poniedziałek spotkania unijnych ministrów spraw zagranicznych jako żywo przypomina zwołanie przez Bronisława Komorowskiego Rady Bezpieczeństwa Narodowego na szósty dzień po usunięciu Wiktora Janukowycza.
Unia musi reagować na wydarzenia, które dzieją się pod jej granicą szybciej. Podobnie NATO, które wobec Ukrainy nie ma żadnych zobowiązań, ale nie może udawać, że sytuacja w tym kraju nie wpływa na sygnatariuszy Paktu. Szczególnie zaniepokojone mogą być kraje bałtyckie, ale też Rumunia, Bułgaria czy Albania.
Aby pokazać Władimirowi Putinowi, że nie tylko on może być skuteczny w tej psychologicznej wojnie nerwów, nie wystarczy "wyrazić głębokiego zaniepokojenia" czy "nawoływać do uspokojenia sytuacji", co na wyścigi robią politycy. Powinno się przedstawić katalog konkretnych sankcji, które mogą czekać Rosję po inwazji na Ukrainę.
To byłby ruch na poziomie dzisiejszej decyzji Rady Federacji - groźba za groźbę. Ale na tym powinno się skończyć, by nie dawać Putinowi konkretnych argumentów za wydaniem rozkazu "Na Krym!".
Całą listę działań, które może podjąć NATO przedstawia w "Foreign Policy" emerytowany admirał Stavridis. Proponuje, by do obserwacji rozwoju sytuacji zaprząc wszelkie środki wywiadowcze pozostające w dyspozycji NATO (satelity, drony i szpiegostwo w sieci), postawić w stan gotowości 25 tys. żołnierzy sił szybkiego reagowania czy wreszcie doradzać władzom w Kijowie jak powinny reagować na kolejne działania Moskwy.
Świat tymczasem zastanawia się, czy Barack Obama odwoła swój wyjazd na szczyt G8 w Soczi. Istnieje obawa, że to może być najdalej idąca konsekwencja, jaka może spotkać Rosję za inwazję. Bo jak pokazała historia Ameryka ma problem z wymaganiem na Rosjanach przestrzegania prawa międzynarodowego. Może dlatego, że sama często je łamie albo co najmniej nagina. A wiadomo, że konsekwencje dyplomatyczne nie powstrzymają Rosji.
Peter Baker
publicysta "The New York Times"
Poza działaniami skierowanymi bezpośrednio do rosyjskich władz Zachód musi także nieustannie kontaktować się z ukraińskimi liderami. Nowa ukraińska władza stanęła w obliczu wielkiego i trudnego wyzwania. Jej partnerzy z UE i NATO powinni robić wszystko, by Jaceniuk, Turczynow i inni mu podołali. By nie zabrakło im zimnej głowy i stalowych nerwów.
Bo chociaż to Putin naciąga strunę, przerwać ją mogą Ukraińcy. A tego nie chcą ani oni, ani my.
