
Pogłębiający się kryzys demograficzny skłania polityków do tworzenia różnych planów ratunkowych. Niedawno nad problemem niewystarczającej dzietności rodaków pochylił się minister finansów Mateusz Szczurek, zastanawiając się głośno nad możliwością pozbawienia małżonków, którzy dzieci nie posiadają, opcji wspólnego rozliczania się z fiskusem. Dywagacje ministra, prywatnie ojca pięciorga dzieci, nie spodobały się stowarzyszeniu „Nasz Bocian” oraz innym komentatorom.
REKLAMA
Anna Krawczak ze Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji "Nasz Bocian" powiedziała nam, że „minister Szczurek myli karę z zachętą”. – Od karania osób bezdzietnych nie przybędzie dzieci, za to z pewnością przybędzie emigrantów, którzy w przyszłości swoje dzieci urodzą w przyjaźniejszych podatkowo krajach Unii Europejskiej. Dla osób niepłodnych jest to podwójne upokorzenie – oświadczyła Krawczak.
Podobne stanowisko zajął w tej kwestii doradca podatkowy Józef Banach, który powiedział radiowej Jedynce, że idąc za ciosem, rząd mógłby zacząć obciążać finansowo inne grupy obywateli. – Na przykład ludzi ciężkich, takich jak ja, bo zużywają więcej powietrza i zabierają więcej miejsca – zauważył przekornie Banach.
Bartosz Marczuk, publicysta „Rzeczpospolitej”, stwierdził natomiast, że słowa Szczurka „należy uznać za kolejny cios wymierzony w młodych”. Marczuk przypomniał, że w 2013 roku w Polsce zmarło o 18 tys. osób więcej, niż się urodziło, co jest najgorszym wynikiem od zakończenia II wojny światowej.
– Rozpoczynanie w takiej sytuacji dyskusji o odbieraniu rodzinom ich kolejnych praw brzmi jak ponury żart. Tym bardziej że, jak dowodzą doświadczenia i badania, to w małżeństwach na świat przychodzi najwięcej dzieci. Ostatnie dane GUS mówią, że wciąż 80 proc. Polaków rodzi się właśnie w zalegalizowanych związkach – napisał publicysta.
