Rektor Politechniki Wrocławskiej: Uczelnie pozyskują mało środków od biznesu. To dla nich ważne wyzwanie

Rektor Politechniki Wrocławskiej mówi, że uczelnie zbyt słabo starają się o przyciągnięcie firm.
Rektor Politechniki Wrocławskiej mówi, że uczelnie zbyt słabo starają się o przyciągnięcie firm. Fot.Tomasz Szambelan / Agencja Gazeta
Uczelnie żyją biednie (choć od 2007 r. podwoiły się środki, które przeznacza na nie państwo), ale nie palą się do ich zdobywania od prywatnych firm. - Powinniśmy się nastawić na współpracę z przemysłem - przekonuje prof. Tadeusz Więckowski, rektor Politechniki Wrocławskiej.


Jak wyglądało wdrażanie wynalazków, które tworzył pan zanim został rektorem Politechniki Wrocławskiej? Uczelnia pomagała czy stawiała przeszkody?

Nigdy ze strony Politechniki Wrocławskiej nie było przeszkód czy barier, ale też pomoc nie była systemowa. Proszę jednak pamiętać, że do wdrożenia, jak do tańca, potrzeba dwóch stron: musi być uczelnia i firma, która jest zainteresowana wynalazkiem. Czasami są pomysły, ale nie ma zapotrzebowania.


A my, zanim pokażemy wynalazek, musimy przejść przez etap testów, prototypu, czyli mało wdzięczny etap pracy naukowej. Kiedyś prawie zawsze był on wykonywany bez gwarancji sukcesu, czyli wdrożenia, albo choćby zainteresowania przemysłu.

Od 2008 roku, kiedy został pan rektorem Politechniki Wrocławskiej, wprowadził pan mechanizmy mogące pomóc we wdrożeniu wynalazków pana współpracowników?

Dzisiaj dla uczelni sprawa wdrażania wynalazków, które powstają w laboratoriach to priorytet. Wdrażamy w Politechnice Wrocławskiej tzw. zarządzanie procesowe i jest wiele procesów, które dotyczą tylko komercjalizacji badań. Zaczynamy już na etapie prac badawczych, kiedy to oceniamy, które projekty mają szansę na komercjalizację, czyli, mówiąc w uproszczeniu, jaki pożytek mogą zobaczyć w nich przedsiębiorcy.


Od kilku lat wprowadzamy sukcesywnie spójny system, który zachęca pracowników nie tylko do prowadzenia badań i ochrony ich efektów, lecz także do wdrażania wyników prac badawczych. Jako pierwsi wprowadziliśmy zasadę, że podstawowym i największym beneficjentem efektów wdrożenia jest ich autor, to on dostaje większość profitów, oczywiście również finansowych.


Mamy też specjalne działy, które pomagają na kolejnych etapach ochrony i wdrożenia: od składania zgłoszeń patentowych po zawarcie umowy licencyjnej oraz wspomagają pracownika w procesie wdrożenia. Nasz system powstał, by chronić prawnie i komercjalizować to, co powstaje na uczelni. I ten system ma zachęcać, pokazywać oraz pomagać naukowcom.

Jak udaje się to godzić z gorsetem, który jest nałożony na instytucje finansowane ze środków publicznych?

Tu nie ma wielkich przeszkód. Zawieramy umowę licencyjną, ewentualnie wyceniamy własność intelektualną i ją sprzedajemy. Trudno mówić o gorsecie.

W ostatnich dniach słyszę od ludzi nauki, biznesu albo styku tych dwóch sfer, że to właśnie prawo o zamówieniach publicznych jest przeszkodą. Kiedy wyceni się wynalazek i nikt go nie chce kupić, nie można obniżyć ceny, a na kolejną wycenę uczelni już nie stać.

Rzeczywiście, przyznaję, że wycena to jest duży kłopot. Zawsze znajdzie się ktoś, kto może powiedzieć, że za nisko wyceniono wynalazek. Ale nie trzeba przecież go od razu i w każdym przypadku sprzedawać, są inne, mniej ryzykowne drogi. Można udzielić licencji, a autorskie prawa majątkowe zostają wówczas na uczelni. Formuł jest kilka, każdy przypadek rozpatruje się indywidualnie, dlatego nie widzę tutaj problemu.

Może dlatego, że na Politechnice Wrocławskiej to po prostu działa. Wypracowane i stosowane przez nas sposoby komercjalizacji są różnorodne: umowa licencyjna, założenie własnej firmy czy licencje z dużym odroczeniem płatności. W tym ostatnim przypadku z reguły pozwalamy firmie wypracować zyski i dajemy dużo czasu na zapłacenie uczelni za licencję. Proszę mi wierzyć, to dobra zachęta.

