
Nominowanie działaczki miejskiej Joanny Erbel na kandydatkę Zielonych w wyborach prezydenckich w Warszawie może, przyzwyczajonym do dominacji dwóch partii-molochów wydać się nieistotne, ale - nie powinno. Stanowi element szerszego trendu: powolnego przebijania się do europejskiej polityki internetowych i miejskich aktywistów - pokoleniowej zmiany, która może niedługo do góry nogami wywrócić scenę polityczną.
REKLAMA
Nieumoczeni
Kim są nowi aktywiści - w większości anonimowi i nie zabiegający o sławę poza swoim środowiskiem? Przede wszystkim: dwudziesto- i trzydziestoletnimi dziećmi kryzysu finansowego, rozgniewanymi na Europę, którą stworzyło pokolenie ich rodziców. Buntownikami specyficznymi: o ile kilka lat temu Jan Sowa piętnował pokolenie millenialsów za wygodną bezrefleksyjność, o tyle już przy okazji sprawy ACTA okazało się, że refleksja jednak miała miejsce. „Dzieci Sieci” - zauważył Edwin Bendyk - „nawet protestują w wymarzony sposób: grzecznie, racjonalnie, nie paląc rodzicom samochodów i sklepów”, lecz - kulturalnie wyrażając własne zdanie.
„Europa to zdecydowanie zbyt istotna sprawa, by zostawiać ją politykom” - miała stwierdzić wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Neelie Kroes, komentując zeszłoroczną niemożność wypracowania agendy cyfrowej przez zawodowych eurokratów. W końcu agenda została stworzona - rękami kilkunastu młodych, zaangażowanych w ruchy na rzecz transparentności Internetu hakerów. Okazała się na tyle dobra, że przyjęto ją bez politycznych podziałów. Tyle, że śmietankę spili brukselscy oligarchowie, a faktycznych twórców dokumentu odprawiono z kwitkiem.
Ale to lekceważenie, jakie dotychczas spotykało młodych ze strony stojących u szczytu łańcucha pokarmowego polityków, jest jednocześnie ich największym kapitałem. Pozwala bowiem aktywistom na użycie argumentu, na który nie ma dobrej riposty: „my nie jesteśmy w tym umoczeni - my jeszcze nie rządziliśmy”.
Ciemna strona aktywizmu
My nie rządziliśmy - to hasło, które przyświecało każdemu populiście. Zaś skupiający poparcie mas europejskiego prekariatu - i tych z lewackich demonstracji Oburzonych, i tych z nacjonalistycznych marszy Złotego Świtu - aktywiści z populistami mają niepokojąco wiele wspólnego. Przynajmniej ci, którzy mogą już w najbliższych wyborach do Europarlamentu przestrzeć szlaki nowemu modelowi uprawiania polityki.
Karierze Beppe Grilla - włoskiego komika, który bijącego rekordy popularności youtubera przeobraził się w polityka porównanego przez Toma Muellera na łamach „The New Yorker” do aktywistów takich, jak Michael Moore - nie można odmówić populistycznej skuteczności. Zaczynając w 2009 r. (kiedy kryzys we Włoszech nie był tak mocno odczuwalny) od organizowania ulicznych wieców i manifestacji, już w 2012 r. (kiedy kryzys odczuty został przez Włochów bardzo mocno) wraz z Ruchem Pięciu Gwiazd zwyciężył w wyborach lokalnych w Parmie i na Sycylii, by w wyborach parlamentarnych z 2013 r. zdobyć 25% głosów. Owszem, Ruch Pięciu Gwiazd zajął podówczas dopiero trzecie miejsce; problem w tym, że zajął trzecie miejsce jako samodzielna partia, podczas gdy na dwóch pierwszych uplasowały się olbrzymie, centrowe koalicje. W przypadku nadchodzących eurowyborów sondaże IPR Marketing dla „L’Espresso” przyznają ruchowi Grilla 25,4% poparcia - podczas gdy Partia Demokratyczna nowego premiera Mattea Renziego uzyskuje sondażowy wynik 27,6%.
Program Włocha, sprytnie podczepiającego się pod ruch Oburzonych, to mieszanka hasełek antykorupcyjnych, ekologicznych i eurosceptycznych. Klasyka populizmu. Grillo idzie jednak dalej: najważniejszym punktem jego programu jest postulat całkowitej zmiany formy rządów. Proponuje bowiem powrót do demokracji bezpośredniej - uprawianej za pośrednictwem Internetu.
Ruch Pięciu Gwiazd jest jedyną w Europie partią, która z podobnymi hasłami może liczyć na tak ogromne poparcie. Ale: na fali popularności Grilla pod koniec 2013 r. w Hiszpanii powstała Partido X, gromadząca indignaos i mileuristas; w Polsce natomiast Partia Libertariańska i Polska Partia Piratów utworzyły ruch Demokracji Bezpośredniej, którego listy wyborcze tworzą obywatele. Jak? Poprzez głosowanie na Facebooku: jedynkę dostaje ten, komu udało się namówić więcej znajomych do kliknięcia. Podobne postulaty można znaleźć i w programie francuskiego Ruchu Narodowego, który kilka dni temu nieoczekiwanie zatryumfował w lokalnych wyborach, rozbijając tradycyjny podział na prawicę i socjalistów.
Ideologia pajdokracji
„Cała władza w ręce młodych!” - nawoływał rok temu Jacek Żakowski, zauważając, że młodzi aktywiści w politykę właściwie „wchodzą incydentalnie. Najważniejsze tytuły tego pokolenia zajmują się czym innym. Tysiące stron poświęcają nowej polityce miejskiej, przestrzeni publicznej”. Czyli - kwestiom niepolitycznym: bo ani aktywiści Grilla, ani - na polskim podwórku - Joanna Erbel, nie mienią się politykami. Uważają się raczej za - upraszczając - działaczy na rzecz mniejszych i większych wspólnot, stojących do zawodowych polityków w jawnej kontrze.
Problem jednak w tym, że ten aktywistyczny brak ideologii także jest ideologią, a przynajmniej: ideologią nieuświadomioną. Joanna Erbel zasłynęła jako inicjatorka blokad eksmisji w sprywatyzowanych kamienicach, organizatorka inicjatywy „BUW na ciepło” czy obrończyni warszawskiego baru „Prasowy”. Inicjatywy, z pewnością, dla niektórych niezwykle istotne i pożyteczne. Szkoda, że ociekające modną ideologią z knajpek przy Placu Zbawiciela. Nie tyle niewytarczająco atrakcyjną, by zdobyć głosy kogoś więcej niż kilku hipsterów, ile - nazbyt niespójną, by dało się na jej podstawie i administrować, i uprawiać politykę.
Erbel, jak podniósł na łamach „Gazety Wyborczej” Grzegorz Lewandowski z warszawskiego baru Studio, nie wygra wyborów na prezydenta Warszawy: zaznaczy jednak istnienie w Polsce aktywistycznego modelu uprawiania polityki - tak jak Beppe Grillo zaznaczył go we Włoszech, a indignaos w Hiszpanii kilka lat temu, zdobywając w ciągu kilku lat poparcie, które pozwala im realnie oddziaływać na polityczną scenę. Kiedy przyjdzie czas na Polskę - poza wyborami lokalnymi? Cóż, jak dotąd główni gracze partyjni starają się w wyborach do Europarlamentu skusić społeczeństwo nazwiskami celebrytów, wydaje się więc, że - nieprędko.