
Zbigniew Grycan rozpoczyna sprzedaż swoich lodów w Chinach. Co mamy do zaoferowania Chińczykom? Znają Rolls Royce'a i Pradę, ale teraz czas na bardziej niszowe, ale luksusowe produkty. A tych wbrew pozorom jest całkiem sporo.
REKLAMA
A gdyby tak każdy z 1,3 mld Chińczyków kupił jedną kulkę lodów… Marzenie każdego lodziarza na świecie spełnić chce Zbigniew Grycan, prezes i założyciel znanego w Polsce producenta lodów. – Chiny to olbrzymi rynek. Chcemy zmierzyć się z Azją. Mamy tam partnerów, będziemy na największych lodowych targach chińskich, prowadzimy próby marketingowe – zwierza się z planów Zbigniew Grycan, prezes i założyciel firmy.
Ze swoimi produktami dotarł już do chińskiego rynku. m.in. restauracji i hoteli. W planach na ten rok ma otwarcie pierwszych lodziarni w centrach handlowych, a następnie stworzenia sieci franczyzowej.
Czy odniesie sukces w Chinach? Na pewno 72-letni biznesmen z Warszawy wie jak jak kręcić lody. Ze sprawozdania finansowego firmy wynika, że w 2012 roku sprzedał produkty za 164,5 mln złotych, a do tego podwoił zyski, na czysto zarabiając 22,5 mln zł. Z warszawskiej, luksusowej i trochę drogiej marki lodów wyrasta na potentata rynku w Polsce. Po Algidzie, Nestle i polskich lodach Koral, Grycan jest już czwarty na rynku. W Polsce ma już ponad 120 lodziarni. Sukcesem wprowadził markę do Czech, gdzie w ubiegłym roku otworzył kilka lokali. To zachęca go do wypłynięcia na szerokie wody.
– Udało nam się połączyć metody rzemieślnicze z metodami produkcyjnymi. Ponieważ wyrośliśmy obydwoje z mężem z rodzin o tradycjach cukierniczych wiemy, na czym polega ten biznes – tłumaczy Elżbieta Grycan. – Sukces zależy od użycia bardzo dobrych składników: śmietanki kremówki, żółtek jaj, orzechów, bakalii, czekolady, świeżych owoców – dodaje.
Nie oni pierwsi rozmarzyli się o dostępnie do miliarda trzystu milionów klientów w Chinach. Wyobraźnię menedżerów wszystkich globalnych koncernów rozpala wizja rosnącej klasy średniej. 100 mln zamożnych Chińczyków rozpoczynających dzień od croissanta, kawy, jogurtu, szklaneczki soku pomarańczowego. Światowe koncerny jak Danone, Unilever, Mondelez i inni są już wniebowzięte. Do wielkiego rynku próbują dobrać się też polskie firmy.
Na zdrowie po chińsku
W 2005 roku sprzedaż polskiej wódki na chińskim rynku rozpoczęła Wyborowa (produkowana w Polsce marka wódki należy do Pernod Ricard). – Chińczyka nie da się namówić do picia mocnego alkoholu na kieliszki. Nie nawykli. Dlatego promowaliśmy wódkę jako główny składnik wyszukanych drinków – mówi jeden z menedżerów marki.
Wyborowa promowała się wśród miłośników clubbingu. Ponieważ dla Chińczyków nazwa jest za długa i skomplikowana wymyślono bardziej pasujący do języka chińskiego skrót – „Wybo”. Drink zamawia się w barach krzyżując palce środkowy i wskazujący obu dłoni w znaczek „w”.
Po udanej kampanii marketingowej polska wódka zajęła na rynku drugie miejsce po marce Absolut. W teren ruszyło też 400 przedstawicieli handlowych. Wyborowa nie podaje wyników sprzedaży z Chin. Ostatnio jej pozycję podkopuje jedna z chińskich wódek wykupiona przez globalny koncern Diageo.
Jogurt bez laktozy
W branży spożywczej mamy swój polski „wsad” w pokonanie jednej z największych barier handlowych w Chinach. To jedna z polskich firm opracowała patent produkcji jogurtów, który pozwala na ominięcie problemu z genetyczną nietolerancją laktozy u Chińczyków. 95 procent z nich po zjedzeniu jogurtu po pół godzinie dostałaby potwornych skurczy, wymiotów i biegunki.
W branży spożywczej mamy swój polski „wsad” w pokonanie jednej z największych barier handlowych w Chinach. To jedna z polskich firm opracowała patent produkcji jogurtów, który pozwala na ominięcie problemu z genetyczną nietolerancją laktozy u Chińczyków. 95 procent z nich po zjedzeniu jogurtu po pół godzinie dostałaby potwornych skurczy, wymiotów i biegunki.
