Przyznanie Michałowi Kamińskiemu "jedynki" w lubelskim wywołało oburzenie wśród miejscowych polityków
Przyznanie Michałowi Kamińskiemu "jedynki" w lubelskim wywołało oburzenie wśród miejscowych polityków fot: Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Przelała się czara goryczy. Członkowie Platformy Obywatelskiej przestali tolerować przyjmowanie w partyjne szeregi byłych członków Prawa i Sprawiedliwości. Po przyznaniu Michałowi Kamińskiemu „jedynki” na liście wyborczej do Parlamentu Europejskiego Agnieszka Smreczyńska-Gąbka, która zrezygnowała z kandydowania.

REKLAMA
Na początku marca władze lubelskich struktur PO zatwierdziły listę wyborczą do Parlamentu Europejskiego. Wśród nich znalazły się osoby związane z regionem, jak Smreczyńska-Gąbka, czy wicemarszałek województwa Krzysztof Grabczuk. Tymczasem w ubiegłym tygodniu władze krajowe bez żadnych konsultacji przyznały „jedynkę” Michałowi Kamińskiemu.
Były spin-doktor PiSu nie ma nic wspólnego z województwem lubelskim. Jest „spadochroniarzem”, który miejsce na liście PO do PE otrzymał w nagrodę za przejście na stronę Donalda Tuska. To nie pierwszy raz, kiedy premier przyznaje dawnemu rywalowi politycznemu korzyści. Takich posłów w przeszłości było więcej.
Jednak tym razem ktoś powiedział „Dosyć”. Bizneswoman związana z województwem lubelskim Smreczyńska-Gąbka zrezygnowała z miejsca na liście. Natomiast jeden z prominentnych działaczy PO w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” mówił, że pomysł jest fatalny, a lubelskie jest traktowane jak śmietnik.
Decyzję premiera o przyznaniu Kamińskiemu "jedynki" próbował usprawiedliwiać rzecznik rządu Paweł Graś. „Zaprawdę więcej radości z jednego nawróconego grzesznika, który się opamiętał, niż z 99 sprawiedliwych, którzy się nie opamiętali"? My obserwowaliśmy od jakiegoś czasu ewolucję Michała Kamińskiego, która niewątpliwie następowała”. Pytanie tylko, czy politycy z regionu cieszą się z faktu, ze „nawrócenie” przyszło ich kosztem.

źródło: "Gazeta Wyborcza"