
W biurze SLD w Kielcach znaleziono podsłuch – poinformował naTemat Dariusz Joński, rzecznik partii. Podczas spotkania sztabu wyborczego jeden z jego członków zauważył przyklejone do mebla urządzenie i zawiadomił policję. Funkcjonariusze zabezpieczyli podsłuch i będą sprawdzać, jaki miał zasięg i kto mógł go podłożyć. – Nie mamy żadnych podejrzeń – przyznaje Joński.
Politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej byli podsłuchiwani. W świętokrzyskim sztabie wyborczym partii znaleziono wczoraj podsłuch. – Podczas zebrania naszej rady miejskiej ktoś zauważył, że do jednego z mebli przyklejone jest jakieś urządzenie elektroniczne – relacjonuje w rozmowie z naTemat Dariusz Joński, rzecznik SLD.
Wczoraj w biurze Rady Wojewódzkiej SLD znaleziono podsłuch. Urządzenie zostało zabezpieczone przez policję. Oczekujemy pilnego wyjaśnienia.
— Dariusz Joński (@Dariusz_Jonski) kwiecień 9, 2014
Natychmiast zawiadomiono policję, a po chwili w siedzibie Rady Wojewódzkiej w Kielcach pojawiło się kilkunastu policjantów. – Zabezpieczyli urządzenie i będą sprawdzać na jaką odległość mogło nadawać sygnał i kto mógł je podłożyć. Już na miejscu stwierdzili, że jego bateria była sprawna i pozwalała na rejestrowanie tego, co działo się w pomieszczeniu – mówi Joński.
Lokalni działacze nie mają podejrzeń kto mógł chcieć ich podsłuchiwać. – Rozmawiałem z nimi wczoraj, ale nie byli w stanie nikogo wskazać. Nie wiem, kto mógłby posunąć się do podsłuchiwania sztabu wyborczego partii – mówi Dariusz Joński. – Ale będziemy apelować do komendanta policji o objęcie tego postępowania specjalnym nadzorem, przecież toczy się kampania wyborcza. Mam nadzieję, że to zostanie szybko wyjaśnione – dodaje rzecznik SLD.
Ale ustalenie kto podłożył podsłuch może być trudne, bo to pomieszczenie, gdzie może wejść niemal każdy. – To sala konferencyjna, gdzie może wejść właściwie każdy, tam odbywają się wszystkie spotkania. Mieści nawet 60 osób, a przy dzisiejszym ustawieniu ok. 30 – wyjaśnia Piotr Urbański z kieleckiego SLD. – Nikt z nas nie jest ekspertem od podsłuchów, ale to nie wyglądało specjalnie profesjonalnie. To po prostu mikrofon z nadajnikiem. To chyba pierwszy taki incydent w Kielcach – dodaje.
Policja nie przesądza jeszcze nawet czy to podsłuch. – Dopiero ekspertyzy pozwolą stwierdzić, czy wykryte w siedzibie urządzenie to podsłuch – zaznacza oficer prasowy świętokrzyskiej policji podkom. Grzegorz Dudek. – Zaraz po przybyciu na miejsce policjanci sprawdzili pomieszczenia i przyległy teren, by już na gorąco wykluczyć niektóre hipotezy, na przykład czy w ustawionym w pobliżu samochodzie ktoś nie nasłuchuje – wyjaśnia.
