
Dziennikarze "Gazety Polskiej Codziennie" zawiadomili prokuraturę w sprawie gróźb, które dostaje córka premiera Katarzyna Tusk. Jeden z nich dotyczył też premiera, więc uznali, że zagrożone jest życie premiera. Ich inicjatywa spotkała się z chłodnym przyjęciem części środowiska, bo uznano ją za wyjście poza ramy obowiązków reportera.
REKLAMA
Premier Donald Tusk odczytał na konferencji prasowej kilka SMS-ów z pogróżkami, które dostaje jego córka Katarzyna Tusk. Część, szczególnie prawicowych komentatorów i dziennikarzy uznała to za blef i zagranie pod publiczkę. Współpracownicy "Gazety Polskiej Codziennie" sprawdzili więc, czy premier poza załatwieniem córce ochrony złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury – okazało się, że nie.
Postanowili je złożyć na własną rękę i wysłali pismo do prokuratury w Gdańsku. Uzasadniają w nim, że z przeczytanych przez Donalda Tuska SMS-ów wynika, że zagrożone jest życie premiera Polski.
Oczywiście nie wiemy, jakie były ich pobudki, ale na podstawie opinii, które bezpośrednio po konferencji premiera wyrażał Samuel Pereira można podejrzewać, że chce, aby prokuratura sprawdziła, czy premier tych gróźb nie zmyślił. Inicjatywę dziennikarzy "GPC" skrytykował m.in. Michał Szułdrzyński z "Rzeczpospolitej".
Pereira odpowiedział w swoim stylu.
