Mini przewodnik po street foodzie. Na pierwszy ogień: Tajlandia

Dania kuchni azjatyckiej i dalekowschodniej często wymagają wielu godzin pracy, różnorodnych składników i wprawy kucharza. Robienie w domu takich potraw, jak na przykład indonezyjski, mięsny gulasz rendang to wielogodzinna, dość żmudna praca, szczególnie dla początkującego kucharza. Najbardziej opłaca się przygotować dużą ilość naraz. Dlatego większość budek i stanowisk ze street foodem w najciekawszych miejscach Azji specjalizuje się w jednym daniu, lub co najwyżej kilku jego wariacjach. Postanowiliśmy stworzyć krótki przewodnik po najlepszych miejscach na uliczne jedzenie w Azji. Na pierwszy ogień Tajlandia.



Nie od dziś wiadomo, że tajskie jedzenie nie ma sobie równych. Jest powszechnie uwielbiane w całych Stanach Zjednoczonych, dokąd przyjechało razem z uchodźcami. Nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, co można dostać w tak zwanych „chińczykach”. W Warszawie do niedawna tamtejszej kuchni można było spróbować tylko w jednej, eleganckiej restauracji.



Przy Khao San Road w Bangkoku będzie można coś przekąsić o każdej porze dnia i nocy. Od tradycyjnych, tajskich dań, przez hinduskie placki rotti, szaszłyki, kebaby, aż do słodkich ciasteczek i naleśników z nutellą. Tutejsze smaki będą raczej znośne dla podniebienia europejskiego podróżnika, co nie znaczy, że nie trafimy na nic niezwykłego.

Mekką poszukującego kulinarnych wrażeń podróżnika powinno być jednak tutejsze Chinatown, szczególnie w godzinach wieczornych, kiedy temperatura staje się bardziej znośna i maleje ruch samochodowy. Miejscowi wychodzą wtedy z domów spotkać się ze znajomymi przy ulubionym stanowisku i nabrać energii na nadchodzącą, mniej lub bardziej szaloną noc.




Najlepiej od razu wybrać się na ulicę Yaowarat. Tam znajduje się T&K Seafood, knajpa raczej paskudna jeżeli chodzi o wystrój, ale genialna, jeżeli chodzi o serwowane jedzenie. Prowadzą ją bracia o imionach Toy i Kid – stąd inicjały w nazwie. Jest tutaj zawsze pełno ludzi. Podobno nigdzie w mieście nie zjecie lepszych owoców morza.

Bardzo popularnym wśród miejscowych stoiskiem jest Kuay Jab Nai Huan, w którym serwowana jest tylko zupa Kuay Jab. Non stop, od wczesnego wieczoru do późnej nocy. W ostrym, egzotycznym bulionie pływa domowy makaron ryżowy i kawałki smażonej wieprzowiny. Nie da się dostać miski bez stania w kolejce przez dobrych kilka minut. Cena? 40 batów, czyli około 3,70 zł. Trzeba będzie zjeść ją raczej na stojąco - stoliki tylko dla szczęściarzy.



Obowiązkowy, sztandarowy Pad Thai (prawdopodobnie najlepszy na świecie) zostanie nam podany w Thip Samai przy Maha Chai w Bangkoku. Trudno opisywać tutejsze smaki bez konkretnych ilustracji. Żeby lepiej poczuć klimat Tajlandii, warto obejrzeć, jak daje sobie radę z tutejszym poziomem ostrości Ishai Golan w programie National Geographic „Street Food Around the World”. Pod koniec filmu zagląda on właśnie do Thip Samai, gdzie przygląda się dokładnie procesowi powstawania tego niezwykłego dania.



W mieście Chiang Mai w północnej Tajlandii działa powoli już słynny, weekendowy targ uliczny. To miejsce będzie rajem, ale tylko dla tych, którzy potrafią odnaleźć się w wielkim tłumie krzyczących do siebie w obcym języku handlarzy. Pomiędzy mnóstwem stoisk z pamiątkami, figurkami i obrazami, można trafić na naprawdę fantastyczne budki z jedzeniem. Łatwo będzie znaleźć grillowane w lokalnych przyprawach szaszłyki, przeróżne zupy, a także świeże owoce morza.



Koniecznie trzeba spróbować także słodyczy: Khao niew bing, czyli słodkiego ryżu, grillowanego w bananowych liściach i i-dtim mat phrao, czyli kokosowych lodów, które podawane są w kokosowej skorupce, często z raczej niespodziewanym dodatkiem np. kukurydzy lub prażonych orzeszków.

Niektóre dania kuchni tajskiej są możliwe do wykonania w domu. Dość prosta jest np. popularna zupa Tom Kha Gai (lub po prostu Tom Kha, którą ja przygotowuję bez mięsa). Nie da się jednak w domu odtworzyć smaku, które mają potrawy zrobione przez wyspecjalizowanych tajskich kucharzy z naprawdę najświeższych składników. Zarówno jedzenie, jak i mieszkanie w Tajlandii, może by bardzo tanie.

Za sam przelot z Warszawy zapłacimy jeszcze w marcu około 1900 zł.



Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
JANDA 0 0Kremy z kolagenem: nie bierz pierwszego lepszego. To skomplikowany składnik
WYWIAD 0 0Dlaczego faceci nie chcą seksu. Seksuolożka wylicza powody i radzi, jak to zmienić
0 0Słynna fabryka ogłasza zwolnienia grupowe. Miśnieńska porcelana walczy o przetrwanie
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Maska opadła". PiS szuka pieniędzy na swoje obietnice. Oto gdzie wszyscy za nie zapłacimy
0 0Zdrojewski "chlapnął" o jedno zdanie za dużo. PO odcięła się od jego słów