Polskie produkty mleczne cieszą się opinią luksusowych. Z szansy skorzystała m.in. firma Zentis z Zelkowa koło Siedlec. – Chińczykom jogurt kojarzył się zwykle z piciem przez słomkę. a nie jedzeniem łyżeczką. Jogurty miały tam postać słodkich i bardzo rzadkich płynów – mówi w wywiadzie dla Tygodnika Siedleckiego Krzysztof Gołębiewski pełnomocnik Zentisu.
Firma specjalizuje się w produkcji wsadu owocowego do Jogurtów. Kilka lat temu podpisała kontrakt z dużą mleczarnią pod Pekinem. Chińczycy zamówili 10 ton owocowych dodatków, a współpraca trwa do dziś. – Europejskie jogurty robią furorę w Chinach. Marzę, że gdyby co dziesiąty Chińczyk zjadł kubeczek polskiego jogurtu raz dziennie, to w biznesie mielibyśmy transakcję znacznie przewyższająca zakup samolotów F-16 – dodaje biznesmen.
Zatoka milionerów
Francis Lapp, Francuz, który w Polsce jest właścicielem stoczni Sunreef, budującej luksusowy katamarany opowiada, że podczas jednej z ostatnich edycji targów luksusu w Cannes, jeden z chińskich biznesmenów zamówił u niego kilka jachtów. – Na chińskim wybrzeżu budował ekskluzywne osiedle wraz z mariną. Zlecił produkcję kilku jachtów dla przyszłych nabywców apartamentów – relacjonuje biznesmen. Zastanawiał się, czy jego jachty staną się dekoracją na osiedlu nowobogackich, czy też posłużą prawdziwym miłośnikom jachtingu.
Na tych drugich liczą szczególnie bracia Wojciech i Piotr Kot z Olecka, właściciele stoczni jachtowej Delphia Yachts. W Polsce biznes zaczynali ponad 20 lat temu jako producenci popularnych łódek Sportina. Teraz ich jachty żaglowe, również jednostki oceaniczne, sprzedawane są w USA, Australii i Nowej Zelandii. Od kilku lat polska stocznia promuje się w Chinach. – Gdy tylko liczba zamówień osiągnie satysfakcjonujący pułap, otworzymy na chińskim rynku firmę handlową – deklaruje Wojciech Kot.
W Chinach jest milion osób mających status „dolarowych milionerów” – oszacowała w ubiegłym roku firma doradcza Boston Consulting Group. Dlatego rynek dóbr luksusowych notuje tam spektakularne wzrosty i sprzedaż. Chiny to drugi po USA rynek dla limuzyn Rolls Royce, w 2013 roku sprzedano ich tam około tysiąca.
Luksus z Polski
– Nawet w mniejszych i mniej zamożnych miastach następuje bogacenie się społeczeństwa, które ma duży apetyt na artykuły luksusowe. Ale chiński rynek się zmienia. Konsumenci nie chcą już „rzucającego się w oczy” logo, tylko wyrafinowanych produktów, które pozwolą im stworzyć własny, unikatowy styl. Jest to doskonała okazja dla produktów niszowych, właśnie z Polski – uważa Andrzej Pieczonka, I radca Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji w Szanghaju.
– Nawet w mniejszych i mniej zamożnych miastach następuje bogacenie się społeczeństwa, które ma duży apetyt na artykuły luksusowe. Ale chiński rynek się zmienia. Konsumenci nie chcą już „rzucającego się w oczy” logo, tylko wyrafinowanych produktów, które pozwolą im stworzyć własny, unikatowy styl. Jest to doskonała okazja dla produktów niszowych, właśnie z Polski – uważa Andrzej Pieczonka, I radca Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji w Szanghaju.
Polski dyplomata z Szanghaju wymienia jedną z takich nisz: – To wyroby z bursztynu. W Polsce są popularne i powszechnie dostępne, w Chinach mają status bardzo luksusowych – relacjonuje Pieczonka. Co ciekawe, w interesach na chińskim rynku największe polskie firmy: Apart, W,.Kruk i Yes, wyprzedziła mniej znana S&A z Gdyni.
O karierze polskiego bursztynu pisze tez Adam Machaj, autor bloga Raport z Państwa Środka. – Kiedy w ekskluzywnej galerii w Chinach pytam, skąd pochodzi dany kamień, to zawsze słyszę dumną odpowiedź: „Nasz bursztyn jest z Bałtyku” lub nawet: „Nasz bursztyn jest oryginalny z Polski, najlepszy na świecie”. Tak więc może nie jest to Nokia czy Mercedes, ale już coś – twierdzi Machaj.
