
Co z tego, że do Polski ma przyjechać Barack Obama? Nieważne, że zagrają Rolling Stonesi. I tak obchody 25 rocznicy wyborów czerwcowych będą nudne jak flaki z olejem. Nie potrafimy się cieszyć. Nasze uroczystości bardziej przypominają PRL-owskie akademie niż prawdziwe świętowanie. Czy to dlatego, że nie mamy dumy narodowej? Mamy, ale widocznie nie potrafimy jej pokazywać. Pora coś zmienić!
REKLAMA
Nie ma to jak świętować w polskim stylu. Zwłaszcza, kiedy to ważna uroczystość. Niestety. Święto Niepodległości przypomina bardziej stypę, niż radosną imprezę z okazji wyswobodzenia się narodu. 15. rocznica przystąpienia do NATO wyglądała jak nudna akademia. Dlaczego więc mamy oczekiwać, że 25. rocznica wyborów czerwcowych ma się czymkolwiek różnić?
Nie muszę powoływać się na jakieś znajomości w urzędach, by powiedzieć, że dokładnie wiem, jak będą wyglądały te uroczystości. Będą nudne. Wiecie, jak to wyjdzie? Barack Obama, który już na pewno przyleci do Polski, powie "cześć", przypomni nam, jakie to było ważne wydarzenie, i że pojął to dopiero, kiedy leciał do nas samolotem. Do tego czasu ważniejszy był dla niego Mur Berliński. Coś doda od siebie Bronisław Komorowski oraz Donald Tusk (wspomną czasy opozycji, powiedzą na kogo głosowali). Może dołączy do nich kilku zasłużonych opozycjonistów.
Pod wieczór (o ile dobrze pójdzie) Mick Jagger i spółka zagrają koncert, podczas którego elita naszych władz będzie pogowała pod sceną. Następnego dnia gazety napiszą o „luzackich politykach śpiewających I can't get no satisfaction”. Ewentualnie dojdzie jakiś skromny pokaz fajerwerków. I tyle. Szkoda, ale taka jest nasza szara, polska rzeczywistość.
Świętowanie z pompą, po Brytyjsku
A naprawdę można świętować, i to w świetny sposób, zarówno na najwyższym szczeblu władz, jak i najniższym. Wystarczy spojrzeć na kraj, w którym mieszka sporo Polaków, Wielką Brytanię. Tam uroczystości są naprawdę ciekawe i przyciągają sporą uwagę jej mieszkańców. Nie ograniczają się jedynie do przemówień, bo te mogą się szybko znudzić. Zamiast tego jest mnóstwo różnych wydarzeń, które potrafią zgromadzić tysiące osób, a także przyciągnąć kolejne miliony przed ekrany telewizorów. Oczywiście można się kłócić, że tam mają tradycje, inne społeczeństwo. Jednak i my możemy się zmienić.
A naprawdę można świętować, i to w świetny sposób, zarówno na najwyższym szczeblu władz, jak i najniższym. Wystarczy spojrzeć na kraj, w którym mieszka sporo Polaków, Wielką Brytanię. Tam uroczystości są naprawdę ciekawe i przyciągają sporą uwagę jej mieszkańców. Nie ograniczają się jedynie do przemówień, bo te mogą się szybko znudzić. Zamiast tego jest mnóstwo różnych wydarzeń, które potrafią zgromadzić tysiące osób, a także przyciągnąć kolejne miliony przed ekrany telewizorów. Oczywiście można się kłócić, że tam mają tradycje, inne społeczeństwo. Jednak i my możemy się zmienić.
Zacznijmy może od Królowej Elżbiety i imprez, które towarzyszą każdemu jej jubileuszowi. Tylko z okazji jej urodzin odbywa się co roku Trooping of the Colour. Przebieg uroczystości zawsze jest taki sam. Królowa wyrusza z pałacu Buckingham na czele kampanii reprezentacyjnej (Household Division) oraz królewskiej artylerii konnej (King's Troop). Dawniej monarchini sama dosiadała konia, ale w ostatnich latach prowadzi wojska siedząc w karecie.
Następnie na dziedzińcu przed barakami królewskiej artylerii wybrany regiment przy dźwiękach orkiestry wojskowej (500 muzyków) daje pokaz musztry. Na koniec wszystkie oddziały defilują przed królową. Trooping of the Colour to nie jedyne wydarzenie z okazji urodzin Królowej, bo jeszcze mamy masę różnych większych imprez w całym kraju, a także za granicą. Są pokazy fajerwerków, odbywają się różne koncerty – przynajmniej tym się nie różnimy.
Co do okrągłych rocznic, to tu wystawność jest znacznie większa. W nieodległej przeszłości, zaledwie dwa lata temu, Brytyjczycy byli świadkami wielkiego pokazu łodzi na Tamizie, z okazji 60. rocznicy panowania Królowej. 3 czerwca 2012 roku ponad 670 łodzi, na czele których stanęła monarchini, w specjalnie przygotowanym okręcie, popłynęło w dół Tamizy z mostu Wandsworth do Tower Bridge. Według księgi rekordów Guinnessa była to największa tego typu flotylla w historii.
Zaraz usłyszę, że Diamentowy Jubileusz to coś ważniejszego, niż 25 rocznica wyborów czerwcowych. Dlatego przypomnę, że równie hucznie był świętowany Srebrny Jubileusz Królowej. Brytyjska monarchini poprowadziła paradę przez Londyn, a na trasie przemarszu stanęło ponad milion jej poddanych. Do tego w całym kraju odbywało się mnóstwo przyjęć zarówno organizowanych przez lokalne samorządy, jak i zwykłych obywateli, by uczcić 25 lat panowania Królowej.
