
Mówiąc o wynikach krymskiego referendum, Władimir Putin wspomniał o prawie do samostanowienia się narodów. Poruszony przez prezydenta Rosji temat podchwycił Leszek Miller, proponując, by o swojej przyszłości mogli zadecydować w drodze głosowania także mieszkańcy Czeczenii...
REKLAMA
Leszek Miller zauważył, że działania Władimira Putina, który przyłączył Krym i miasto Sewastopol do Rosji, są niebezpieczne, ponieważ podważają stałość granic państwowych, co zagraża także Polsce. Niebezpieczeństwo dla wschodniej granicy Polski może stwarzać nie tylko Moskwa, ale i ukraińska partia Swoboda, której przedstawiciele wysuwali już roszczenia terytorialne względem zachodniego sąsiada Ukrainy.
Przewodniczącego SLD nie przekonały przy tym tłumaczenia Putina, który oznajmił, że w przypadku Krymu mamy do czynienia z "samostanowieniem się narodu". Miller uważa, że jeśli prezydent Rosji naprawdę tak bardzo ceni sobie prawo do samostanowienia, to powinien dać temu wyraz, organizując stosowne referenda w Czeczenii oraz innych "zapalnych" regionach Federacji.
– Uważamy, że jeżeli dla prezydenta Putina prawo narodu do samostanowienia jest takie ważne, to niech zorganizuje referendum w Czeczenii czy też w innych krajach, które od dłuższego czasu domagają się samostanowienia – powiedział Miller.
Miller nie jest również zadowolony z zachowania Unii Europejskiej. Gdy Putin „tworzy fakty”, ta zajmuje się bowiem wydawaniem kolejnych "rezolucji i oświadczeń", z których niewiele wynika. W takich warunkach – jak podkreślił były premier – Polska powinna mądrze wydawać środki przeznaczone na armię, zaopatrując się zarówno u różnych producentów zagranicznych, jak i rozwijając własny przemysł zbrojeniowy.
– Wygląda na to, że Putinowi nie przeszkadzają sankcje wobec Rosji. Szkoda, że Polska nie występuje z żadnymi własnymi inicjatywami dotyczącymi kompromisu, tylko stawia się w roli komentatora decyzji innych podmiotów. Jako szef partii opozycyjnej liczę na to, że premier Tusk przejawi aktywność i wysunie jakieś propozycje. (...). Potrzebny jest jakiś kompromis dyplomatyczny, ale nie sankcjonujący faktów dokonanych, bo to jest zawsze droga donikąd – dodał Miller.
