Podobno najlepsze jedzenie na świecie. Malezja

Malezja to ojczyzna fusion. Tutejszy street food uchodzi za najlepszy na świecie. To właśnie tutaj, od wielu wieków spotykały się kuchnia indyjska, chińska i japońska. Do malezyjskich portów przybijali handlarze z różnych krajów i regionów, przywożąc unikalne składniki i przepisy. Swój wpływ na lokalną kuchnię mieli także najeźdźcy. Później malezyjscy kucharze interpretowali zagraniczne dania na nowo, po swojemu. W ten sposób powstała niezwykła kuchnia, której dania są zachwycające nawet dla wymagających podniebień największych szefów kuchni.



W Malezji uliczne jedzenie jest ogromnie popularne i uważane powszechnie za jeden z najlepszych sposobów na poznanie i zrozumienie lokalnej kultury. Chińskie kluseczki i pierożki, zinterpretowane na nowo przez tutejszych kucharzy, dogadują się dobrze z inspirowanymi kuchnią tajską daniami z woka i indyjskim curry.


Warzywna laksa to moja ulubiona zupa. Malezyjczycy często jedzą ją na śniadanie. Jest bardzo sycąca i pełna smaku. Spróbować jej można w warszawskich restauracjach, jednak nie udało mi się jeszcze trafić na wersję przyzwoicie oddającą honor tej zupie.


Do jej przygotowania potrzebna jest specjalna pasta, którą najlepiej zrobić samodzielnie ze świeżych składników, do tego bulion, mleko kokosowe, makaron ryżowy i dodatki. Popularne w oryginalnej wersji będą kiełki fasoli mung i jajko na twardo. Przeżycie bardzo trójwymiarowe.




Zupa jest jednocześnie kremowa, pikantna, słodka i odświeżająca. Nigdzie nie będzie smakować tak, jak na ulicznym targu, ale można spróbować odtworzyć jej podstawową wersję w domu. W Warszawie potrzebne składniki znajdziemy na zapleczu u Wietnamczyka w Hali Gwardii. Jest trochę klimatu! Panang Laksa zajmuje zawsze wysokie miejsce w rankingach najlepszych dań świata. Jest to rybna wersja tej zupy. Podobno nawet lepsza. W każdym razie tak twierdzi Tony.



Nasi Lemak to inna, ogromnie popularna pozycja śniadaniowa. Anthony Bourdain uważa, że właśnie to danie sprawiło, że zakochał się w malezyjskiej kuchni. Ryż jest gotowany w wodzie ze sporym dodatkiem mleka kokosowego, kawałkiem trawy cytrynowej i liściem pandam, które równoważą ciężar tłustego i słodkiego kokosa.

Ryż podawany jest ze świeżym, ostrym sambalem i dodatkami – najczęściej jajkiem, suszonymi rybkami i świeżym ogórkiem. Ryż może być też grillowany w liściu bananowca. Wtedy śniadanie odpakowuje się troszeczkę jak pyszny prezent i jest to doświadczenie prawie mistyczne. Można to danie łatwo odtworzyć w Polsce, chociaż trochę traci bez dodatku (naprawdę trudno dostępnego) liścia pandam.



W George Town, na wyspie Panang panuje fantastyczny, jedyny w swoim rodzaju klimat. To tutaj należy się wybrać poszukując kulinarnych doznań. Kuala Lumpur jest ogromnym, bardzo dynamicznie rozwijającym się, ciekawym miastem, w którym znajdziemy ogromnie dużo atrakcji. Jednak to właśnie w George Town zadomowili się najlepsi uliczni kucharze, którzy trudnią się swoją sztuką w wielu przypadkach naprawdę od pokoleń.

Na wyspie Panang wciąż wyplata się ręczne kosze i robi kadzidła. Zachowało się tutaj autentyczne rzemiosło w swoim najlepszym wydaniu. Kucharze i właściciele (nawet luksusowych) restauracji, często sami odwiedzają swoich dostawców i wybierają najlepsze składniki. Ogromna konkurencja sprawia, że każdy musi dbać o swoje sekrety i udoskonalać swoją specjalizację.

Najdłuższe kolejki ustawiają się po miskę fantastycznej rybnej laksy w Kedai Kopi Sin Hwa przy 329 Jalan Burma. Knajpka została wyróżniona w doskonale zrealizowanym przewodniku Guardiana po tanich miejscówkach w Panang. Selekcja autora jest bardzo trafiona, a więc polecam przejrzeć jego propozycje. Malezyjskie smaki potrafią być zaskakujące dla europejskiego podniebienia, ale są pięknie skomponowane i mają niesamowite zapachy. Naprawdę warto spróbować! Na majówkę polecimy za około 3300 zł