Nie tylko uroczystości państwowe są ważne
Dobra, ale poza Królową, jest tysiąc innych wydarzeń, podczas których Brytyjczycy okazują swoją dumę narodową. Co roku w Londynie odbywa się istniejący od prawie 120 lat festiwal muzyczny – The Proms. Powstał po to, by ubożsi mieli okazję posłuchać muzyki klasycznej za niewielką cenę, ale także nie byli zobowiązani do noszenia formalnych strojów wyjściowych.
Dobra, ale poza Królową, jest tysiąc innych wydarzeń, podczas których Brytyjczycy okazują swoją dumę narodową. Co roku w Londynie odbywa się istniejący od prawie 120 lat festiwal muzyczny – The Proms. Powstał po to, by ubożsi mieli okazję posłuchać muzyki klasycznej za niewielką cenę, ale także nie byli zobowiązani do noszenia formalnych strojów wyjściowych.
Ostatniej nocy ośmiotygodniowego cyklu koncertów odbywa się wielki koncert, podczas którego śpiewane są brytyjskie pieśni patriotyczne jak „Rule Britannia”, „Jerusalem”, „Land of Hope and Glory”, czy „God Save the Queen”. Ponadto w całym kraju jest mnóstwo imprez towarzyszących, w których uczestniczy dziesiątki tysięcy ludzi. Każdy dumnie prezentuje swoje barwy narodowe (dodam, że również przedstawiciele innych narodów przynoszą flagi swoich krajów).
Świętowanie po polsku...
Teraz powróćmy do Polski. Nie sądzę, by wiele osób wyrażało chęć świętowania 25-lecia wyborów czerwcowych. Ci, którzy nie dostaną biletów na koncert Rolling Stonesów raczej zostaną w domach. Najwyżej będą protestowały grupy osób niezadowolonych z transformacji. Jednak "fajerwerków" (tych w przenośni, prawdziwe pewnie się pojawią) nie będzie. Święto przejdzie koło nas bokiem, tak jak ostatnio przeszły obchody 15-lecia obecności w NATO.
Na szczęście do czerwca mamy jeszcze dwa miesiące, więc szybko możemy zareagować. OK, nie będziemy mieli tak fajnego pochodu, jak Królowa z okazji jubileuszu panowania. Nie dojdzie do licznych imprez ulicznych, które uczczą fakt, że po raz pierwszy od 50 lat nikt nam nie narzucał rządzących, tylko sami wybieraliśmy. Jednak zawsze i my, i rządzący, możemy zrobić coś lepszego niż tylko posłuchać ględzenia polityków, a następnie obserwować występ dinozaurów (zacnych, ale wciąż dinozaurów) na scenie.
Propozycja dla narodu
A może być inaczej. Ogłośmy ten dzień dniem wolnym od pracy, tak by każdy mógł świętować. Potem zacznijmy od siebie, podstawy piramidy społecznej. W gronie najbliższych, sąsiadów zróbmy wspólne grillowanie w ogrodach, na podwórkach blokowisk. Zadbajmy o biało-czerwone dekoracje i kotyliony. Samorządy: tego dnia powinny zorganizować różne festyny, koncerty, które mają uczcić naszą wolność. Niech gośćmi honorowymi będą lokalni członkowie „Solidarności”.
Natomiast na szczeblu centralnym można by zorganizować olbrzymią paradę. Niech trasa przebiegnie od Placu Defilad do Placu Konstytucji. Dzięki temu setki tysięcy osób mogłoby się tam wybrać. W paradzie mogłyby wziąć udział siły zbrojne, weterani wojenni, działacze opozycyjni (będziemy mieli okazję oklaskami podziękować ich za wolność).
Moglibyśmy podkręcić te obchody urządzając w całym kraju pochody „Gary Cooperów”. To postać grana przez tego aktora w „Samo Południe” stała się symbolem polskich wyborów. Na koniec, niech niebo zabłyśnie biało-czerwonymi barwami fajerwerków.
Nasze święto, więc świętujmy!
Musimy zacząć być dumni ze swoich świąt narodowych. Nie wstydzić się wychodzić poza normy. Bądźmy jak Brytyjczycy. Róbmy wszystko z pompą. To żaden wstyd być dumnym z osiągnięć swojego kraju, to coś normalnego. Mówmy władzom, że nie wystarczy jakaś uroczystość na placu Piłsudskiego w środku tygodnia z udziałem Obamy i kilku innych ważnych osobistości. Nie chcemy wyłącznie wystawy zdjęć przed Pałacem Prezydenckim, czy tylko koncertu Rolling Stonesów.
Musimy zacząć być dumni ze swoich świąt narodowych. Nie wstydzić się wychodzić poza normy. Bądźmy jak Brytyjczycy. Róbmy wszystko z pompą. To żaden wstyd być dumnym z osiągnięć swojego kraju, to coś normalnego. Mówmy władzom, że nie wystarczy jakaś uroczystość na placu Piłsudskiego w środku tygodnia z udziałem Obamy i kilku innych ważnych osobistości. Nie chcemy wyłącznie wystawy zdjęć przed Pałacem Prezydenckim, czy tylko koncertu Rolling Stonesów.
Chcemy czegoś więcej, i sami zróbmy coś więcej. W końcu niektórzy mówią, że wybory czerwcowe powinny być traktowane na równi ze świętem niepodległości. Nawet mówi się, że są bardziej „radosnym dniem” i oficjalnie powinny być świętem narodowym. A święto to znaczy okazja do radości. Skoro tak, to pokażmy światu, że Polska też potrafi się bawić, i to lepiej od flegmatycznych Brytyjczyków!