Czyli dla chcącego nic trudnego…

Ja tych przeszkód, o których pan mówił naprawdę, nadmiernie bym nie przeceniał. A przecież sprzedawaliśmy wynalazki nawet firmie Carl Zeiss, nie było żadnych problemów. Tylko obie strony - firma i uczelnia - muszą być tym zainteresowane. No i oczywiście autor, on jest tutaj kluczowy.

Jaką część budżetu uczelni udaje się pozyskać od firm?

Nie podam konkretnej kwoty czy odsetka, ale to coraz lepiej wyglądający element budżetu naszej uczelni. Co ważne, ta kwota powoli, ale systematycznie z każdym rokiem rośnie, bardzo zwracam na to uwagę.

Składają się na to zarówno duże projekty, jak i ekspertyzy, badania w laboratoriach, to bardzo szeroka gama współpracy. Mówię tu tylko o środkach pozyskiwanych bezpośrednio od firm, a nie w ramach projektów finansowanych centralnie przez NCBiR, gdzie udział przedsiębiorstw jest obowiązkowy.

Pańska uczelnia jest więc chlubnym wyjątkiem. Uczelnie opierają się głównie na środkach z ministerstwa, a do współpracy z biznesem się nie palą.

Nie, nie jesteśmy jedyni. Uczelnie techniczne powoli wprowadzają różne modele współpracy z przemysłem. Oczywiście, chciałbym, żeby tej współpracy było więcej i to jest obecnie zadanie, czy wręcz wyzwanie dla uczelni. Powinniśmy się nastawić na współpracę z przemysłem. Żeby tylko przemysł chciał tego samego…

Dlaczego dzisiaj to się nie udaje?

Ograniczenia są po obu stronach. Jeśli chodzi o uczelnie, często naszym grzechem jest tematyka badań. Prowadzimy je czasem, nie wiedząc, nie mając rozeznania, czego potrzebują firmy działające na rynku, bo kontakty między nami są niewystarczające. Oczywiście, ważne są badania nastawione tylko na poznanie, bo to one popychają świat do przodu.

Ale nie możemy pozwolić, by były jedyne, trzeba się zastanowić, czemu to w przyszłości ma służyć. Uczelnie zatem muszą przenieść środek ciężkości na badania, których potrzebuje przemysł.

Z drugiej strony biznesmeni kompletnie nie znają naszych możliwości. Nie wiedzą, jakim potencjałem intelektualnym i laboratoryjnym dysponujemy, ani nad czym pracujemy. Zamiast zlecić coś do zbadania czy opracowania na polskiej uczelni, wolą kupić technologię z zagranicy, nawet nieco przestarzałą, bo wydaje im się, że to będzie pewniejsze i tańsze. Nic bardziej mylnego. Polski przemysł boi się podjąć ryzyko.

Uczelnie robią coś, żeby to zmienić?

Całe szczęście uczelnie techniczne zaczynają coraz intensywniej współpracować. Czasami jakaś kwestia jest zbyt obszerna, zbyt trudna, żeby sobie z nią poradzić w pojedynkę. Zaczęła się współpraca kilku uczelni, abyśmy mogli razem te duże tematy poprowadzić.

Jako przewodniczący Konferencji Rektorów Polskich Uczelni Technicznych mam tutaj informacje z pierwszej ręki. Wkrótce chcemy przedstawić nową inicjatywę dotyczącą konsolidacji uczelni wokół kilku kluczowych dla rozwoju państwa kierunków badawczych.

Chcemy, aby uczelnie techniczne utworzyły duże konsorcjum z podmiotami gospodarczymi. Dzięki temu nawzajem się naprawdę poznamy, dowiemy się, jakie są potrzeby przemysłu i będziemy mogli wspólnie z zaproponować rozwiązania dla problemów naszej gospodarki.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYBORY2019 0 0W mediach Rydzyka przedwyborczy post. "Wystarczy nie jeść dzień, żeby uchronić ojczyznę przed złem"
0 0Chcą zlikwidować MEN. Macie dość chaosu PiS? Program Konfederacji o edukacji to dopiero rewolucja
Coca-Cola 0 0Jak uczyć dzieci chronić środowisko, czyli czy najmłodsze pokolenie uratuje świat
Duka 0 0Szwedzki przepis na spotkanie. “Krog” to kolejne modne słowo ze Skandynawii